Zapraszamy do komentowania.
Wyścig szczurów już od przedszkola...biedne dzieci.
I to jest takie podcinanie skrzydeł ludziom, którym cokolwiek chce się robić w tym mieście - żeby te 'biedne dzieci' miały coś więcej niż komputer i TV. Jeśli pokazywanie dzieciom, jak fascynującą przygodą może być nauka i że warto mieć własne pasje nazywamy wyścigiem szczurów, to trudno mi z tym argumentować.
Wsłpółtwórcy UNIKIDS
Należę do pokolenia, które miało czas i na zabawę i na edukację - w odpowiednim momencie. Nie było komputerów, ale rodzice dbali, abyśmy normalnie się rozwinęli (nie tylko umysłowo, ale też fizycznie). To od nich zależy, czy całe dzieciństwo z bladymi twarzami dzieci przesiedzą przed monitorem, czy chociaż poznają smak zabawy w chowanego. A taka edukacja od tak przesadnie wczesnych lat, to jest właśnie "wyścig szczurów". A "podcinaniem skrzydeł" można nazywać zabieranie najmłodszym dziećiństwa.
Demonie....czy nie uważasz,że to co piszesz jest ciut smieszne? A więc sugerujesz,że tylko kiedyś rodzice dbali o dzieci? A zachęcanie do nauki to podcinanie skrzydeł? Nikt nie każe im chodzić na takie wykłady 7 dni w tygodniu, tylko raz lub dwa w miesiącu. I nikt nie będzie robił szczegółowego wykładu na temat Twierdzeń Pitagorasa czy Einteina, a potem odpytywał na grochu.Raczej chyba chodzi o
pytania,które dla nas- rodziców są trudne, a słyszymy ich kilkanaście na minute i nie potrafimy odpowiedzieć. Wiek 6-12 to odpowiednia pora by kształtować w nich jakąś pasje i zachęcić do nauki. Nie wierzę by było to odbieranie dzieciństwa,a sama nie jestem zwolennikiem wysyłania dzieci do szkoły wieku 6 lat. Wydaje mi się ,że jest to dobry pomysł i się sprawdzi, o ile orgazizacja będzie dobra i taka jak zapowiadają. Martwi mnie tylko kwota takiego uniwersytetu...
A więc tak:
1. Rodzice dbali o to, żebyśmy się normalnie rozwinęli (i fizycznie i umysłowo), nigdzie nie napisałem, że "kiedyś dbali, a dziś nie",
2. "Podcinaniem skrzydeł" nazwałem zabieranie dzieciom dzieciństwa, an nie zachęcanie do nauki.
Pozdrawiam Anonima podkreślając, że nie zamierzam się spierać. Moja pierwsza intuicja była własnie taka, że to "wyścig szczurów" i dalej tak sądzę.
O mnie rodzice dbali i pozwalali biegać i skakać i bawić się całymi dniami w chowanego, ale jednoczesnie nie umieli i nie mieli okazji a co za tym idzie nie dbali - tak jak mogą współcześni rodzice - o mój rozwój umysłowy.
Nie oszukujmy się - rozwój umysłowy dziś jest znacznie bardziej w cenie nie tylko ze względu na widzimisię rodziców ale nade wszystko ze względu na optymalny rozwój dzieci.
Gdy poszedłem na studia moi rówieśnicy z Wrocławia mieli duuuuuużo większe doświadczenie i obycie z kulturą a co za tym idzie i większy polot i zrozumienie w toczacych się dyskusjach. A ja mały z prowincji długo mogłem się co najwyzej przysłuchiwać popołudniami nadrabiając zaleglości. A zdrowia i tak nie mam lepszego od tych z miasta bo oni nie tylko biegali i skakali i bawili się w chowanego ale i obcowali z muzeami, teatrami, uniwersytetem i innymi uczelniami, bibliotekami, przemówieniami profesorów, mądrymi, logicznymi kazaniami, itd.
Nie zgadzam się z Demonem Zwodzicielem że inicjatywa uniwersytetu dla dzieci ma znamiona wyścigu szczurów. Raczej postrzegam to jako jedną z niewielu inicjatyw pozwalających wyrównać szanse dzieci z prowincji. Poza tym uważam za fałszywe założenie, że dzieciństwo polega na bawieniu się w chowanego, bieganiu i skakaniu. To, że nasze dzieciństwo takie było nie znaczy, że takie jest najlepsze. Wiele dzieci naprawdę chce i potrafi zabawić się nauka.
Pozdrawiam
T.
A ja sie cieszę, że moje dziecko ma wybór, którego ja, dorastajac w Namysłowie, nie miałam. To nie wyścig szczurów, to możliwości. A czy z nich dzieciaki skorzystają to inna sprawa. Zdrowy rozsądek podpowiada by nieustannie pobudzać dziecko do rozwoju. Ale przymusu nie ma, jesli ktoś widzi w tym zagrożenie... Demonie Zwodzicielu, masz dzieci?
Malkontenctwo zabija chęć działania. I do tego jest niebywale głośne.
To nie malkontenctwo. To raczej próba oddania głosu dzieciom w tej sprawie, a nie ich ambitnym rodzicom. Też chciałbym, aby moje dziecko rozwijało się wielopoziomowo, aby zaskakiwało błyskotliwością wśród rówieśników i aby było zdolniejsze i więcej wiedziało od innych.To niestety tylko moje życzenia, na realizację których być może moje dziecko nie ma najmniejszych chęci. O to mi cały czas chodzi. Niech zdecydują dzieci, a nie dorośli. O wyścigu szczurów pisałem w kontekście przerośniętych ambicji rodziców oraz przesadnych oczekiwań względem dziecka. O nic więcej mi nie codzi. Jeśli są dzieci, które pragną zaspokojenia wiedzy, nie mogąc jej uzyskać od rodziców, to świetnie - niech wezmą udział w takim przedsięwzięciu. Ale znając psychikę 6-cio letniego dziecka sądzę, że to za szybko. Jeśli ktoś włożył w to dużo pieniędzy, licząc na ogromne zyski, to może się rozczarować, bo choć nam dorosłym ten pomysł może wydawać się rewelacyjny, dzieci mogą przejść obok niego zupełnie obojętnie. Trafiają się w tym wieku jednostki, które nie mieszczą się w środkowej części krzywej Gaussa, ale to jednostki.
pozdrawiam rozmówców
To by dziecko mogło wybrać , musi mieć w czym!
Wieć jeśli chcemy dać mu wybór to musi wiedzieć na czym rzecz polaga i jak wygląda. I wybacz ale nie sadze by ktokolwiek w celu zaspokojenia swoich ambicji wysyłał dziecko by dowiedziało się dlaczego niebo jest niebieskie lub ile lat ma biedronka z trzema kropkami. To jest właśnie danie dziecku wyboru czy chce w tym brać udział,czy go to ciekawi.A nie skreślać i zakładać- na pewno nie.
M.in.to jest rozwój .Rozwijanie w nim zainteresowań.Gdy będziesz miał dzieci wtedy zrozumiesz...
Kibicuję rodzicom, którzy robia wszystko by odciagnąc dziecko od monitora, od ulicy, pisania po murach i tłuczenia butelek na wyspie. Jesli to bedzie karate, super! Jesli sekcja pływacka na naszym basenie -wspaniale ! Jesli nawet to bedzie jeden wykład co 2 tygodnie na uniwerystecie dla maluchów: tez super! Wszystko wydaje sie lepsze od widoku znudzonych podlotków, zalegajacych na ławce pod blokiem do 22, słuchajacych muzy z komórek i plujących ludziom pod buty.
Wreszcie coś pożytecznego i ciekawego.Gratuluję.
Być może zaowocuje to tym,że za parę lat w Namysłowskich szkołach ponad gimnazjalnych wzrośnie poziom nauczania i tym samym w rankingu co do ilości zdanych matur woj.opolskiego licea i technika znajdą się na dużo wyższym miejscu, bo w tym roku było to miejsce jedno z ostatnich.
Auć:)
Świetny pomysł. Bardzo fajnie, że tworzy się dzieciom możliwości. Ja byłm ambitnym dzieckiem, ale brak możliwości podcinał mi skrzydła. Dobrze, że teraz jest wybór. Dziecko może chcieć chodzić na takie zajęcia. Nadmierne ambicje rodziców w momencie, kiedy dziecko nie jest chętne to odmienna sprawa. I dotyka nie tylko maluchy, ale również starsze dzieci. Dlatego marny to argument przeciwko tej inicjatywie, moim zdaniem bardzo wartościowej!
A ja podzielam zdanie Demona Zwodziciela. Przy czym, o ile nie jest to wyścig to zapewne jakiś przedbieg.
Sam jestem ojcem dwójki dzieci, i starsza ośmioletnia latorośl wie dlaczego niebo niebo jest niebieskie ,wie jak powstaje tęcza i dlaczego wyginęły dinozaury, bo sam jej to wytłumaczyłem. To z rodzicami dzieci powinny odkrywać świat , rodzice powinni "wiedzieć wszystko" a jeżeli akurat czegoś nie wiedzą to razem z dziećmi powinni się tego dowiedzieć. Może i profesor uniwersytetu wie lepiej , ale czy nie będzie lepiej dla rozwoju tego dziecka, gdy to my przekażemy mu tę wiedzę , gdy to my razem z nim odkryjemy nową tajemnicę. Ale tu pojawia się pewien problem; RODZICOM POWINNO SIĘ CHCIEĆ wytłumaczyć dziecku to, czego chce się dowiedzieć. Moje dziecko jeszcze nigdy nie usłyszało ode mnie słowa, nie wiem - daj mi spokój. Nasza niewiedza nie powinna być żadnym wytłumczeniem. Dzieci nie zadają pytań o fizykę kwantową ,tylko o rzeczy które widzą a nie potrafią ich zrozumieć. Choć nie powiem, niektóre pytania są faktycznie trudne, lub zadawane w sposób dla nas nie bardzo zrozumiały. Pamiętam jak dziś, gdy córka spytała się, "dlaczego księżyc idzie"? I nie chodziło tu o wędrówkę księżyca po niebie ze wschodu na zachód, tylko o wrażenie przemieszczania się go razem z nami podczas spaceru. Samo "wpadnięcie" na to o co dziecku chodzi w tym pytaniu zajęło mi kilka chwil. Wiem doskonale o tym ,że dzieci są męczące, szczególnie wtedy gdy my jesteśmy zmęczeni po pracy, gdy mamy akurat coś innego ,ważnego do zrobienia. Ale nie można moim zdaniem "zwalać" całej edukacji naszych dzieci na takie czy inne szkoły.
Czy tak trudno znaleźć kilka godzin w weekend by wybrać się na wycieczkę o lasu z lupą i lornetką. Takie postępowanie zbliża rodziców z dorastajcymi dziećmi. Dzieci chcą być takie jak my - rodzice. Jeżeli widzi, że moja Mama, mój Tato wie wszystko, to podświadomie też będzie takie chciało być. To prowadzi do scalenia rodziny i do uniknięcia w przyszłości przeróżnych problemów wychowawczych. A wysyłanie dzieci do szkoły za 100 czy 200 zł miesięcznie, z wykładowcami z najlepszych uczelni, prowadzi do tego , że to rodzice będą dumni z siebie ,bo ich dziecko uczęszcza na super zajęcia, bo skoro tyle kosztują to muszą być super.
Zgoda. Ale to okrutne oczekiwać od wszystkich rodziców by byli omnibusami. Są takie dzidziny w których ja wysiadam i chetnie zaspokoje ciekawość mojego dziecka i wykorzystam mozliwość by ktoś inny zademonstrował i wytłumaczył. Dlaczego nie?
Czas spedzony z dzieckiem jest nieoceniony, nikt z tym nie polemizuje. Jak równiez z tym, ze powinnismy popracować nad tym by dziecko chciało czerpać z nas wzorce. Ale nie mam zamiaru udawać ze jestem herosem i jesli dziecko zada w końcu to nokautujące pytanie, to odpowiem po ludzku : nie wiem, ale znam kogoś kto nam powie, tez chetnie sie dowiem.
Jeszcze raz podkreślę, że miec wybór to już prawie sukces. Zadna pani w szkole, najmadrzejszy profesor, zainteligentniejsza ksiażka i najciekawszy program nie zastąpi mądrego rodzica.
Na bank stawiam,że Pan Stawiarski został już rektorem a Starosta Dziekanem !!!!!!...
Gratuluję pomysłu i życzę powodzenia!