Lokalne firmy i instytucje: Prywatna
Praca także dla mieszkańców powiatu namysłowskiego.

Grafika Maxa Broesela, czyli suplement do "Pruskich protoplastów Hansa Klossa"

Grafika Maxa Oskara Broesela, Generał Yorck podpisuje konwencją w młynie w Taurogach.

Rzeczpospolitą waszą (powiada) diabli muszą wziąć, ale to postaw czerwonego sukna, my zaś do ratunku ręki nie przyłożym, lecz jedynie ciągnąć będziem, by nam się najwięcej w garści zostało…

[Słowa Bogusława Radziwiłła, pana na Taurogach, cytowane przez Kmicica – H. Sienkiewicz "Potop"]

Taurogi - dzisiaj miasto w zachodniej Litwie, trzydziestotysięczna miejscowość nad Jurą, prawym dopływem Niemna. Od II poł. XVII w. były siedzibą bohatera negatywnego "Potopu" Sienkiewicza, Bogusława Radziwiłła. Kawalera modnego i konkurenta Kmicica, sojusznika elektora pruskiego i przyjaciela domu brandenburskiego. To właśnie tu więził Oleńkę. Tu przemyśliwał (wypowiedziane później w Pilwiszkach) a relacjonowane powyżej słowa. Ta litewska przygraniczna miejscowość przeszła do historii i z innych powodów.

W Taurogach 21 czerwca 1807 car Aleksander podpisał zawieszenie broni, które poprzedziło traktat pokojowy z Napoleonem w Tylży. Kilka lat później, 30 grudnia 1812 roku, w młynie w Pożerunach pod Taurogami, sprzymierzeniec Napoleona i dowódca korpusu armii pruskiej generał Hans Yorck podpisał konwencję o neutralności z rosyjskim generałem Iwanem Dybiczem. Na jej podstawie korpus pruski zrzekł się wspierania Francuzów. Konwencja tauroska z pewnością zmieniła bieg historii i rozpoczęła odzyskiwanie oraz zdobywanie przez Rosjan utraconych po Tylży stref wpływów w Europie. Nie jest ona dla Polaków przyjemnym faktem historycznym, bo nagła zmiana orientacji politycznej Prus stawiała sprawę Polską i ewentualną obronę ziem Księstwa Warszawskiego w beznadziejnej sytuacji.


Czym było tajemnicze dla przeciętnego Niemca i Polaka spotkanie Dybicza i Yorcka w młynie w Pożerunach w czas pamiętnej dla nas zimy 1812 r.? Na to pytanie postaramy się odpowiedzieć komentując grafikę Maxa Broesela, na której gen. Yorck podpisuje w Pożeruńskim Młynie tauroską konwencję.  
Na tym dziele Broesela, przypominającym malarstwo historyczne Matejki, możemy opisać wszystkie persony dramatu, a jak kto woli "zdrady, która uratowała honor Prus" . Grafika niemieckiego artysty, jak sugeruje tytuł dzieła, przedstawia nie tylko generała Hansa Yorcka podpisującego 30 grudnia 1812 r. konwencję tauroską w młynie, ale, jak to ustaliliśmy, sześciu bohaterów. Oto oni.

Pierwszy z lewej to adiutant starego generała, major Florian von Seydlitz, bliski krewny słynnego fryderycjańskiego generała, Fryderyka Wilhelma von Seydlitza, tego który w 1758 r. pod Sarbinowem k. Kostrzynia (Zorndorf) brawurową szarżą pruskiej jazdy rozbił zaprawioną w wojnach tureckich rosyjską piechotę i ocalił Berlin przed zajęciem go przez Rosjan . Wiszący na jego szyi ryngraf przypomina tradycyjną blachę napierśną kirasjerów starego Seydlitza. Major Florian v. Seydlitz jest zadumany niczym Stańczyk na Matejkowskich obrazach. On wie, że podpisanie konwencji oznacza wkroczenie rosyjskich dywizji do Berlina.

Na pierwszym planie (drugi z lewej) to oczywiście stary generał Hans Yorck(od 1814 hrabia von Wartenburg).  Jego spuszczona ręka z gęsim piórem oznacza jego wewnętrzny dramat i wahanie. Wiemy jednak, że za chwilę złoży podpis pod dokumentem. Szyję generała zdobi Pour le Merite, order nadawany od czasów Fryderyka Wielkiego.  Oczywiście Yorck nie mógł założyć na spotkanie otrzymanej w 1812 r. Legii Honorowej. Pewnie schował ją głęboko do szuflady, by nie prowokować przedstawicieli cara i podkreślić swój pruski patriotyzm.
Podpisujący konwencję Yorck ma 53 lata, ale głowę przyprószoną mocno już siwizną. To nawiązanie do rozpowszechnionego przez historiografię pruską zdań z jego listu skierowanego do Fryderyka Wilhelma III, wysłanego po samodzielnym podpisaniu konwencji:

Krok, który zrobiłem, dokonał się bez rozkazu Jego Majestatu. Okoliczności i ważne względy muszą go jednak usprawiedliwić wobec współczesności, i potomności. Jeżeli Jego Królewska Mość skaże mnie na śmierć za samowolę, która ma znamiona zdrady stanu, i każe mnie rozstrzelać, to będę równie spokojnie oczekiwał kuli na kupie piasku, jak i na polu bitwy, na którym posiwiałem.

Pozwalają one lepiej zrozumieć, dlaczego włosy Yorcka na grafice Broesela są takie siwe. I po co ten kosz stojący obok worków. W sam raz pasujący nie tylko na plewy czy otręby, ale i na głowę niepokornego pruskiego wodza.
Swoim krnąbrnym i niepokornym zachowaniem kontynuuje on tradycje innego opisanego powyżej wodza, Fryderyka Wilhelma Seydlitza, który pod Zorndorf zdobył się na akt niesubordynacji wobec nie zawsze wielkiego Fryderyka II. Generał zlekceważy wielokrotnie powtarzane rozkazy króla nakazujące mu odwrót. To w tej bitwie generał-baron z opolskiego Minkowskiego miał odpowiedzieć grożącemu mu karą śmierci monarsze:

Jego Majestat może mieć moją głowę, ale dopiero po bitwie, teraz potrzebuje jej jeszcze dla króla pruskiego.

O tej świetnej kawaleryjskiej i buntowniczej przeszłości przypomina detal na oficerkach majora Seydlitza – jedyna na obrazie ostroga. Ale na dziele Broesela zastanawiająca jest usadowienie Yorcka na prostym zydlu. To on wynosi go na „monarszy ludowy piedestał”, a jego pokaźną posągowość podkreślają kamienne obudowy młyńskiego mechanizmu. Wszak swymi decyzjami Yorck zastępuje, jako najważniejsza w tym momencie dziejowym persona państwa pruskiego, nieudolnego i marionetkowego Fryderyka Wilhelma III.

Na pierwszym planie (czwartego z lewej) widzimy również generała Iwana Dybicza (Hansa von Diebitscha). To on władczym palcem zmusza strapionego starego Yorcka do podpisania konwencji. Ma dopiero 27 lat, nosi idealnie skrojony i dopasowany mundur. Wszak jest generałem i posłańcem cara Aleksandra I.

Za plecami tych dwóch pierwszoplanowych bohaterów (Yorcka i Dybicza) spostrzegamy pułkownika Friedrich von Roedera (trzeci z lewej), szefa sztabu korpusu pruskiego.  Też skłaniającego starego generała do złożenia podpisu, ale czyniącego to dyskretnie i dyplomatycznie.

Po prawej stronie znajdujemy dwóch młodych oficerów pruskich w służbie rosyjskiej. Pierwszy z nich (bliżej pierwszego planu) to major Karl Gotlieb Clausewitz . Jak przystało na słynnego teoretyka wojskowości i sztabowca studiował przed chwilą jakiś dokument. Ale w dramatycznej chwili wahania jego wzrok spoczywa tylko pozornie na dłoni Yorcka, on też zapatrzony jest w niepewną przyszłość.

Drugim oficerem cara Aleksandra I (za plecami Clausewitza) jest hrabia major Karol Fryderyk Dohna. To pewny siebie młody człowiek, przecież w chwili podpisywania konwencji jest zięciem Scharnhorsta i bratem byłego premiera Prus. Czujemy w jego zachowaniu tylko zwykłą ludzką ciekawość i chyba pozorną obojętność.

Mamy już szóstkę bohaterów spotkania pod Taurogami. Ale w drzwiach młyna czeka jeszcze ten siódmy. Wojskowy kurier i dyplomata, który za chwilę podąży do szykującego się do zabawy sylwestrowej Berlina z najświeższymi wieściami z litewskiego frontu. To hrabia major Wilhelm Henckel von Donnersmarck.

Ponadto symbolika obrazu jest jasna - "Stare feudalne Niemcy" zmieli w najbliższych latach Młyn Boży lub jak kto woli - Młyn Historii. Starzy oficerowie opierają się jeszcze o kamień młyński. York zasłania nawet otwór zsypu własnym ciałem, ryzykując wessanie przez Żarna Boże. Jego płaszcz jakby wciągały już granitowe zęby, ale ziarno będą jednak mełli młodzi - bo to u ich stóp leżą worki z nasieniem.
Kompozycja grafiki jest czytelna. Opcję prorosyjską "Młode Niemcy" tworzą Clausewitz, Dohna, Donnersmarck. Dotychczasową opcję profrancuską - "Stare Niemcy" -Yorck, Seydlitz, Roeder. A rozdziela ich działający w imieniu[…] Aleksandra I  Dybicz. Ten posłannik cara Rosji buduje nowy porządek w Europie, więc stwarza władczo nowe Niemcy.
Zstępując do sakralnych głębin można i tak odczytać dzieło Broesela. Dybicz ma nierealistyczna twarz-maskę Mefistofelesa-Anioła. To nawiązanie do starej niemieckiej tradycji dramaturgicznej - "Fausta" Goethego. Wszyscy taurożanie zaprzedali swoją duszę diabłu, a Yorck w ich imieniu podpisuje cyrograf. XIX-wieczną Europą za sprawą cara Aleksandra I i Jego wysłannika rządzi Szatan. To nawiązanie do popularnego w historiozofii romantycznej symbolu. Obecnego przecież i w naszej literaturze za sprawą "Kordiana" J. Słowackiego. Wymowa grafiki jest tylko z pozoru pesymistyczna, bo dla Broesela i interpretacji „Fausta” Goethego ważne są słowa:

... Więc kimże w końcu jesteś?
– Jam częścią tej siły,
która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro.
[J.W.Goethe, "Faust"]

Dybicz - Mefistofeles wyglądający i działający niczym Anioł jest dla Europy zbawczym odrodzeniem. Nasiona może przecież rozsiewać nawet i diabeł, i jego słudzy, a i tak rodzić one mogą przecież plon stokrotny.
Poza tym optymistyczne w tej historii jest również to, że według podań ludowych diabła da się przecież oswoić, zaprząc do roboty, a w końcu oszukać. Tak jak to dzieje się w balladzie "Pani Twardowska" A. Mickiewicza. Więc nie taki Dybicz i car Aleksander I straszny jak go po zabójstwie taty Pawła I w Europie malują.
Broesel jest jak nasz Jan Matejko kolekcjonerem symboli. Do zbioru osobliwości omawianej grafiki należą jeszcze drewniane schody, które zawsze prowadzą do nieba i świętości. Wszyscy taurożanie są od nich oddaleni. Najbliżej do nich Seydlitzowi przypominającemu starego wiarusa, któremu niestraszne żadne diabelskie sztuczki. Zastanawiające są jeszcze podświetlone światłem przytulone do siebie worki ze zbożem na mąkę lub z ziarnem na siew. Może one ocaleją do czasu wiosennego zasiewu?

No i na koniec jeszcze jeden istotny epizodzik, a raczej postać epizodyczna. Dzięki Marianowi Kukielowi wiemy, że u drzwi wartę trzyma rosyjski jegr, bo to Dybicz był "gospodarzem" spotkania i zapewniał wojskową ochronę paktujacym.
Na grafice Broesela nie widzimy wojskowego patrona i jeszcze jednego inicjatora spotkania w Taurogach. Jest nim następny oficer pruski w rosyjskiej służbie, generał Piotr Wittgenstein.  Ale i on, jako generał starej generacji, w najbliższej przyszłości zostanie zastąpiony na froncie tureckim przez młodego i energicznego Iwana Dybicza.
Udało się nam zdobyć informacje o samym autorze grafiki, a nie było to proste, bo Broesel jest nawet i w samych Niemczech artystą mało popularnym.  Odzwierciedlony w jego dziele dystans do historycznej tradycji rosyjskiej i pruskiej wynika z tego, że był Saksończykiem. Jego idee zawarte w grafice zdradzają związki z modernizmem niemieckim, a najściślej z symbolizmem. Jego grafice blisko też do twórczości narodowej Stanisława Wyspiańskiego, tak dobrze znanej nam z "Wesela" i "Wyzwolenia".

 Maciej Kowalczyk, Andrzej Młynarczyk oraz  red. nacz. entedy

Dziękujemy Wszystkim Weteranom-forumowiczom za wspaniały doping i pomoc przy pracy nad artykułem. W szczególności zaś "Durocowi", "Apaczowi", "WPK", "Lepicowi" oraz "Equesowi".