Polecane firmy: Laboratorium Grabowska

Praca także dla mieszkańców powiatu namysłowskiego.

Namyslowianie.pl odpytują kandydatów - wywiad z Andrzejem Spórem

Andrzej SpórO tym dlaczego obecny burmistrz zwolnił go ze stanowiska, komu podarowano jego głowę z okazji imienin oraz o swoich planach po ewentualnej wygranej w wyborach samorządowych opowiada Andrzej Spór, kandydat na burmistrza Namysłowa.

Był pan już naczelnikiem gminy, wójtem i starostą. czy tytuł burmistrza jest panu potrzebny do kolekcji?
- Mam 59 lat i duży bagaż doświadczeń samorządowych. Chciałem wykorzystać te doświadczenia i umiejętności dla dobra mieszkańców gminy i dla naszej małej ojczyzny.

Startuje pan z ramienia SLD. Jak wiadomo w ostatnich latach partia ta w Namysłowie przeżywała kryzys. Przejawem tego był rozłam w strukturach i odejście grupy prominentnych działaczy na czele z wiceburmistrzem Grzegorzem Kubatem. Jesteście słabsi niż 4 lata temu?
- Chciałbym przypomnieć, że po odwołaniu mnie ze stanowiska prezesa ADM-u, władze partii podjęły decyzję o wyjściu z koalicji z PSL-em. Wyjście z koalicji, to również oddanie przez urzędników partyjnych funkcji, które pełnili. W tym przypadku pan wiceburmistrz Kubat zachował się nie fair w stosunku do mojej osoby, ponieważ stwierdził, że nic nie wiedział o zamiarze odwołania mnie ze stanowiska przez burmistrza. Ja w to nie wierzę. To mnie zabolało, bo uważałem pana Kubata za swojego przyjaciela. W tym momencie dowiedziałem się jednak, że przyjaciela w nim nie miałem.
Wraz z wiceburmistrzem odeszło czterech radnych, członków partii. Ciężko jednak panią Barbarę Leszczyńską czy Ryszarda Wołczańskiego zaliczyć do grona prominentnych działaczy. Choć rzeczywiście Jan Dróżdż był w tamtym czasie szefem miejskiego SLD. Od tego jednak czasu do namysłowskich struktur przyjęliśmy 15 osób, głównie młodych. Także bilans jest na plus. Nasza organizacja powiatowa liczy ponad 300 członków i jest największą polityczną organizacją w powiecie i największą organizacją SLD w województwie opolskim. Tu się nic nie zmieniło. Koledzy, którzy odeszli liczyli na to, że przy tym rokoszu namysłowskie SLD się załamie. Pan Kubat w którymś z wywiadów mówił, że nie odniesiemy dobrego wyniku, że ludzie się zorientowali, że jesteśmy pieniacze. Myślę, że pieniaczem jest właśnie pan Grzegorz Kubat, który wielokrotnie się wypowiadał w sposób pieniacki. Podkreślam, że nie ma SLD Kubata i SLD Spóra. Jest jedno SLD namysłowskie, dziś naprawdę duża organizacja. Nie ma też obaw, że się rozsypiemy, tak jak to planowali koledzy z PSL wspólnie z panem Kubatem.

Czy po wyborach, bez względu na wynik, wyobraża pan sobie współpracę z tą grupą, która odeszłą wraz z Grzegorzem Kubatem?
- Rzeczywiście, po wyborach może być różnie, w zależności od zdobytych szabel. W polityce nigdy nie mówi się nigdy. Jak to zwykle jest po wyborach, pionki i figury na szachownicy będą przestawiane przez kilka nocy. Także może dojść do różnych konfiguracji, a ja nikogo nie skreślam. Zastrzegam tylko, że koalicji nie będzie z PSL-em i jego przybudówką, Wspólnotą Obywatelską. Oni już nas kilkakrotnie wykiwali.
Chciałbym też zwrócić uwagę na fakt, że to właśnie PSL, a nie SLD się podzieliło. Bowiem dzisiaj PSL i Wspólnota Obywatelska, to jest ta sama opcja, tylko mają inne nazwy komitetów.

Tak sięzdarzyło, że ma pan doświadczenia koalicyjne zarówno z dzisiejszą ekipą rządzącą gminą i powiatem, a także z aktualną opozycją. Z którą ze stron współpraca przebiegała sprawniej?
- Na początku każdej współpracy w ramach koalicji są zgrzyty dopóki te tryby i zębatki się nie dotrą. Zawsze zostaje drobny piasek, który z tych przekładni trzeba wykluczyć. Oceniając z perspektywy obydwie koalicje uważam, że koalicja z Forum Rozwoju Ziemi Namysłowskiej byłą o wiele lepsza, bo była konstruktywna. Myśmy wiedzieli, czego chcemy, a w gronie koalicji mieliśmy fachowców, ludzi z doświadczeniem.
Proszę zauważyć, że w radzie powiatu, kiedy byłem starostą, a pan Maciąg wicestarostą, praktycznie nie było opozycji. Andrzej Spór był na każdym posiedzeniu komisji rady, gdzie zwykle omawialiśmy wszystkie trudne problemy. Podczas sesji dokonywaliśmy już tylko formalności przegłosowania danej uchwały.

Cofnijmy się jeszcze do czasu zwolnienia pana z funkcji prezesa ADM. Burmistrz Kuchczyński, który wtedy był pana pracodawcą uzasadnił tę decyzję, tym, że podobno "nie stanął pan na wysokości zadania", podobno pojawił się też problem z wypłatą dla pracowników panu podległych. Jaka jest pana wersja tych wydarzeń?
- W tej sprawie pan burmistrz zwyczajnie kłamie. Zwolnił mnie bowiem z przyczyn politycznych, a nie pragmatycznych, czy stricte gospodarczych. Przypomnę, że do czasu jak zostałem prezesem, spółka ADM istniała 8 lat i przez ten czas przynosiła straty. Pan burmistrz, jako właściciel spółki, przyjmował sprawozdania finansowe. Jeśli w spółce jest strata, to jej właściciel ma obowiązek ją wyrównać, żeby się nie pogłębiała. Ja dochodziłem od pana burmistrza jedynie tego, by zwrócił ADM 300 tys. zł rocznie za usługi, które spółka wykonywała na rzecz gminy. Burmistrz pieniędzy nie chciał dać i czekiwał, byśmy realizowali jego działania finansując je z czynszy, które płacą mieszkańcy. Ja się na to nie godziłem. Jak prosiłem burmistrza, by dokapitalizował podległą mu spółkę, bo nie było pieniędzy na pilne remonty mieszkań. Burmistrz stwierdził tylko, że jak się nie ma pieniędzy, to się nie remontuje. Ja, jako człowiek lewicy, po prostu nie mogłem się z tym zgodzić.
Nieprawdą jest też, że spółce zabrakła pieniędzy na wypłaty. Nigdy się to nie zdarzyło. Pamiętamy, kiedy burmistrz mnie odwołał ze stanowiska. Stało się to w imieniny starosty, Michała. Zamiast zanieść mu kwiatki zaniósł mu moją głowę i tu o to chodziło.

Przejdźmy do pana planów po ewentualnej wygranej w wyborach. Proszę wskazać trzy najważniejsze inwestycje, które chciałby pan zrealizować jeśli zostanie pan burmistrzem.
- Pytanie jest trudne, bo tych inwestycji powinno być dużo więcej. Okres czterech lat jest bardzo krótki i dla człowieka surowego, spoza samorządu, byłby jeszcze gorszy. Trzeba dokończyć kwestię kanalizacji wsi, która jest już realizowana ale wiemy jakie są kłopoty z jej finansowaniem. Chciałbym też rozpocząć projekt gazyfikacji wsi, żeby nam nie uciekł ten temat. Jak się z tym spóźnimy, to będzie nam trudno do tego podejść, tak jak teraz jest nam trudno uruchomić projekt obwodnicy miasta.
Jeśli chodzi o sprawy Namysłowa, to tego byka, jakim jest obwodnica, za rogi nie wezmę. Nie ma co oszukiwać mieszkańców. Obwodnicy nie bedzie do 2020 roku i proszę się tego nie spodziewać. Jeśli chodzi o trzecią inwestycję, to w mieście zrobiono dużo i trzeba przyznać, że środki europejskie, które były do dyspozycji podczas tej upływającej kadencji wykorzystano. Można zapytać jednak, dlaczego nie wykorzystano więcej. Te widoczne inwestycje, które wykonano, słynne Orliki czy basen są widoczne, dla wyborców szczególnie. Polityka samorządowa i wyborcza pana burmistrza jest bardzo skuteczna, ponieważ robi się te inwestycje, które dają dużo głosów. Jednak np. w przypadku społeczności adeemowskiej, która zwykle nie idzie głosować nic się nie robi. Ja bym to odwrócił. Tą trzecią inwestycją byłoby więc budownictwo socjalne. Panie burmistrzu, te czternaście mieszkań socjalnych na ul. Łączańskiej ja "wydeptałem". Pan nie dał stuprocentowego finansowania na ten projekt, tylko 50 proc. musiała zapłacić biedna spółka ADM. Później pan mówi, że nie ma na wypłaty.
Swego czasu w jednej z gazet burmistrz obiecywał, że stanie następne czternaście mieszkań. Spóra się odwołało - mieszkań wciąż nie ma. Do tych rodzin nikt nie zagląda, Ja chcę zbudować bezpieczne osiedle. Jest taki program, który zaczął tę budowę. Będzie tam gospodarz osiedla, będzie świetlica dla dzieci i będą tam normalne warunki dla życia tych wyjętych ze slumsów ludzi. Moim marzeniem jest likwidacja tych "mieszkań" na ulicach Dubois i 3 Maja, gdzie jest jedna ubikacja dla kilku rodzin, w której załatwiają się i alkoholicy i mieszkające tam dzieci. Swego czasu burmistrza oprowadziłem po tych domach. Po tym pan Kuchczyński powiedział, że te bloki trzeba zburzyć. A ja mówię że trzeba je sprzedać prywatnemu inwestorowi. One nie nadają się na mieszkania tylko na punkty usługowe, przy zachowaniu ich zabytkowego charakteru.
Istotne jest budownictwo komunalne. Co roku kilkadziesiąt rodzin czeka na takie mieszkania. Tego nikt nie chce podjąć, bo to tylko kilkadziesiąt głosów w wyborach. Kolejnąsprawą jest problem tanich działek budowlanych. Ktoś powie, że nie można takowych zapewnić. Nie zgadzam się. Będąc starostą, za parkiem w kierunku na Objazdę przeznaczyliśmy działki budowlane uczciwie grając z burmistrzem, gdzie dwunastoarowa działka kosztowała 10 tys. zł. Ja do końca nie podnosiłem ceny. Wyłożenie dzisiaj 60 tys. zł za dziesięcioarową działkę, jak sprzedawał pan Ilnicki, to jest tragedia. Nieuczciwym wobec młodych ludzi jest także dopuszczenie do przetargu deweloperów, którzy wykupili kilka działek potem nimi handlowali. Potem wszyscy się dziwią, że młodzi stąd uciekają. Ich trzeba zatrzymać stwarzając im warunki do życia. Dzisiaj burmistrz dysponuje kilkoma hektarami wolnych terenów przeznaczonych pod budownictwo. Dlaczego na przetarg daje się po kilka działek? Dajmy od razu sto i zobaczymy jaka wtedy będzie cena.

Wspominał pan o problemach komunikacyjnych w mieście. Czy jest pan zwolennikiem pomysłu zamknięcia ruchu kołowego w ścisłym centrum miasta?
- Tak, jestem zwolennikiem ale w naprawdę ścisłym centrum. Powiedziałbym nawet, że tylko w koło ratusza. Dopóki nie mamy innych możliwości, należy zrobić tak, by plac w okół ratusza był przeznaczony na małe kawiarenki i działalność kulturalną. Mam jednak świadomość tego, że dla wielu właścicieli znajdujących się tam sklepów może to stanowić problem. Dlatego przy ustalaniu tam zakazu ruchu trzeba mieć na względzie również ich interes.

Z kim chciałby się pan zmierzyć w ewentualnej drugiej turze wyborów? Może z Grzegorze Kubatem albo z Krzysztofem Kuchczyńskim?
- Pytanie jest dość podchwytliwe, bo z góry zakładamy, że będę w drugiej turze. Po to jednak startuję, żeby wygrać te wybory. Myślę, że społeczeństwo tak oceni, że temu Spórowi na liście dadzą po krzyżyku. Dla mnie Grzegorz Kubat jest za słabym kontrkandydatem. Wolałbym się zmierzyć z poważniejszym, czyli z obecnym burmistrzem, ponieważ ma większe doświadczenie.

A co pan będzie robił w przypadku ewentualnej przegranej? Nadal pan będzie pracował na "zsyłce" w ośrodku wychowawczym?
- Po odwołaniu mnie z ADM-u planowałem założyć firmę. Jestem człowiekiem mobilnym, pracowałem w życiu również fizycznie, więc nie stanowiłoby to dla mnie problemu. Byłbym niezależny.

A to prawda, że obiecano panu, że w promieniu 50 km od Namysłowa nie znajdzie pan zatrudnienia?
- To było życzenie pana starosty Ilnickiego, które mu się nie spełniło. Dlatego patrzeć na mnie nie może przez te kolejne dwa lata. Gdyby Ilnicki nie powiedział o tych 50 kilometrach, to nie podjąłbym pracy w Nysie, bo tam byłem zatrudniony. 100 kilometrów od pana Ilnickiego. I był bardzo zdziwiony, że to 100 kilometrów, a jestem wokół ratusza, bardzo blisko. Mam super pracę, wspaniałą załogę i kierownictwo. My tam żyjemy jak rodzina i oby nam pan starosta Ilnicki nie przeszkadzał, bo próbował to robić. Ze względu na to, że tam pracuje Spór, to trzeba firmę zniszczyć. To jest niesamowita złośliwość Ilnickiego. Pokazuje ją przy kolejnych swoich działaniach, również teraz, podczas sporu z kolegą Ryszardem Wilczyńskim.

Zapraszamy do proponowania pytań skierowanych do pozostałych kandydatów na adres: redakcja@namyslowianie.pl lub na forum:

Teresa Ceglecka-Zielonka: >>tutaj<<

Grzegorz Kubat: >>tutaj<<

Artur Włodarczyk: >>tutaj<<

Andrzej Spór
Andrzej Spór