Praca także dla mieszkańców powiatu namysłowskiego.

W poszukiwaniu Linii Barthold - cz.1

Wyjazd do Świerczowa został zainspirowany publikowanymi na łamach GZN oraz w „Kronice Namysłowa” wzmiankami Franciszka Korty i Tadeusza Harjasza o kilkudziesięciokilometrowym odcinku niemieckich fortyfikacji przeciwpancernych nazywanych Linią Barthold. Przebiegała ona wzdłuż granic powiatu namysłowskiego i ciągnęła się od Bąkowic przez Świerczów, Siemysłów, Włochy – aż do samej Głuszyny. Niemieckie fortyfikacje tworzyły przede wszystkim głębokie i strome rowy przeciwpancerne, powiązane z siecią rowów strzeleckich i pół minowych. Po wojnie ziemne fortyfikacje Linii Barthold zostały niemal całkowicie zniwelowane, stąd też wędrówka tym szlakiem nie jest dzisiaj taka prosta. Gromadzenie informacji, które opierały się na relacjach starszych ludzi, okazało się w 1998 roku czasochłonnym zajęciem. Przy okazji okazało się przed dwunastu laty, że okolice Świerczowa są interesujące również z innych powodów.

Cmentarz żydowski w Miejscu

Aby trafić na pierwsze zachowane umocnienia Linii Bartold oraz na stary cmentarz żydowski, musimy skręcić na rondzie w Świerczowie w kierunku Dąbrowy Namysłowskiej. Następnie odbić w prawo przy stacji uzdatniania wody, by znaleźć się na polnej drodze prowadzącej do dobrze widocznego z tego miejsca skraju lasu. Trzeba minąć wysunięty w stronę szosy Namysłów-Opole przyczółek lasu, na którego wzgórzu znajdują się bunkry i wykopy zachowanych umocnień. Przy drugim podobnym przyczółku znajduje się interesujący nas cmentarz żydowski.. Docieramy tu wijącą się tuż przy obrzeżach lasu polną drogą. Przed dobrze widocznymi stąd zabudowaniami wsi Miejsce, tuż za położoną na skraju lasu starą piaskownią, znajduje się najpiękniejszy i najlepiej zachowany starozakonny kirkut ziemi namysłowskiej.

Położony on jest na łagodnie pochylonym stoku zalesionego wzgórza, dawniej piaszczystej wydmy. Ogołocono go z najbardziej cennych marmurowych nagrobków, ale zachowało się tu ponad 200 wykonanych z piaskowca steli z hebrajskimi napisami. Zdecydowana większość macew – tak Żydzi nazywają swoje tradycyjne nagrobki – pochodzi z drugiej połowy XIX w. Niektóre z nich – prócz napisów hebrajskich – opatrzono również inskrypcjami niemieckimi, kutymi pod mojżeszowymi literami lub, co ciekawe, na odwrotnej stronie steli.

Wyrastające z runa leśnego pomniki nagrobne Izraelitów intrygują ciekawą symboliką śmierci. Najczęściej powtarza się na nich motyw złamanej i zgaszonej świecy. Niekiedy gasnąca świeca życia ozdobiona jest obłoczkiem dymu. Czasami unoszą się nad nią ułożone w trójkąt dłonie, które symbolizują Opatrzność Bożą. Na stelach pojawia się alegoria śmierci jako złamanej rośliny. Na nagrobkach dziecka widnieje złamana róża, na nagrobku starszej osoby złamany pień palmowego drzewa.

Intrygujące są również przestrzelone na wylot dwie największe stele o ponadstumilimetrowej grubości. Nie wiadomo, czy są to ślady toczonych na Linii Barhold sporadycznych walk czy raczej ślady ćwiczebnego przestrzeliwania małokalibrowej broni przeciwpancernej.