Polecane firmy: Laboratorium Grabowska

Praca także dla mieszkańców powiatu namysłowskiego.

W poszukiwaniu Linii Barthold - cz.2

Poszukiwania dobrze zachowanych rowów przeciwczołgowych Linii Barthold nie było takie proste.  Czas i świadome działanie rolników oraz leśników zrobiły swoje. W styczniu 1945 roku wykop miał ok. 3 m głębokości. Jego przekrój przypominał wywrócony trapez, mający w najgłębszym miejscu 3 m szerokości. Tę ziemną fortyfikację przeciwczołgową niwelowano przez kilkadziesiąt lat. Zaraz po wojnie junacy ze Służby Polsce zasypywali go odcinkami, umożliwiając rolnikom dojazd na pola . Chłopi długo wydzierali centymetr po centymetrze odebraną im przez wojnę ziemię. Zasypywali doły i wyrównywali wały fortyfikacji. Na poniemieckiej mapie powiatu z lat dwudziestych po wschodniej stronie drogi  Świerczów –Domaszowice, gdzie przebiegała linia, to usiane piaszczystymi wydmami  pola uprawne. Po wojnie zalesiono je . Przez długie lata, przebiegające przez podmokłe tereny rowy Linii Barthold wypełniały wody opadowe i gruntowe. Na niektórych odcinkach przeciwpancernej rynny głębokość wody wynosiła ponad 1 m. W jej czystych wodach kąpano się i łapano szczupaki , miętusy i karasie. Dzisiaj, idąc od Świerczowa, nie napotkamy na nic , co przypominałoby ogrom tej ziemnej  budowli.

Umocnienia pod Siemysłowem

Aby obejrzeć niezrekultywowany, a tylko zalesiony głęboki rów przeciwczołgowy, trzeba dojechać do Siemysłowa. Na krzyżówce skręcić, aby dojechać do wschodniego krańca wioski. Po minięciu przycmentarnego wzgórza i piaskowni rozpoczyna się ciągnący się przez 3 km pas umocnień. To zdecydowanie najlepiej zachowany fragment Linii Barthold.  Miejsce to zaczyna się na skraju lasu. Stary rów ziemny ciągnie się od Zalesia. Można tu dotrzeć leśnymi drogami z Wielołęki, Zofijówki lub najprościej z Osiedla w Zalesiu. Rów jest dzisiaj porośnięty kilkudziesięcioletnimi drzewami i nieco zasypany, ale i tak jego głębokość  i wysokość wału imponują.

Pozostałości rowu przeciwczołgowego pod Siemysłowem.

Dno przeciwpancernej rynny porastają kilkudziesięcioletnie sosny.

Nim tu dotrzemy,  warto choć na krótką chwilę zatrzymać się pod przed Siemysłowem. Od strony Świerczowa, przed granicą wsi, leży potężny blok żelbetowy. Waży ok. 40 ton. Ten stojący pionowo w 45 roku żelbet, mający 5 m wysokości, miał służyć do zamykania drogi radzieckim czołgom. U jego podstawy znajdował się ładunek dynamitu, który po odpaleniu, miał położyć betonowy filar w poprzek drogi. Po obu jego stronach biegł głęboki rów przeciwpancerny. Objazd uniemożliwiały dwa zlikwidowane już mniejsze bloki, ryglujące pobocze jezdni.
To miejsce szczególne. Tutaj w styczniu 1945 roku w głębokim rowie Sowieci zakopali zamordowanych mieszkańców i robotników przymusowych Siemysłowa. Zaraz po wojnie ich ciała ekshumował przedwojenny grabarz, Ślązak Bieda. Na miejscowym cmentarzu  zachowała się zbiorowa bezimienna mogiła siemysłowian z 45 roku. Znaczy ją wielki cmentarny krzyż . O pomordowanych i grabarzu Biedzie pamiętają najstarsi mieszkańcy wioski.

Kiedy widzę dzisiaj na betonowym filarze pod Siemysłowem wielką planszę reklamową, myślę o naszej niepamięci. O braku szacunku dla historii i niestosowności niszczącej powagę tego miejsca.

Starościńskie pamiątki

Innym wartym obejrzenia fragmentem umocnień fortyfikacji „Barthold” są tzw. „Starościńskie bunkry”. Położone są one na skraju lasu przed Starościnem – od strony Świerczowa. Małe bunkry – stanowiska dowodzenia i głębokie okopy dla samobieżnej artylerii są bardzo podobne do tych położonych blisko cmentarza żydowskiego w Miejscu, a właściwie pod Świerczowem.
Patrząc na betonowe ściany niepozornie dzisiaj wyglądających schronów , warto sobie uzmysłowić, że budowa Linii Barhold była bardzo poważnych przedsięwzięciem inżynieryjnym. Gigantyczne prace ziemne wykonywano ręcznie.

Żelbetowe stanowisko dowodzenia pod Świerczowem.

Przy budowie umocnień pracowali przywiezieni po powstaniu warszawskim do obozów w Głuszynie, Miejscu i Bąkowicach Polacy. Od sierpnie przebywało ich w Głuszynie 850, a Bąkowicach ok. 500. Przy kopaniu rowów pracowali również więźniowie namysłowskiej filii obozu w Gross-Rosen(ok. 900 osób). Pracowała tu pewnie część Rosjan z filii obozu w Łambinowicach z Jastrzębia. Od sierpnia do października 1944 na Folwarku Wyżyna stacjonowała część tysiącosobowego batalionu Volkssturmu, z Bystrzy Kłodzkiej, który rozmieszczony był również pod Głuszyną. Jeśli dodać 4 bataliony Volkssturmu z powiatu namysłowskiego, to łatwo policzyć, że przy budowie tych umocnień pracowało kilka tysięcy osób, bo tyle rąk wymagało wykopanie kiludzisięciokilometrowego zewnętrznego pasa obronnego „Festung Breslau”.
Mordercza praca pochłonęła wiele ofiar. Tę śmierć upamiętniają krzyże, święte figurki przydrożne i kapliczki. Warto się przy nich zatrzymać i pomyśleć, co przeżyli pracujący tu pod koniec wojny ludzie.