Od kilku lat pojęcie "przykrywka medialna" robi oszałamiającą karierę. Im bliżej wyborów, tym częściej je słyszymy z ust polityków każdej ze stron sceny politycznej. Przykrywa się niemal wszystko. W ocenie PiS-u rezygnacja przez Tuska z wyścigu o fotel prezydencki to przykrywka zeznań min. Drzewieckiego przed komisją hazardową. Z kolei zeznania samego Tuska przykrył news o telefonie prezydenta Putina do naszego premiera. Z kolei sam Jarosław Kaczyński przyczynił sie do rozwoju kariery tego określenia, tłumacząc, że jego zarzuty dotyczące min. Sikorskiego zostały specjalnie nagłośnione, by zakryć jego stwierdzenie o tym, iż Tusk dopuścił się przecieku i że powinien stanąć przed sądem.
Mechanizm "przykrywki" jest prosty. Gdy politycy mają niewygodny temat, który może ujrzeć światło dzienne należy przykryc go innym, wygodniejszym newsem. Ważne, by temat zastępczy (również ulubione określenie różnej maści polityków) był atrakcyjny dla opinii publicznej, która winna łyknąć go jak młody pelikan.
Rozważmy taki scenariusz: w środę, 17 marca, okazuje się, że gmina w zasadzie przegrała temat pozyskania unijnej kasy na duży projekt kanalizacji namysłowskich wsi. Dumnie i szumnie zapowiadana już w kampanii wyborczej 2005/2006 inwestycja została przesunięta na tzw. listę rezerwową, na odległe miejsce. To raczej przekreśla nadzieję na pozyskanie kilkudziesięciu mln zł. W środę mało kto jeszcze o tym wie ale następnego dnia w czwartek jest sesja Rady Miejskiej i niepożądany news może ujrzeć światło dzienne. Wiadomo, radni opozycji nie śpią, a dziennikarze chętnie rzucą się na łakomy, medialny kąsek. Podsuwa się więc opinii temat zastępczy w postaci postulatu zakazu fotografowania radnych i burmistrza podczas sesji. Temat jest nośny, bo kontrowersyjny. Media chętnie go podchwytują, bo dotyczy samych dziennikarzy i tzw. wolności mediów. Sprawa żyje kilka dni, za sprawą forów internetowych i lokalnej plotki, a potem spokojnie umiera. W międzyczasie ukazuje się sucha informacja o przegranym projekcie na kanalizację, która już nie bydzi takich emocji, a opozycja podchwytuje ją niechętnie, bo eksploatuje inny temat.
Czy możliwy jest taki scenariusz? Czy to tylko przypadek? A może doszukiwanie się spisku tam, gdzie go nie może być? Czy nasi lokalni politycy nauczyli się marketingowych sztuczek od swoich warszawskich kolegów? Ciekaw jestem Waszych opinii.
Dodanych komentarzy: 2
Re: Przykrywka - kupujemy to?
RedNacz czujesz się wykorzystany pomimo iż niezależny?
Swoją drogą na ilu sesjach rady już byłeś? Bo chyba nie na dwóch czy trzech a to potwierdzałoby iż temat zakazu fotografowania stanowił "medialną przykrywkę" i tylko czekał na taką "potrzebę" władz samorządowych.
Re: Przykrywka - kupujemy to?
Nie, nie czuję się wykorzystany. Jednym z powodów powstania portalu było upodmiotowienie namysłowskiej opinii publicznej. Dotąd była traktowana przedmiotowo i jej wartość dla polityków była istotna na jakieś góra dwa miesiące przed wyborami. Wtedy zresztą też pełniła raczej rolę przedmiotu, który jest kształtowany, często za pomocą prostych (by nie powiedzieć prostackich) zabiegów socjotechnicznych. Chcemy za pomocą portalu to zmienić.
Portal ma być kanałem, za pośrednictwem którego namysłowianie mają czerpać wiedzę np. o polityce i mieć możliwość wpływania na nią. Zauważyłeś zapewne, że wszelkie treści na tych stronach podlegają ocenom i komentarzom, w tym również treści zamieszczane przeze mnie. To najlepsza gwarancja niezależności tego medium. Czy namysłowianie są na to gotowi? To fundamentalne pytanie, na które, przyznam, sam szukam odpowiedzi.
W odróżnieniu jednak od niektórych namysłowskich polityków uważam, że lokalna opinia publiczna to nie jest chłopek-roztropek, którego należy kierunkować, wskazywać jedynie słuszną drogę i prowadzić za rękę. Ludzie mają swój rozum i umieją oddzielać istotne informacje od plew. Zadaniem medium jak to, jest informować o wszystkim i pomimo potknięć (któż się ich wystrzega? Chyba tylko ten co nic nie robi) chyba się z tego zadania wywiązujemy.
Odpowiadając na Twoje pytanie dotyczące mojej obecnosci na sesjach. Od maja ub. roku nie opusciłem żadnej, zarówno rady powiatowej, jak i miejskiej. Zresztą, obserwuję poczynania naszych radnych od kilku kadencji. Zapewne jeszcze przed wyborami pozwolę sobie na porównania i oceny :)