Punkt siedzenia przewodniczącego

Obserwując ostatnie zawirowania wokół prób zwołania sesji w sprawie afery pożyczkowej, nie można oprzeć się wrażeniu...

Obserwując ostatnie zawirowania wokół prób zwołania sesji w sprawie afery pożyczkowej, nie można oprzeć się wrażeniu, że jeden z najbardziej doświadczonych namysłowskich samorządowców swoje dotychczasowe osiągnięcia rozmienia na drobne. Jak inaczej ocenić rozpaczliwe próby przewodniczącego rady miejskiej Jarosława Iwanyszczuka, by prowadzona przez niego rada nie wypełniała swoich podstawowych obowiązków?


 


Nie mamy do czynienia z błahym tematem. Tzw. afera pożyczkowa to jedna z najpoważniejszych afer podczas piętnastoletnich rządów burmistrza Kuchczyńskiego. Można ją przyrównać do tzw. sprawy Kellera* sprzed 12 lat, kiedy to gmina Namysłów na podstawie wyroku sądowego musiała podwójnie zapłacić za budowę zbiornika Michalice. Problem z aferą pożyczkową polega jednak na tym, że na skutek skąpej informacji na temat jej skali i przebiegu, trudno oszacować na jakie straty naraziła namysłowski budżet.


 


Brak jednoznacznej i pełnej informacji zapewne stał za inicjatywą grupy radnych opozycyjnych, którzy kilkukrotnie domagali się zwołania posiedzenia rady miejskiej. Wszak to właśnie przed radą burmistrz odpowiada za swe poczynania i ze swoich poczynań winien zdawać relację. Tu na drodze radnym stanął przewodniczący Iwanyszczuk, który nie siląc się nawet na merytoryczną ekwilibrystykę poszedł w zaparte i odmawia zwołania sesji. Tym samym wykorzystuje ułomność przepisów, które narzucają mu taki obowiązek lecz nie pzrewidują żadnych konsekwencji jeśli się z niego nie wywiąże.


 


W takim przypadku mamy dość smutny przykład, jak doświadczony i długoletni samorządowiec lekceważy podstawowe zasady demokracji. Radnych, których zadaniem  kontrolowanie działalności burmistrza oraz gminnych jednostek, sprowadza do roli maszynek do głosowania zależnych od woli burmistrza. Sam wchodzi w rolę bardziej rzecznika Kuchczyńskiego niż obiektywnego primus inter pares (pierwszego wśród równych). Tłumaczenie, że wniosek o zwołanie sesji nie spełnia warunków formalnych, gdyż radni opozycji nie dołączyli do niego informacji burmistrza na temat afery, jest groteskowe ale i poniżające całą radę miejską. 


 


W tym kontekście wymowna jest wypowiedź wiceprzewodniczącego rady, Jana Dróżdża dla TVP Opole, który komentując złożenie wniosku o sesję przez radnych, przyznał, że "gdyby był w opozycji zrobiłby podobnie": http://opole.tvp.pl/


 


Jak w takiej sytuacji postąpią radni? Uniosą się honorem i nie zgodzą się na tego typu niecne praktyki ze strony władających gminą? Nie łudzę się, stronnicy burmistrza stanowią bowiem większość w radzie, a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.



 


 


 


* Sprawa z lat 1998 - 2001. Wtedy to Przedsiębiorstwo Budowli Hydrotechnicznych Odra 1 z Opola do prac przy zbiorniku Michalice na Widawie wynajęło podwykonawcę, którym była firma Keller Polska. Za wykonane prace gmina Namysłów pieniądze należne Kellerowi - 600 tys. zł - przelała na konto Odry 1, a ta następnie miała je przekazać Kellerowi. Kontem Odry dysponował już wtedy zarządca komisaryczny, a pieniądze przepadły i nie dotarły do adresata.


 


Keller złożył w sądzie pozew przeciwko gminie i pod koniec 2000 r. sprawę wygrał. Gmina Namysłów musiała więc jeszcze raz zapłacić 600 tys. zł tej firmie.


 


Namysłów pozwał przedsiębiorstwo Odra 1 żądając zwrotu 600 tys. zł. Sąd Okręgowy w Opolu, przed którym toczył się proces, oddalił jednak powództwo. Dodatkowo zasądził od gminy zwrot kosztów procesowych - 14 tys. zł.

temat / lokalizacja