Sojusz Lewicy Demokratycznej do partia dwóch prędkości, to partia o dwóch różnych obliczach. Nowa twarz lewicy (przede wszystkim marketingowa, telewizyjna, bilbordowa) jest reprezentowana głównie na poziomie krajowym a ta stara w terenie. I tym terenowym przedstawicielom partii chciałbym się dziś przyjrzeć.
Kim są ludzie lokalnej lewicy? Czy namysłowska lewica to monolit? Co ją charakteryzuje? To są pytania na które trudno jasno odpowiedzieć bo i sama namysłowska lewica jest jakaś taka rozmyta. Ostatnie wybory przekonały mnie i moich przyjaciół, że namysłowska lewica nie ma wyraźnych osobowości, nie ma liderów, nie ma tego czym nowoczesna lewica się charakteryzuje. Jest taką dobrze „upudrowaną” starą panną. Niby z daleka ładna a jednak szpetna. Namysłowska lewica nie ma również tego, co jest meritum uprawiania polityki czyli poparcia społecznego.
Wbrew trendom krajowym, w których SLD zyskuje minimalny wzrost poparcia, lokalne struktury SLD przegrywają na całym froncie. W 2010 roku namysłowskie SLD przegrało wybory na Wójta Świerczowa (kandydat Andrzej Gosławski) i Wilkowa (kandydat Kazimierz Olchawa) oraz Burmistrza Namysłowa ( kandydat Andrzej Spór). SLD zdobyło znikome poparcie w Radzie Miejskiej i względnie dobry wynik w Radzie Powiatu. Szkopuł w tym, że w powiatowej rozgrywce SLD zagrało wbrew oczekiwaniom wyborców, politycznym sympatiom i popełniło polityczny mezalians. Dziś ręce SLD utrwalają wpływy PO i PIS w Namysłowie. Tylko po co?
Pierwszy szeregi SLD otwierają ludzie politycznie zmęczeni, wiekowi działacze, ludzie którzy swoje polityczne kariery rozpoczynali w czasach Polski Ludowej. Ich rodowód wywodzi się wprost z PZPR. W pierwszym szeregu widać również politycznych karierowiczów, dla których publiczne stanowisko jest najważniejszym celem. Szeregi zamykają byli pracownicy służby bezpieczeństwa, którzy z wielką ofiarnością utrwalali to co w Polsce Ludowej najważniejsze czyli socjalizm. Czy to źle? Jeśli każda terenowa organizacja SLD w Polsce posiada podobną strukturę wiekową i charakterologiczną, to sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Niby dlaczego? Ano, jak pokazała historia poprzedni system i ludzie go utrwalający się skompromitował. Był społecznie, gospodarczo i mentalnie niewydolny. Rozsypał się jak przysłowiowy domek z kart. Skoro uczestnicy tamtejszych struktur zorganizowali się na nowo (pod ładniejszym szyldem) to raczej niczego twórczego do polityki nie wnoszą i już nie wniosą. Nie ma tu (lokalnie) bowiem ludzi takich jak Kalisz, Siwiec, Senyszyn, Piekarska, Napieralski czy Olejniczak (Ci przynajmniej coś sobą reprezentują). SLD w Namysłowie brakuje osób solidnie wykształconych, posiadających możliwości budowania polityki pragmatycznej, realizowania zamierzeń o strategicznym a nie taktycznym znaczeniu. Brakuje tu ludzi biznesu, społeczników i młodzieży. Wszystko to powoduje, że namysłowska lewica to grupa ludzi zainteresowanych przede wszystkim czubkiem własnego nosa i wielkością fotela. To jest kwiat namysłowskiego SLD. Wtedy właśnie możliwe jest zawieranie koalicji z PIS-em czy też obsadzanie na publiczny urzędach stażystów, którzy w cudownych okolicznościach przyrody awansują po pięciu dniach pracy na stanowiska dyrektorskie. Wtedy możliwe jest przeciąganie na swoją stronę radnych opozycji w imię „nowych standardów”. Wtedy możliwe jest „łączenie” lewicy namysłowskiej poprzez przyjmowanie w jej szeregi wygnańców z Demokratycznej Partii Lewicy. Najpierw się ich wykopało a po dziesięciu latach przyjęło z otwartymi ramionami, po chrześcijańsku, po ojcowsku. To jest droga na szfot. Kat ostrzy topór.
Od tego momentu straciłem szacunek do SLD a precyzyjniej do ludzi ich reprezentujących. Od dziś namysłowską lewicę utożsamiam z całkowitym brakiem politycznego kręgosłupa, politykierstwem i kabotynizmem. To właśnie taki „teren” nigdy nie pozwoli SLD stać się partią nowoczesną, prawdziwą i popieraną społecznie. To właśnie taki „teren” jak upiorny duch przeszłości przypomina skąd się wywodzi SLD. Wszak… nie daleko pada jabłko od jabłoni.