Namyslow is a bloody nice place

Ma na imię Bill i tak się przedstawia.  Ma 66 lat i zanim trafił do naszego miasta zwiedził niemal cały świat. Mówi o sobie, że jest Kiwi, czyli Nowozelandczykiem. Pochodzi z USA ale zdecydował się opuścić ojczyznę ze względu na styl życia i politykę Amerykanów. W Namysłowie co roku spędza kilka tygodni pracując jako native speaker, czyli nauczyciel języka angielskiego, dla którego jest to ojczysty język. Na naszych ulicach jest egzotyczną postacią. Zwykle w nieodłącznym kapeluszu i z nieschodzącym z twarzy uśmiechem. Lubi także prowokować. Jest znany z tego, że paraduje w różnych miejscach na świecie z tabliczką na szyi, na której napisał: I'm from NEW ZEALAND. Would You like to talk to me? (Jestem z Nowej Zelandii. Czy zechciałbyś ze mną porozmawiać?). Skorzystałem więc z zaproszenia.

Namyslowianie.pl: Bill, jak trafiłeś do Polski i do Namysłowa?
Bill Abrams: Wraz z żoną pracowaliśmy na statku ekspedycyjnym, który płynął na Antarktydę. Moja żona była tam zatrudniona jako lekarz. Statek był mały, a podróż trwała miesiąc czasu. Nie było więc rady, w trakcie rejsu wypadało porozmawiać z każdym z członków załogi. Tak poznałem Polkę Anię. Ania była sternikiem na tym statku, a że statek miał autopilota, to dzięki temu mieliśmy mnóstwo czasu na rozmowy. Od razu zwrócił moją uwagę jej wzorowy angielski, więc zapytałem - Ania, Skąd tak dobrze znasz ten język? odpowiedziała, że studiując w Akademii Morskiej w Gdyni w przez dwa miesiące mieszkała z Amerykanką. Rozmawiając z nią, chcąc nie chcąc opanowała język. Wtedy powiedziałem jej - Byłem w tak wielu krajach na całym świecie i w nich pracowałem ale nigdy nie byłem w Polsce. Zapytałem, czy nie zna kogoś w swojej ojczyźnie, komu mógłbym pomóc w nauce języka angielskiego? Po jakimś czasie zaprosiła mnie do swojego domu rodzinnego w Namysłowie. Jej rodzice pracowali wtedy jako nauczyciele w jednej z namysłowskich szkół średnich. Potem, przez jakiś czas  i ja tam pracowałem. Jednak, że z natury jestem leniwy i lubię uczniów, którzy są zmotywowani do pracy nad językiem, to zostałem native speakerem w prywatnej szkole językowej.

Jesteś Nowozelandczykiem. Czy urodziłeś się w tym odległym dla nas kraju?
Nie, mam dwa paszporty. Urodziłem się w USA, i mieszkałem tam przez 42 lata. W pewnym momencie wraz z żoną zdecydowaliśmy się wyemigrować.  Zdecydowaliśmy się wyjechać akurat do Nowej Zelandii ze względu na dzieci. Mam ich szóstkę. Z czego trójka jest adoptowana. Jeden jest Koreańczykiem, drugi Filipińczykiem, a trzeci pochodzi z Afryki. W Nowej Zelandii mają lepsze warunki do rozwoju.

I to był główny powód wyboru Nowej Zelandii jako nowego domu?
W Nowej Zelandii możesz pić czystą wodę i mówią tam po angielsku - to były ważne powody. W dodatku moja żona mogła tam pracować w swoim zawodzie.

Słyszałem, że Nowozelandczycy określają się jako Kiwi?
O tak, jesteśmy Kiwis!

Czyli czujesz się Nowozelandczykiem?
To jest bardzo dobre pytanie. Czasami jestem bardzo dumny z bycia Kiwi. Od kiedy jednak Barack Obama został wybrany prezydentem lubię myśleć o sobie także jako o Amerykaninie. Wcześniej nie lubiłem polityki Busha, nie przepadałem za Clintonem. Opuściliśmy USA bo było tam za dużo prawników, za dużo broni, za dużo ruchu ulicznego, za dużo samochodów, za dużo zanieczyszczenia, za dużo ludzi i za dużo pieniędzy. W Nowej Zelandii nie ma tego wszystkiego. Jest to kraj wielkości Kaliforni, w którym mieszka cztery miliony ludzi. W Kaliforni jest ich prawie dziesięć razy więcej.

Gdzie konkretnie mieszkasz?
Mieszkam w Christchurch. Jest to miasto, w którym żyje ok. 350 tys. ludzi. Mamy tam międzynarodowe lotnisko i mogę stamtąd latać, gdzie tylko chcę.

Bill, czy zdajesz sobie sprawę, że prawdopodobnie jesteś pierwszym Nowozelandczykiem, który zawitał do naszego miasta?
Tak, wydaje mi się, że tak może być. No i jestem tym jedynym już od sześciu lat. (śmiech)

Wobec tego jak się czujesz, jako dość egzotyczna postać na namysłowskich ulicach?
Kocham to! Szkoda tylko, że Polskie kobiety są takie nieśmiałe (śmiech). Są piękne ale bardzo wstydliwe.

Słyszałem jednak, że masz swój sposób na zawieranie nowych znajomości?
To pomaga (Bill wskazuje na tabliczkę z zachętą do rozmowy z Nowozelandczykiem) Dzięki temu sposobowi spotkałem tę jedyną kobietę. I jedna póki co wystarczy [śmiech]. W Namysłowie tego sposobu jeszcze nie wykorzystałem. Zapytaj mnie dlaczego.

Pomoc drogowa Marcińczak
Pomoc drogowa Marcinczak & Synowie
Dr Paweł Kuczma - logo kancelarii radcy prawnego
Radca Prawny Prof. UZ dr hab. Paweł Kuczma

Wobec tego zadam zaskakujące pytanie, dlaczego nie?
Nie wiem (śmiech). Pewnie dlatego, że w Namysłowie nie znam miejsca, które byłoby tak ruchliwe i uczęszczane przez ludzi jak np. wrocławski rynek. Zdaję sobie sprawę, że ludzie widząc mnie z taką tabliczką na ulicach w Namysłowie pewnie uciekaliby ode mnie. Jestem bardzo niebezpieczny (śmiech).

A co sądzisz o naszym mieście?
Jest to świetne miejsce, zwłaszcza na założenie rodziny. Mieszkam teraz u ludzi, którzy tu mieszkają i prowadzą biznes. Największą radość sprawia mi, gdy widzę jak z roku na rok są coraz bardziej szczęśliwi, coraz bardziej usatysfakcjonowani tym co robią, odnoszą coraz większe sukcesy. Macie tu bardzo dobre szkoły i fachowych nauczycieli. Niewielu Namysłowian zdaje sobie sprawę, że jest to cholernie wyjątkowe miejsce.

No niestety, też mam takie odczucie.
Nie zdają sobie sprawy, bo nikt im o tym nie powiedział. Trzeba im to powiedzieć. Podróżowałem po całym świecie, byłem w 65 krajach i według mnie Polska to bardzo fajne miejsce! No może poza dużymi ciężarówkami i ich kierowcami. Oni nie są fajni (śmiech). Namysłów jest piękny, rozrasta się, a w nocy jest cicho. Widzę jak się rozwija w ciągu ostatnich lat. Wspomnę choćby nowy basen.

To pozytywny obraz ale rzeczywistość ma wiele odcieni. W 2008 roku Nowa Zelandia zajęła 1. miejsce w rankingu krajów nieskorumpowanych. Jest najmniej skorumpowanym i korupcjogennym państwem na świecie. My w Polsce borykamy się z problemem dużej korupcji.
Wiem o tym. My w Nowej Zelandi dużo płacimy naszym politykom ale ich nie korumpujemy.

Czy to jest lekarstwo na nasz problem? Płacić więcej politykom i urzędnikom?
Nie, zróbcie rewolucję! Niekoniecznie chodzi jednak, by strzelać do skorumpowanych polityków. Wystarczy ich wymienić w demokratycznym głosowaniu. Ale by to zrobić trzeba ruszyć tyłek. Trzeba być proaktywnym, a nie reaktywnym. Mimo to uważam, że Polska ma fantastyczną przyszłość.

Przeszłość także mamy ciekawą ale czasami na nas zbyt ciąży.
Wasza przeszłość jest dla mnie zbyt ponura. Ja mam 66 lat i żyłem w fantastycznych czasach. W czasach Woodstock, w latach 60-tych w Ameryce. To był mój czas!

Wielu moich rówieśników, młodych Namysłowian wyjechało jednak stąd za pracą. Kiedy im mówię, że Namysłów ma przed sobą przyszłość, to pukają się ze zdziwieniem w czoło.
W Nowej Zelandii mamy ten sam problem, czyli tzw. odpływ mózgów. Młodzi, zdolni ludzie wyjeżdżają do Australii, bo tam mogą więcej zarobić. Średnio dwa razy więcej niż w Nowej Zelandii. To, że nie ma pracy czy pieniędzy zależy jednak od samych ludzi. To ludzie tworzą problemy. Znasz Walta Disneya?

Tak, to był producent, reżyser i scenarzysta znanych filmów animowanych. Wielki wizjoner.
Właśnie, to on stworzył Disneyland w Kaliforni. Anaheim było zapomnianym miastem, dopóki nie powstał tam park rozrywki. Teraz wokół Disneylandu rozwinął się potężny przemysł. Polacy muszą nauczyć się podobnego myślenia. Muszą uwierzyć, że można wszystko.

Na prośbę Billa Abramsa zamieszczamy jego adres e-mail:
billabrams1@hotmail.com
dla tych wszystkich, którzy zechcieliby porozmawiać z Nowozelandczykiem.
 

Bill Abrams w Namysłowie
Bill Abrams native speaker z Nowej Zelandii w Namysłowie
Sekcje: