Dramat przy Pułaskiego 5

     Wczorajszą porażką z Victorią Częstochowa drużyna namysłowskiego Startu pozbawiła kibiców złudzeń, co do możliwości utrzymania się w gronie trzecioligowców. Chociaż matematyczne szanse na uniknięcie spadku jeszcze są, to jednak muszę stwierdzić otwarcie – mieliśmy już swoje szanse, swoje mecze o wszystko, swoje stuprocentowe sytuacje – i ich nie wykorzystaliśmy. Cały sezon w wykonaniu namysłowskiej drużyny mieliśmy w pigułce w pierwszej połowie. Mieliśmy sytuacje, graliśmy w piłkę – ale co z tego ? Tradycyjnie skuteczność była tragiczna. Co najmniej 4 – 5 razy bramkarz gości mógł w pierwszych 45 minutach wyjmować piłkę z siatki. Zamiast tego mieliśmy jednak bezbramkowy remis. W drugiej połowie gospodarze już trochę opadli z sił i to goście strzelili dwie bramki. Niewykorzystane sytuacje z pierwszej części meczu się zemściły. Ten mecz skłonił mnie po raz kolejny do refleksji nad takim stanem rzeczy i do kilku wniosków związanych z piłką nożną w Namysłowie.
     Pierwszy z nich jest nieco smutny. Namysłowski Klub Sportowy w mieście praktycznie nikogo nie obchodzi. Opierając się na własnych obserwacjach oraz danych z nieoficjalnej strony klubu, wczoraj przy Pułaskiego 5 na trybunach pojawiło się ok. 100 – 150 osób. Na kilku meczach w tym i poprzednim sezonie zanotowaliśmy niezłą frekwencję. Rok temu mecz z ówczesnym liderem IV ligi – bogdanowickim Startem, oglądało ok. 600 osób. Na meczu był świetny doping i panowała atmosfera prawdziwego piłkarskiego święta. Ale wiadomo, drużyna walczyła o awans, grała z sąsiadem w tabeli, wygrywała w poprzednich meczach, a więc trochę ludzi na stadionie obserwowaliśmy. Wpływ na frekwencję miała też lepsza reklama spotkań, które zapowiadano dzień przed i w dniu meczu z jeżdżącego po mieście samochodu. Sam Namysłów był też pełen plakatów. 
Początek rozgrywek trzecioligowych w sierpniu – radość z awansu, mecz z jedną z najlepszych drużyn, obecnym liderem i prawie drugoligowcem – Ruchem Zdzieszowice, wakacje, idealna pogoda, dobra promocja meczu – w efekcie na stadionie pojawiło się prawie tysiąc widzów. Przyjechali kibice gości, oglądaliśmy dobry doping z obu stron i ciekawe spotkanie na boisku. Później było już jednak coraz gorzej. Na pewno wpływ miały na to kolejne porażki Startu. Po trzytygodniowej nieobecności w Namysłowie z radością przyjechałem do miasta z myślą o obejrzeniu Startu. Co mnie negatywnie zaskoczyło to fakt, że nie zauważyłem nigdzie żadnego plakaty zapowiadającego mecz. Były one jeszcze obecne przed poprzednim domowym spotkaniem z bielską Stalą, a teraz „zastąpiły” je reklamy meczu reprezentacji Polska – Finlandia w jednym z pubów. Tak jakby nikt już w utrzymanie nie wierzył i osoby odpowiedzialne za plakaty doszły do wniosku, że nie warto już ich wieszać. 
     Mała frekwencja na stadionie była tym smutniejsza, że nasza drużyna do przerwy grała naprawdę bardzo ładną piłkę, stwarzała sytuacje i – co w tej sytuacji najważniejsze – wykazywała dużą ambicję i chęć, by to spotkanie wygrać i trzecią ligę w Namysłowie utrzymać. Co jeszcze było tego dnia smutne – fakt, jak grupa kibiców głośno dopingujących swój zespół „do samego końca” i śpiewających, że Start nigdy nie spadnie, jeszcze przed końcem meczu zwinęła swoją flagę i ze stadionu wyszła. Czy „Chłopcy z Pułaskiego” grali tak tragicznie, że – mimo porażki – nie zasłużyli po meczu na oklaski za podjętą walkę i ambicję ? W tej sytuacji nasunęła mi się pewna analogia. Z racji miejsca zamieszkania, na co dzień mam okazję oglądać mecze grającej – jeszcze – w II lidze, toruńskiej Elany. Obecnie, na 2 kolejki przed końcem, mając jeszcze jeden mecz zaległy – znajduje się na 17 miejscu w tabeli. Aby się utrzymać, musi zająć co najmniej 14 pozycję. Różnice punktowe są niewielkie i szanse na to jeszcze toruński zespół ma, jednak – podobnie jak w Namysłowie – musi wszystko wygrywać. Tydzień temu mecz z Nielbą Wągrowiec, drużyną z górnej części tabeli, zakończył się porażką gospodarzy 0:1. Podobnie jak w Namysłowie, tak i w mieście żużla, Elana mało kogo obchodzi. Spotkanie obserwowało około 500 osób, jednakże prawie 200 z nich dopingowało gospodarzy do samego końca. Podobnie jak wczoraj tak i w tamtym meczu gospodarze mieli wiele sytuacji, z tym że dopiero w drugiej połowie, by spotkanie wygrać. Walczyli, ale brak szczęścia, nie uznana bramka oraz świetnie dysponowany bramkarz Nielby nie pozwolili na zdobycie chociażby jednego punktu. Podobnie jak w Namysłowie, tak i w Toruniu klub boryka się z kłopotami finansowymi a piłkarze od wielu miesięcy nie otrzymują praktycznie pieniędzy, które należą im się z tytułu podpisanych z klubem kontraktów. Kibice, kolejny już raz, przed meczem zorganizowali zbiórkę pieniędzy dla drużyny. Mimo miernej frekwencji, udało się zebrać ok. 600 złotych. To, oraz fakt, że piłkarze, mimo tego, że mają za sobą fatalny sezon, mogą ciągle na kibiców liczyć, sprawia, że wiara w utrzymanie w II lidze jest tam cały czas obecna. Dlatego wczorajszy mecz w Namysłowie był taki smutny. Nawet nie tyle z powodu samych wydarzeń na boisku, ale z powodu tego braku zainteresowania klubem w mieście. Chciałoby się aż powiedzieć: gdzie jesteście, kibice sukcesu, których obchodzi Start Namysłów tylko wtedy, gdy wygrywa ?
     O tym, że klub nie może liczyć na wsparcie finansowe miasta i sponsorów, o tym, że boisko przy Pułaskiego 5 nie nadaje się do gry na tym poziomie rozgrywek, o tym, że piłkarze grają za darmo, o tym, że brak im nie tylko szczęścia, doświadczenia ale i umiejętności – już pisałem, więc nie ma sensu się powtarzać. Co dla mnie jednak najważniejsze to fakt, że mimo porażki, piłkarze pokazali swoją ambicję i chęć do walki. Widać było, że im zależy. Od strony sportowej nie mam wątpliwości, że w tym składzie drużyna miała by duże szanse na to, by w czwartoligowych rozgrywkach wywalczyć ponowny awans do III ligi. Nie jestem jednak o to taki spokojny. Skoro w kwestiach organizacyjnych po awansie praktycznie, poza pewnymi pracami remontowymi na stadionie, w których duży udział mieli kibice, a nie miasto, nic się nie zmieniło, to na czym opierać wiarę, że coś się na lepsze zmieni po spadu ? Pesymista powiedziałby, że może być tylko gorzej i mimo tego, że staram się być optymistą, to jest to po prostu trudne. Sama ambicja i chęci piłkarzy i trenera to trochę za mało jak na poziom ponadwojewódzki. Z tej lekcji, jaką zespół dostał grając w III lidze, trzeba wyciągnąć wnioski, kto jednak miałby to zrobić ?
     Chciałbym zakończyć tą wypowiedź jakimś optymistycznym akcentem, więc mogę powiedzieć tylko tyle. W tym sezonie mimo słabej pozycji w tabeli oraz kiepskich wyników, z piłkarzy możemy być dumni. Są amatorami, poza grą mają jeszcze wiele innych obowiązków, a mimo braku jakiegokolwiek wsparcia ze strony, czy to miasta, czy sponsorów, chciało im się. Wywalczyli awans i sprawili, że przez rok mogliśmy oglądać w Namysłowie nie tylko drużyny, z całym szacunkiem, Starościna, czy Obrowca, ale ekipy z Rybnika, Katowic czy Bielska – Białej. Dlatego też pozostaje tylko wiara w drużynę i nie odwracanie się od niej w żadnej sytuacji, „czy wygrywa, czy nie”.

 

Dodanych komentarzy: 3

Przed wczorajszym meczem miałem dylemat, czy oglądać mecz reprezentacji czy wybrać się na mecz Startu. Wybrałem to drugie i dziś nie żałuję. Widowisko na pewno nie było mniej emocjonujące niż mecz w Kielcach. Pierwsza połowa w wykonaniu czerwono-czarnych wprawiała w zdumienie - tylu fajnych akcji nie widziałem już dawno, szczególnie w jednym meczu. Szkoda tylko, że kolejny raz nie udało się wykorzystać tych kilku dogodnych sytuacji. To chyba jakiś pech. Fatum. Mecz mógł spokojnie zakończyć się wynikiem 4:2 dla Namysłowian. Zabrakło czegoś. Niestety. W sporcie już tak jest że zawsze ktoś musi być ostatni. Trzeba wierzyć w to że w przyszłości będzie lepiej. Pozdrawiam

Dwa powyższe teksty zadają kłam obiegowemu twierdzeniu, że klęska jest sierotą. To piękne przykłady wierności. Szkoda, że rzadkie.

witam...nie mogę się zgodzić z tym, że kibice przestali wspierać swoją drużynę (co najlepiej pokazuje zachowanie po ostatnim meczu z Torem, który ostatecznie przesądził o spadku naszej drużyny do IV ligi opolskiej...co do meczu z Victorią to zwinięcie flagi przed końcowym gwizdkiem sędziego było naprawdę spowodowane czym innym ale o tym już wszyscy nie muszą wiedzieć...:) pozdrawiam