Lokalne firmy i instytucje: Studio Reklamy Q,Brand
Praca także dla mieszkańców powiatu namysłowskiego.

Narracja do rekonstrukcji historycznej "Przełamanie Linii Barthold w Smarchowicach Śląskich"

Zamieszczam tekst z marca 2011 r., który przygotowałem na I namysłowską rekonstrukcję historyczną. Miałem przyjemność wspomóc z Madzikiem kolegów Grupy Rekonstrukcyjnej "Oka"

Ofensywa styczniowa Armii Czerwonej ruszyła 12 stycznia 1945 r. znad Wisły, a już pod koniec II dekady stycznia wojska radzieckie dotarły do granic prowincji dolnośląskiej. Wydawanie zarządzeń ewakuacyjnych leżało w kompetencji najwyższych władz NSDAP i gauleitera Dolnego Śląska Karla Hankego. Naziści mieli bronić się na ziemi namysłowskiej do ostatniej kropli krwi. W Namysłowie na cmentarzu przy Placu Wolności wybudowano nawet schron, w którym przywódcy powiatowi NSDAP i Hitlerjugend mieli oddać swoje życie, odpierając ataki Rosjan. Z decyzją o ewakuacji ludności cywilnej zwlekano do ostatniej chwili i właściwie rozpoczęto ją dopiero wtedy, kiedy nacierające spod Częstochowy radzieckie zagony pancerne dotarły do północno-zachodnich krańców powiatu pod Woskowice. Kreislauter Fischer zdążył jeszcze wygłosić na namysłowskim rynku uspakajające mieszkańców miasta przemówienie, ale sam wsiadł do czarnej NSDAP-owskiej limuzyny i uciekł w kierunku Wrocławia. Właściwie ludność została pozostawiona samej sobie. Sytuacja zmieniła się kiedy nad ranem 19 stycznia przybył z kursu szkoleniowego z Berlina starosta Ernst Heinrich, który zarządził ewakuacyjny alarm. Przed zarządzeniami Heinricha ewakuowano dwie wioski – Woskowice Małe i Górne. W Woskowicach Górnych mieszkała teściowa niemieckiego feldmarszałka Ericha von Mansteina.  Aby uchronić ją przed czekającymi madame von Loesch radzieckimi opresjami, Manstein wysłał z Legnicy swojego adiutanta, aby ten zarządził i pokierował ewakuacją ludności cywilnej tych dwóch namysłowskich wiosek. Mimo oporu funkcjonariuszy NSDAP, ewakuację przeprowadzono jednak sprawnie. Wielu mieszkańców Lorzendorf i  Heinrichsdorf zawdzięcza Mansteinowi  życie, bo w styczniu 1945 r. w Woskowicach mogło dojść do takiej masakry jak Głuszynie.

Sytuacja ewakuacyjna Niemców była skomplikowana, gdyż na terenie miasta i powiatu przebywało ok. 5000 kobiet i dzieci z okolic Kolonii i Akwizgranu, ok. 4500 dzieci wrocławskich oraz 500 dzieci berlińskich. Ponadto do Namysłowa przeniesiono także pracowników i wyposażenie fabryki Elektroakustik, zajmującej się produkcją osprzętu dla łodzi podwodnych. Problemem było także 1200 jeńców narodowości francuskiej i włoskiej oraz ranni żołnierze ze szpitala wojskowego z ośrodka  o.o. Bonifratrów. Znanymi tylko sobie sposobami starosta dr Ernst Heinrich zdołał załatwić  5 zestawów kolejowych z Katowic, które ze stacji w Namysłowie zdołały wywieźć ok. 7500 mieszkańców i ewakuowanych. Pozostali mieszkańcy wydostali się z miasta i jego okolic dostarczonymi przez bauerów i właścicieli folwarków furmankami oraz ciężarówkami wojskowymi. Wobec braku paliwa podczas ewakuacji traktory i samochody cywilne  stały się bezużyteczne. Mieszkańcy ziemi namysłowskiej zostali najpierw przewiezieni do Kamiennej Góry i jej okolic (czyli w rejon Wałbrzycha). Następnie w  lutym przez Trutnow trafili do Ludic koło Karlowych Warów. Ewakuacja odbywała się w trudnych warunkach – temperatura od – 15 do - 18 stopni Celsjusza, po oblodzonych drogach. Konwoje konne pokonywały ok. 30 km dziennie.
Po ewakuacji ludności cywilnej (ostatni pociąg opuścił Namysłów 20 stycznia ok. 12.00) w mieście i jego okolicach pozostało ok. 1000 żołnierzy mających bronić Linii Barthold. Wśród nich 200 kadetów ze szkoły zwalczania czołgów w Brzegu, 2 bataliony szkoleniowe ze Świdnicy i Kłodzka. W samym Namysłowie stacjonował X Batalion Świdnicki pod dowództwem majora Huhnerta. Rano 21 stycznia droga kolejową z Brzegu przez Opole przybyło do Namysłowa 11 czołgów i 3 armaty szturmowe, które umieszczono na północnych obrzeżach miasta. 21 stycznia w okolicach Rychtala doszło do potyczki pancernej, w której 5 niemieckich czołgów zostało zniszczonych, a pozostałe powróciły do Namysłowa. W tej sytuacji zadecydowano o ewakuacji wojskowej miasta i Linii Barthold. Wcześniej doszło do walk w okolicach Głuszyny, które zakończyły się odwetem wojskowym na ludności cywilnej wioski. Pod Głuszyną walczył 83 Rezerwowy Batalion Strzelców z Trutnowa pod dowództwem majora Tenscherta oraz batalion Volkssturmu z Żagania.  Te oddziały broniły 10-kilometrowego odcinka fortyfikacji, która w tym rejonie nie została ukończona.

Wycofujące się formacje zapasowe i szkolne zostały wsparte przez skierowane z frontu zachodniego wprost z bocznicy kolejowej we Wrocławiu oddziały 269 Dywizji Piechoty generała Hansa Wagnera. Grenadierzy pancerni Wagnera mieli osłaniać ewakuującą się za linie Odry ludność cywilną i opóźniać tempo rosyjskiego natarcia na kierunku Wrocław – Oleśnica w celu ewakuacji materiałów pędnych i amunicji z tego drugiego miasta dla „Festung Breslau”. To te oddziały zostały doścignięte pod Smarchowicami Śląskimi przez czołgi 91 Brygady Pancernej dowodzonej przez płk. Wiktora Tutyszkina.

 

Dodanych komentarzy: 2

Feldmarszałek Erich von Manstein (1887-1973) był w rzeczywistości przygarniętym przez majora von Mansteina synem generała Edwarda von Lewińskiego. Stąd można się doszukiwać polskich korzeni genialnego niemieckiego dowódcy. Żoną Mansteina była od 1920 roku Jutta Sybille von Loesch, córka śląskiego ziemianinina (zm. 1966), z którą miał trójkę dzieci - Gizelę, Gero (1922-1942) i Ruedigera. Pod koniec stycznia 1945 miał ewakuować swoją rodzinę (zapewne żonę i dwójkę dzieci) z Legnicy.

Madzik zebrałeś ciekawe informacje. Ja z kolei sprawdziłem w "Adressbuchu", że teściowa feldmarszałka  Mansteina to  Amaly von Loesch i mieszkała w Hennersdorf (Woskowicach Górnych). W pałacu i dobrach Lorzendorf (Woskowi Małych) gospodarzył Friedrich von Loesch, chyba syn madame von Amaly Loesch.