Poradnik Open'erowicza

Co prawda nie mam zbyt wielkiego doświadczenia jeśli chodzi o festiwale na miarę Heineken Open'er Festival, ale moja zeszłoroczna wiedza na pewno przyda się tym, którzy na owy festiwal wybierają się po raz pierwszy. Tak więc zaczynająćod samego początku – przygotowania. Na pewno trzeba wcześniej zaopatrzyć się w parę niezbędnych do funkcjonowania na polu namiotowym przedmiotów. Jedną z nich jest własny czajniczek tudzież grzałka. Oczywiście dla tych, których stać na posiłkowanie się na mieście nie jest to niezbędne, no ale dla młodych, ograniczonych funduszami poszukiwaczów przygód rockowych może się przydać nie raz i nie dwa gdy mamy ochotę na zdrowy obiad w postaci zupki chińskiej. Następny przedmiot ( ale to raczej dla żeńskiej części- lusterko i to najlepiej jakieś na nóżce stabilne. Łazienki co prawda lustra posiadają, ale często zajmuje naprawdę sporo czasu w kolejce zanim się do takiego dostaniemy. A jednak ogarnąć się na wieczór jakoś trzeba. Następna rzecz to podstawowe środki opatrunkowe- nie raz ktoś podepcze baardzo mocno na koncercie i będzie potrzebna natychmiastowa pomoc dla pęcherzy i zadrapań na stopach w postaci plastrów. Trzeba także pomyśleć o ratunku w razie paskudnej pogody – płaszcz przeciwdeszczowy i kalosze są często bardzo pomocne ( na polu namiotowym po obfitym deszcze inaczej niż w kaloszach nie da rady). Całe szczęście w 2009 roku pogoda była wymarzona. Zero deszczu aż do ostatniego dnia festiwalu. Sprzyjało to bardzo wieczornym koncertom. Warto także kupić wilgotne chusteczki odświeżające. Wiadomo, takowe do wszystkiego się przydadzą. ;)

Kiedy już jesteśmy spakowani, trzeba wyruszyć do Gdyni. Pole namiotowe jest czynne od dnia poprzedzającym rozpoczęcie festiwalu, od godziny 12:00. Dlatego większa część osób decyduje się na przybycie wcześniej, aby spokojnie rozłożyć namiot, poznać wieczorem przy Heinekenie nowych ludzi i w pozytywnym oczekiwaniu spędzić te 24 godziny. Droga wcale nie jest krótka. Dlatego apeluję- bierzcie samochody jeżeli macie taką możliwość. Dostanie się pociągiem ok godziny 6 rano w owy dzień to istna męczarnia. Ludzi co roku jest tak dużo, że nie pomaga nawet wykupienie miejsca w 1 klasie. Często po prostu nie da się już WEJŚĆ do pociągu, bo aż tak jest przepełniony. Przy braku samochodu proponuje więc pojechanie na przykład w nocy. Ok. 8 rano dojeżdżamy wtedy z Wrocławia do Gdyni i ludzi będzie na pewno mniej. 

Kiedy już dostaniemy się do Gdyni, należy zmierzać w kierunki Babich Dołów. A od centrum miasta jest to daleko. Można oczywiście pojechać autobusem, lecz w czasie przyjazdu pociągu z wrocławia może być ciężko. Ja osobiście jechałam w 4 osoby taksówką i przy podzieleniu kosztów wyszło po ok. 5 zł za osobę :). Następnie udajemy się do swoistej „recepcji”. Wszystko jest usytuowane tak, żeby było po drodze i było łatwo tam trafić. Nasz bilet zostaje zamieniony na opaskę. Tak więc jesteśmy już u celu, rozkładamy namiot! Lokacja wcale nie jest nieistotna. Najlepiej rozłożyć go niezbyt daleko od łazienek i toalet, ale też nie za blisko ;). Ok 
30-40 metrów najlepiej. Stamtąd także blisko do najbliższego miasteczku festiwalowemu wyjścia z pola namiotowego. Szybko i wygodnie. Pole jest na tyle duże, że dojście od jego początku do końca zajmuje ok 15-20 minut. 

 

Teraz tylko czekamy na rozpoczęcie zabawy! Miasteczko festiwalowe, to gigantyczny teren, na którym znajdują się sceny ( ok 10), przeróżne stanowiska gastronomiczne, do wyboru do koloru. Jedzenie chińskie, tajskie, polskie, fast foody i inne – jednym słowem wszystko. Oczywiście nie może także zabraknąć firmowego piwa – Heineken, który sprzedawany jest w formie lanej. Ale żeby kupić to wszystko potrzebujemy pieniędzy – ale one same nie wystarczą. W odpowiednich punktach ulokowanych przy wyjściu z pola namiotowego znajdują się budki, w których pieniądze wymieniasz na kupony. Każdy kupon kosztuje 3 zł ( a przynajmniej tak było w tamtym roku). Ale warto kupować rozsądnie, bo kuponów po zakończeniu festiwalu nie da się wymienić z powrotem na pieniądze. Przelicznik: piwo – 2 kupony, cola, fanta i tego typu napoje – 2 kupony. Herbata z cytryną – 3 kupony ( strasznie dużo, i to jeszcze za 200 ml), zapiekanka -3 kupony. Tak to mniej więcej wygląda.

 

Kiedy już udajemy się na teren Miasteczka festiwalowego, które jest otwarte codziennie od godziny 16, należy pamiętać, że nie wolno na nie wnosić ani plastikowych ani żadnych butelek, ani w sumie niczego większego do jedzenia. ( o gumy do żucia nikt się nie czepiał ;)). W tamtym roku można było wnosić aparaty fotograficzne do 3 mega pikseli. W tym roku wieść niesie, że limit będzie zwiększony do 5 mp. Innych aparatów niestety wnosić nie wolno ( choć sprytnym się to udało ;)). Jednak przeszukują dokładnie przy wejściu, więc w torebce nic niedozwolonego nie ujdzie ich uwadze. Więc jesteśmy! Wierni fani konkretnych zespołów występujących na głównej scenie już od 14 okupują bramki przy wejściu na teren festiwalu. Inni eksplorują wszystko co jest do zaoferowania, a jest naprawdę wiele. Pokazy mody, wystawy, różne warsztaty, stanowiska o szerokiej tematyce, wszystko ciekawie zaprezentowane. A miasteczko jest na tyle duże, że i przez 4 dni nie zabraknie miejsc do odwiedzenia. Codziennie w przerwach między większymi gwiazdami grającymi na scenie głównej odbywa się fireshow. Też warto zobaczyć profesjonalistów ( bo tylko tacy tam) w akcji. Jednak nie wszystko łatwo będzie znaleźć w ogromie hektarów. Ja sama nawet nie natknęłam się na fireshow, dowiedziałam się o nim po zakończeniu festiwalu ;). Jeżeli chodzi o już wspomniane zakupy, niestety, tanio nie jest, a dodatkowym minusem jest to, że wszystkie napoje typu cola 0,5 l przy zakupie są przelewane do plastikowych kubków. Więc trzeba wypić od razu i nie można sobie schować do plecaka. 

 

W ciągu 5 dni przebywania na Open'erze na pewno w międzyczasie wyładuje się nam telefon ( który jednak przydaje się ciągle przy poszukiwaniach znajomych na terenie festiwalu), a takowy można naładować w punktach z gniazdkami. Niestety, kolejki wielkie, a w porównaniu do ogromu ludzi na polu namiotowym – gniazdek jest stanowczo za mało. Można próbować ładować w łazienkach, ale tam tak samo. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to nie słyszałam o żadnej kradzieży. Jest sporo ochrony, która jednak obserwuje. Mi nic nie zginęło i sama nie widziałam niczego podejrzanego.

To chyba tyle jeśli chodzi o podstawowe wskazówki dotyczące Open'er Festival. Przypominam, że w tym roku ogłoszone gwiazdy to Pearl Jam, Kasabian, Mando Diao i Tinariwem. A dzisiaj ponownie w radiowej trójce w programie alternatywnym Mikołaj Ziółkowski ogłosi następne gwiazdy tegorocznego Open'era. Co najmniej dwie ;)

 

Dodanych komentarzy: 2

A ja radzę na festy wszelakie zaopatrzyć się po prostu w glany- nie mamy potem obitych nóg i czujemy się bezpieczni.

Co do ładowania telefonu to polecam zakupienie drugiej baterii, bądź też zakup takiej fajnej ładowarki na korbkę. To nie żart, one naprawdę istnieją :) albo z wbudowanymi akumulatorami, na allegro trochę takich jest ;).

Pojechałbym chętnie na Open'er, ale nigdy nie wiadomo jak z kasą, a bilet najtańszy nie jest :). Mimo to, substytutem może być też CBF i Woodstock, prawda?

Poradnik taki sobie. Nie wychylałbym się z godzinami otwarcia i rozlokowaniem poszczególnych stanowisk ( kasy itp. ), ponieważ wiem, że co roku ulegają one zmianie. Co do podręcznych rzeczy do zabrania, to polecam wziąć parę kaloszy tudzież gumiaków tudzież innego nieprzemakalnego obuwia na ciężkie warunki. Co prawda w 2009 roku nie padało, jednak z pięcioletniego doświadczenia wiem, że matka natura bywa kapryśna i często zdarzało się tak, że teren festiwalu zamieniał się w jedną wielką błotną kałużę ( tak jak ma to miejsce na woodstocku ). Ogólnie nie polecam noclegu na polu namiotowym - lepiej znaleźć gdzieś w trójmieście jakieś mieszkanie ( nie kosztuje to zbyt wiele, jeśli zamówi się je odpowiednio wcześniej ). Jeśli chodzi o dojazd z miasta na teren festiwalu, to polecam jednak autobusy. Nie jest aż tak źle jak pisze koleżanka ( autobus dojeżdża na miejsce w ciągu 20 - 25 minut nawet w godzinach, w których jeździ najwięcej osób ). Ostatnia sprawa to pociągi: nawet w nocy ciężko będzie znaleźć sobie miejsce w przedziale. Najlepiej wyruszyć do Gdyni 2 - 3 dni wcześniej, a powrót do domu zaplanować na drugi ( lub późniejszy ) dzień po festiwalu.