Lokalne firmy i instytucje: Gold Drób
Praca także dla mieszkańców powiatu namysłowskiego.

Polowanie na żurawia - cz. 6 i ostatnia "W Krainie łosia, zimorodka..."


Tak polowaliśmy na żurawie - spod siatki... Foto Kapitan Żbik.

Po raz pierwszy usłyszałem metafizyczny żurawi klangor 10 lat temu. Właśnie w tym miejscu, gdzie w tym roku rozbijaliśmy czatownię, aby fotografować zimorodka. Oczywiście w magicznym trójkącie, gdzie potok Jarząbek wpada do Widawy. Jeszcze bez lornetki i fotograficznego sprzętu obserwowaliśmy  z ambony – dzisiaj powalonej i spróchniałej –  taniec żurawi. Przyjechałem tu pomóc synowi zbierać winniczki. Po tym żurawim spektaklu wysypaliśmy 10 kg zebranych  skorup. Wtedy sądziliśmy, że żurawie wybrały to miejsce ze względu na obfitość żyjących tu niegdyś ślmaków. Już wtedy wkurzyła nas niska cena skupu – wtedy jeszcze 3 zł ! Bez problemu odżałowaliśmy te „stracone trzy dychy”. Chcieliśmy oglądać i słyszeć ze 100 m żurawie. W 1999 r. obok ambony gniazdowały jastrzębie, a kołujące myszołowy w godach cudownie  przekazywały sobie złowioną mysz i szczepiały się w locie szponami. Rozpuszczaliśmy z synem znalezione myszołowie wypluwki, by zobaczyć drobniutkie czaszki i kosteczki gryzoni...

W 1999 r W Dolinie Widawy (w wielokącie Objazda, Kowalowice, Smogorzów, Idzikowice i Jakubowice) gniazdowała jedna para żurawi - ale lęgowa. Dzisiaj czlonkowie koła myśliwskiego "Bażant" liczą populacje żyjących tu ptaków na 7 sztuk. "Siedem Żurawi w Dolinie Widawy" - fotografia Kapitan Żbik.

 

Ale pierwsza swoją fotografię żurawi zrobiłem rok później pod Wilkowem. Była oczywiście poruszona, bo było pochmurnie. Zakupiłem wtedy za 300 zł w lombardzie metalowo-szarą skrzyneczkę z sowieckim teleobiektywem „Tair 12”. Sprzęt pochodził z policyjnego - albo nawet "ubeckiego" demobilu. Dzisiaj dzięki uczynności zegarmistrza B. Maryniaka i mechanika precyzyjnego p. Wołka  ten sprzęt odzyskał dawny blask, a świetny karabinek spustowy dopasowany został do korpusu Canona 500 D i teleobiektywu Sigmy 50-500 mm.
Wiosna 1998 przeżyłem ze swoją jednoroczną Abrą – moją bardzo niemiecką owczarzycą – przyrodniczą przygodę życia. Na nieużytkowanych i zarośniętych starych stawach hodowlanych pod Wilkowem - należących wówczas do p. Płatka - podchodziłem parę żurawi. Z karnym psem udało mi zbliżyć do nich na 70 m!
Znieruchomiałem i przylgnąłem ze swoją wilczycą do gleby. Nagle ze środka betonowej rury wypłynęła wydra. Wywinęła się na plecy i bezczelnie patrzyła w oczy mnie i  mojej warującej suce.  Trwało to dobrą minutę. Po czym wpłynęła do przepustu, by znaleźć się po jego drugiej stronie. Przesunąłem się z psem na druga stronę mostka. I ponownie wydra pokazała swój brzuch i spokój połączony z tupetem godnym arystokratki. Bawiliśmy się, bo wydra kilka razy przepływała co jakiś czas na druga stronę zakopanego betonowego kręgu. Młody pies zbaraniał i nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Pierwszy raz widział tak pływającego „wodnego czworonoga”. Po paru minutach zabawy zdecydowałem się jednak strzelić głośnym spustem sowieckiej migawki...

Czar prysnął – żurawie zerwały się do lotu, a wydra pierzchła w stawowe szuwary. Nigdy więcej nie udało mi się zbliżyć pod Wilkowem ani do wydry, ani do żurawi. Zresztą juz wkrótce żurawi mszar pod Wilkowem został bezmyślnie wykarczowany - myśliwi  powiększyli powierzchnię stawów i ucywilizowali przestrzeń swojego ekologicznego użytku. Po tych działaniach przestałem widywać swobodnie czujące się tu zające i sarny...

"Zabawa w chowanego" - tak Kapitan Żbik podpisał swoją fotę publikowana na "Fotoprzyrodzie. pl" w lipcowych "Bezkrwawych łowach".

Na zimorodkowy moczar przywiódł nas ten sfotografowany przez Kapitana Żbika żuraw. Dał się podejść tak blisko, bo jego młode nie potrafiło jeszcze latać. Chciał ściągnąć naszą uwagę na siebie. Zwykle  żuraw jest tak inteligentnym ptakiem, że trudno go podejść na 100-200 m. Kiedy młode potrafiło już latać, para gnieżdżąca się na moczarze, mająca tu  noclegowisko i żerowisko, wyniosła się. Tak jak czaple świetnie rozpoznawała naszą czatownię i kiedy czekaliśmy na zimorodka, nigdy nie wylądowała już na moczarze. Samiec zawsze potrafił nas rozpoznać i lądował kilkaset metrów dalej. Kilka razy nocowała tu inna nie mająca lęgu para. Fotografując zimorodka, zrobiliśmy jej kilka razy wczesnoporanną pobudkę. 

A to inna spłoszona podchodzeniem para z Kuźnicy Dąbrowskiej. Fotka wykonana jeszcze zwykłym zoomem Canona - 70-300mm

 

Rodzinka 2 + 1 spod Kowalowic

 

Mimo kilkugodzinnych oczekiwań pod siatką nie udało się jednak podejść żurawi. Kiedy wydawało się, że siądą bardzo blisko na żerowisku rzepaczanym, zawsze pojawiało sie to coś, co płoszy ptaki - traktor, terenówka nadleśnictwa uganiająca się za łosiem.

Dodano 1 komentarz

O jednej zimującej parze żurawi już wspominałem opisując staw w Kuźnicy Dabrowskiej. Okazuje się, że na południe nie odleciała też druga para żurawi. Żeruje ona w dzikim  mateczniku Pradoliny Widawy przed zalewem w Michalicach, od strony Objazdy. O świcie na powitanie dnia i wschodzącego słońca wykrzykuje swój metafizyczny klangor.