Ale się narobiło. Nie chodzi mi oto że spadł samolot z cała delegacją, a w kraju nad Wisłą mamy teraz problem kto bardziej powinien przeżywać żałobę. W zestawie „dobrych" - piszę to ż dużą ironią - informacji otrzymujemy ciekawsze jak choćby wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej, niby daleko ale jednak dotyczy to światowego giganta i za straty ktoś zapłaci, nawet chyba ja w postaci zmienionej ceny chleba. Do tego mamy jeszcze wielki bałagan w Grecji, a okazuje się że w kolejce są następne kraje. Jakiś makler giełdowy z NY pomylił się w ilości akcji o parę zer, czyli o prawie nic i giełda miała spadki nie notowane od 20 lat.
Wcześniejsze trzęsienia ziemi w Abruzji (kwiecień 2009 r.), Haiti (styczeń 2010 7,3 stopnia w sakli Richtera) potem mieliśmy Chile (27 luty tego roku o sile 8,8 w skali Richtera). Moja wiedza z geologii zatrzymała się na tym co dowiedziałem się na lekcjach geografii w LO przy ulicy Mickiewicza w Namysłowie. Wiedziałem ze trzęsienia ziemi połączone są z aktywnością wulkaniczną i proszę w kwietniu każdy starał się ćwiczyć język islandzki a głównie wdzięczna nazwę Eyjafjallajökull (przeliterowałem z gazety). Newsweek w swoich dwóch kolejnych numerach z przełomu kwietnia i maja doniósł o możliwościach jakie mogą poczynić dymiące góry. Potrafią wiele narozrabiać, Pompeje to tylko miasto, ale wulkan na Santorini zmiótł cywilizację minojska z centrum w Knossos. Zorganizowane społeczeństwo rozwinęło skrupulatną administrację, z pałacu w Knossos zarządzano całą wyspą. Mieszkańcy potrafili konstruować duże budowle, mieli własną religię, zorganizowaną władzę i piśmiennictwo. Ich system piśmienniczy był lepiej rozwinięty niż egipski. Posługiwali się alfabetem, a nie znakami obrazkowymi. Z niewiadomych przyczyn ta wspaniała cywilizacja uległa około XVw. p.n.e. zagładzie i na 3,5 tysiąca lat ślad po niej zaginął. Mały wulkanik ten wspomniany wyżej na E... to zaledwie przedszkolak wśród tych poważnych. Szykuje się dziesięć razy większy Ketla. Niedawno widziałem program publicystyczny o alternatywnych wydarzeniach końca świata wg kalendarza Majów w 2012. przypomniano tam o największym wulkanie czynnym Yellowstone, który jak się odezwie to rozwiąże nam wszelkie problemy; przeżywania żałoby po prezydencie, miejsc pochówków, ochrony środowiska, zatrutej wody i kartek wyborczych.
Wiele lat temu w książce Sny o snach A. Tabucch'iego przeczytałem o Fernando Passoa, portugalskim pisarzu, który zapowiadał powrót dawnych bogów. Wychodząc z założenia ze bogowie powinni być nieśmiertelni więc po prostu nie mogli gdzieś przepaść. To myśmy o nich zapomnieli. No i zaczęli się przypominać - Posejdon władca morza, ale także występujący pod postacią konia jako ziemią wstrząsający, jego brat kulawy Hefajstos kowal z jego kuźni zawsze wydobywał się ogień; Rzymianie zwali go Wulkanem. I jeszcze został trzeci brat Zeus ciekawe co przyniesie nam jak zechce spotkać się z braćmi? Póki co Portugalia zamknęła ponownie przestrzeń nad swoim krajem. Na wakacje planowałem wyjazd do Lizbony aby przed restauracją Brasileira w dzielnicy Chiado dosiąść się do stolika pisarza, który pisząc o swoim mieście nie omieszkał wspomnieć o wielkim tsunami jakie nawiedził stolicę w 1755 roku niszcząc całe niemal miasto, kościoły, pałace dziwnym trafem ocalała dzielnica z burdelami, znowu bóg Posejdon. Pisarz nie przejmował się tym, że za zycia był niezrozumiany, pisał: „Zawsze obce mi było pragnienie, aby mnie rozumiano. Być rozumianym to prostytuować się." Chociaż jak się popatrzę na około to dochodzę do wniosku, że nawet natura przestała się prostytuować.
Dodano 1 komentarz
Re: Ale się narobiło
Cieszę się, że wróciłeś - do tego takim globalnym i błyskotliwym felietonem. Brakowało na "Namyslowianach.pl" takiej perspektywy.