„Non omnis moria” – takimi słowami Horacy stwierdzał, iż po jego śmierci zapisana myśl pozostanie. Właśnie w dniu dzisiejszym poświeconemu wspomnieniom tym którzy odeszli, chciałbym poświecić parę słów Romkowi Ronczemu.
Nie mogę sobie przypomnieć w jakich okolicznościach poznałem Romka. Pierwsze informacje o nim docierały do mnie chyba w okresie stanu wojennego, on jako działacz Konfederacji Polski Niepodległej (celowo będę pisał pełne nazwy stowarzyszeń i partii politycznych, gdyż dla ewentualnych młodych czytelników nie były jedynie zbiorem nic nie mówiących wielkich liter), rozlepiał plakaty, nosił ulotki, powielał podziemna prasę w okresie kiedy wielu późniejszych działaczy Komitetów Obywatelskich z 1990 w pas kłaniało się I sekretarzom miejscowych struktur Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Właśnie chyba wtedy poznałem Romka osobiści. Wydawał na powielaczu spirytusowym swojego „Obserwatora”, gazetkę bardzo pomocną w wygranych wyborach samorządowych z 1990. Chociaż mawiano, że w tamtym czasie nawet krowa ze znaczkiem Solidarność przechodziła w wyborach. Kiedy okazało się, że działania nowej Rady dalekie były od oczekiwań społecznych jakie wyniosły do władzy na fali przemian po 1989 roku ludzi, ”Obserwator” stał się pismem ponownie opozycyjnym jak nazywała je władza. Ponownie dzieląc społeczeństwo na My i Oni. Romek jako pierwszy obnażył prawdziwy wydźwięk słynnego artykułu w prasie przedwyborczej „To miasto musi być nasze” i coraz bardziej stawało się Ich. Szczególnej pikanterii nadawały teksty wymieniane pomiędzy Naczelnym Redaktorem „Obserwatora” i ówczesnym sekretarzem urzędu.
To patrzenie władzy na ręce i w kąśliwych tekstach opisywane przez Romka, doprowadziło stopniowo do ponownego odżycia Ruchów Społecznych w mieście. Oczywiście były też grupy widzące w tym swój interes, które po chwilowej postawie opozycyjnej po zaspokojeniu swoich potrzeb znikały, np. po otrzymaniu dawnej bazy MPRB za przysłowiowa złotówkę. Jednakże utworzenie Namysłowskiej Inicjatywy Rozsądku i Wolnej Asocjacji Młodzieży, którzy jako sygnatariusze wspólnej akcji wywiesili słynny plakat-nekrolog „Miasto Umiera”, doprowadziło z czasem do referendum w mieście. W zbieraniu podpisów najaktywniejszy był właśnie Romek. Demokratyczna władza jedyne co mogła to wezwała mieszkańców do bojkotu referendum tak aby frekwencja nie przekroczyła 30%. Wynik referendum, w którym 90% głosów było za odwołaniem władzy, był nieskuteczny z racji bariery niskiej frekwencji. (Udział wzięło około 12% społeczeństwa). Wielu – nawet obecnie sprawujących władzę – nazywało działaczy tamtego okresu, gamoniami i oszołomami. Niczym metodami komunistycznymi przypisywano choroby psychiczne, doszukując się jak schizofrenii bezobjawowej w ZSRR leczonych ukrutką. Ciekawym jednak jest fakt, że jednym z postulatów był wygląd Rynku.
Przegrane referendum lekko załamało wieku ludzi, Romek też przeżywał okres – powiedzmy – wyciszenia. Nie wiem czy było to już po wypadku jego dotkliwego pobicia, czy przed. Spotkałem się z nim pytając się dlaczego zamilkł odpowiedział „że czuje jak służy innym do wyjmowania gorących kasztanów z ogniska”. Powiedziałem mu wtedy, że każdy z nas jest swego rodzaju aktorem, tylko rolę jaką zdecydowaliśmy się zagrać mam obowiązek ją grać do końca – nie ważne czy jest to rola dramatyczna czy błazna. Romek ponownie wróciło pisania. Niebawem powstał Namysłowski Ruch Społeczny, który w nowych wyborach wprowadził 4 radnych, którzy wraz z grupa radnych z SLD czy SdRP utworzył mniejszościowy klub opozycyjny wobec ugrupowania proburmistrzowskiego. Kolejne wybory zaowocowały koalicją SLD, NRS i część rozłamowców z PSL, która odsunęła burmistrza Maciąga od sprawowania funkcji. Romek już wtedy ciężko chorował. Jest typowym przykładem znanej maksymy jak umierają rewolucje. Po cichu, zabijając własne dzieci. W kilkanaście miesięcy później Romek zmarł. Czy był to efekt owego pobicia, jak mawiają jedni czy nieszczęśliwy zbieg okoliczności, postępującej choroby. Nie mniej jednak brak Romka, jego bezkompromisowej odwagi obnażania wszystkiego co społeczeństwo wiedzieć powinno o sprawujących władzę.
Cóż Romku, siądę na ławeczce w Rynku, spojrzę na obdarte od czasów referendum ściany, wypiję kawę, zapalę cygaro niech dym się uniesie wysoko, tam skąd spoglądasz na swoje miasto. I mogę ci tylko powiedzieć, że sukces ma wielu ojców, nierzadko przybranych, jednakże dla mnie właśnie Ty byłeś ojcem duchowym opozycji, która doprowadziła do przemian w nadziei na piękniejszy wygląd m.in. Rynku. Może kiedyś mieszkańcy się doczekają, a Ty zasłużysz sobie choćby na tabliczkę na ławce, postawionej w miejscu słynnego wywiadu telewizyjnego po referendum. Nie wszystek umarłeś.