Dzisiaj rzadko stosowane, ale często powtarzane jest stwierdzenie "Carpe diem" (bo jest różnica między wyrazem "stosowane" i "używane"!). Nie muszę chyba tłumaczyć co ono oznacza tak bardziej "na nasze", bo wszyscy dobrze je znamy. Jakiś czas temu czytałam pewną książkę, którą ostatnio „odśnieżyłam” Mówię tu o "Stowarzyszeniu umarłych poetów" N.H. Kleinbauma. Dla większości z Was ten tytuł może kojarzyć się jedynie z filmem... Dlaczego o tym piszę i co to ma wspólnego z Carpe diem?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie, najpierw krótkie streszczenie... Książka opowiada o uczniach pewnej prywatnej, bardzo dobrej szkoły, do której chodzili tylko chłopcy (uff.. na szczęście nasza taka nie jest). Głównymi bohaterami jest grupka kolegów z jednej klasy, którzy spędzają ze sobą większość swojego czasu, ponieważ mieszkają w bursie. Ważną osobą jest też profesor historii angielskiej: Dr. Keating. To właśnie on na pierwszych zajęciach wskakuje na biurko i wprowadza rewolucję w życiu tych młodych ludzi... Uczy ich patrzenia na świat i poezję inaczej, niż mówi o tym podręcznik, pokazuje, że ich własne zdanie jest ważniejsze od zdania rodziców i mają prawo sami decydować o swoim losie. Zakładają też tajne stowarzyszenie, którego zebrania odbywają się w nocy, w starej grocie, gdzie rozpalają ognisko i czytają poezję... jakie to niedzisiejsze, prawda? Każdy z chłopaków przeżywa własne problemy i wspólnie starają sobie z nimi radzić. Nie chcę jednak opisywać całości, więc powiem, że profesor zostaje wyrzucony, ponieważ jego sposoby nauczania nie podobają się dyrekcji i rodzicom, którzy wyznają cztery zasady akademii: tradycja, honor, dyscyplina i doskonałość. Jeden z chłopaków popełnia samobójstwo... Dlaczego? I właśnie o tym tak naprawdę jest ta książka. O tym, żeby nie dać sobą rządzić, nie żyć schematami, ale być sobą, dążyć do własnych celów, robić to w czym jesteśmy dobrzy. Dlatego Carpe diem... Chwytaj chwilę... Masz szansę teraz pokazać co potrafisz, być kimś w tym, co lubisz i co chcesz robić. Teraz masz jeszcze szansę decydować o tym, co przed Tobą. Bo chyba nie warto być kolejnym uczniem owej akademii, który MUSIAŁ zostać prawnikiem, MUSIAŁ chodzić na zajęcia obrony wojskowej, MUSIAŁ chodzić spać o 21. i MUSIAŁ być taki, jak wszyscy - zdyscyplinowany, wspaniały, najlepszy... Bądź sobą w tym wszystkim.... Nie daj się temu, co Ciebie otacza... A tak na zakończenie przytoczę fragment wiersza, którym Stowarzyszenie Umarłych Poetów rozpoczynało swoje zebrania: "Poszedłem do lasu, wybrałem bowiem życie z umiarem Chcę żyć pełnią życia, chcę wyssać wszystkie soki życia. By zgromić wszystko to, co życiem nie jest By nie odkryć tuż przed śmiercią, że nie umiałem żyć." A Ty? Co MUSISZ, a co CHCESZ robić... być... Jasne, teraz młodość, piękne chwile wolności, ale pomyśl, że za dwadzieścia lat Twoja twarz trochę się zmarszczy i make-up już nie pomoże, wątrobę masz jedną i płuca też, młody mózg jest bardziej chłonny na wiedzę i teraz więcej możesz się nauczyć niż po trzydziestce, ale to TWOJE życie i tylko Twoje... A pytanie na koniec... co odkryjesz przed śmiercią? Że umiałeś żyć? To wszystko wyżej to nie jest żaden bunt przeciwko rodzicom, szkole, czy nauczycielom. Tylko mój punkt widzenia świata... Carpe diem, ale z rozsądkiem...
Dodanych komentarzy: 7
Re: Carpie diem :)
Książka napisana przez Nancy, więc "Klainbaum", ale niestety jest to książka napisana na podstawie scenariusza "Stowarzyszenia...", co sprawia że jest napisana sucho, mało emocjonalnie. Miło się czytało, nie powiem, ale to właśnie film pozostawiał oglądającego oniemiałego po seansie, a książka to jedynie próba odwzorowania geniuszu reżysera i całokształtu. Czytało się miło, nie powiem, ale z pewnością książka nie dorównuje filmowi. Krótka, zanim tak naprawdę akcja się rozwija, książka się kończy, co pozostawiło mnie z wielkim niedosytem, bo cała historia jest świetna. Za to film ze swoimi pełnymi dwoma godzinami jest w pełni zadowalający.
Carpe Diem, jak najbardziej, ale mnie urzekł inny fragment w książce, a mianowicie fragment Ulissesa
Ruszajmy przyjaciele,
Wcale nie jest za późno,
By szukać świata ze snów...
Ot, choćby przepłynąć horyzont wszerz,
potem wzdłuż...
Nie ma już w nas tej mocy, która za dawnych lat
umiała wstrząsnąć niebem, poruszyć cały świat.
Jesteśmy tym, czym jesteśmy -
Zły los, a może zły czas
osłabił w sercu ogień, co łączył niegdyś nas,
lecz wzmocnił naszą wolę i teraz dobrze wiemy,
że trzeba szukać, szukać, szukać,
bez względu na to, co znajdziemy.
Re: Carpie diem :)
To była moja odpowiedź. Myślałam ze jestem zalogowana.
Re: Carpie diem :)
...młody mózg jest bardziej chłonny na wiedzę i teraz więcej możesz się nauczyć niż po trzydziestce,...
Protestuję, protestuję! - kobita po 30 :-)
Re: Carpie diem :)
Ja też, ja też protestuje!!!!!!-----> kobieta po 40-stce!!!!
Re: Carpie diem :)
niestety im młodszy mózg, tym lepiej - stary się już nie rozwija, albo rozwija się z trudem
...jeśli do tego ktoś nie gardzi alkoholem, jest jeszcze gorzej, dlatego tym, którzy się martwią o swoje szare komórki proponuję dużo zieleniny, olej z pestek winogron i ćwiczenia relaksacyjne - paniom po 30-tce i 40-tce także... a panom też oczywiście, żeby nie było żem szowinista, albo jeszcze jakiś inny dziwak....ku uciesze feministek i innej maści rebeliantek...
...no i alkohol do muszli klozetowej a nie do gardła...
Re: Carpie diem :)
Anonim...co Ty z tym alkoholem...czyżby diagnoza po autopsji?
No cóż... tylko do trumny się kłaść człekowi zostaje...:(