Stalinowski proces namysłowskich Bonifratrów

To na pewno mój najlepszy reportaż historyczny. Genialna była moja rozmówczyni i główna bohaterka tekstu.

"Wzgórze dobrych braci" - to tytuł, pod jakim w chicagowskiej "Kontrze" ukazał się ten reportaż. W Namysłowie tekst ten był na krótko i gościnnie zawieszony, dzięki uczynności K.J.,  na stronach internetowych młodych twórców "Vena". W tej dojrzałej formie jest raczej nierozpowszechniony w moim mieście, choć okrutnie i złośliwie poszatkowany - podzielony na cześci, cząstki - odcinki i odcineczki - ukazywał się w 1996 r. w GZN.

  Namysłów. Droga krajowa 451 (Oleśnica - Kluczbork). Przy szosie wielopiętrowy budynek z czerwonej cegły. Dzisiaj mieści się w nim szpital powiatowy. Z ceglanym tłem kontrastuje masywny portal drzwi wejściowych. Wieńczy go celtycki krzyż, jakby pokutny - z masywną podstawą. Na piaskowcu wykuta data: 1911 - 1912. Po 1945 roku odłupano dokładnie litery fundacyjnej inskrypcji, bo przybyszów ze Wschodu drażniły obce "bukwy". Przetrwały jednak przedwojenne fotografie. Na nich, z lewej strony krzyża, widnieje niemieckie "erbaut", z prawej łacińskie "Anno Domini".

Portal Krueppelheimu Bonifratrów. Dziś Szpitala Powiatowy. Stan przed remontem -  fotografia z listopada 2009 roku.

Góra przeklęta

  Namysłowski "Krueppelheim der Barmherzigen Brueder" - właściwie Zakład Opiekuńczy dla Dzieci Kalekich oo. Bonifratrów oddano do użytku w 1913 roku - sto lat po Bitwie Narodów pod Lipskiem. Ulokowano go naprzeciwko barokowego kościółka św. Trójcy, na tzw. "Francuskiej Górze".
  To właśnie na tym niewielkim wypiętrzeniu terenu późną jesienią 1813 roku, po klęsce Napoleona pod Lipskiem, złożono do masowych grobów 1360. Francuzów. Musiało zabraknąć miejsca na piaszczystym pagórku, skoro pozostałych 440. Gallijczyków pochowano na podmokłej "Łące Rzeźniczej". Pędzeni do rosyjskiej niewoli żołnierze Napoleona odpoczywali na krótkim postoju w Namysłowie. Do zamienionego na koszary klasztoru franciszkańskiego przywlekli tyfus. Epidemia szybko objęła całe miasto. Przerażeni mieszczanie wywozili co noc poza mury około 50. nagich ciał. Na piaskowym pagórku do nie zasypanych jeszcze dołów składano czasami żywych jeńców wojennych. Nie wszyscy z nich mieli szczęście "zmartwychwstać". Z kroniki miejskiej dowiadujemy się, że jednemu takiemu Francuzowi się udało. Niby-trup w szoku dobiegł nago do odległego o ponad milę Wojciechowa. Nocą ukrył się w stodole pastora, u niego znalazł opiekę, a po roku szczęśliwie wrócił do Francji. W Namysłowie pozostały jednak kości jego 1800. towarzyszy.
  Wiek później - na wzgórzu, w sąsiedztwie tych szkieletów, osiedli Bonifratrzy. Podarowano im grunt raczej podły i straszny. Jeszcze w 1725 wykonywano tu publiczne egzekucje. Tego roku powieszono tam strażnika nocnego, niejakiego Reisa. Zamiast pilnować kasy miejskiej, próbował ją ograbić. Ku przestrodze - wiszący na łańcuchu szkielet skrzypiał ładnych kilka lat. Przestał straszyć, kiedy się rozpadł.

Tablica upamiętniająca rozpoczęcie budowy. Typowy dla Bonfratrów symbol. Owoc granatu, z którego wyrasta krzyż. Motyw zaczerpnięty z hagiografii Św. Jan Bożego, patrona zakonu. Zadziwiajacy jest tylko to, że na tablicy jest on nietypowy - arcybiskupi. Oznacza patronat i wsparcie finansowe dla budowy przez Kościół Wrocławski?

  Ośrodek Bonifratrów zajmował pierwotnie teren dzisiejszego szpitala, fabryki obuwia i ogrodnictwa. Trzykrotnie zamieniano go na szpital wojskowy (lata 1914-18; 1939-45-47; 1951-57). W 1958 roku na wzgórzu ponownie rozpoczęto "wykopki". Budowano "Obuwiankę". Na odebranym Bonifratrom gruntach natrafiono na szkielety. Ludzie mówili, że to "kości Ruskich". Pamiętano jeszcze o leczących się w szpitalu syfilitykach z czerwoną gwiazdą. O ich gwałtach w biały dzień i mordach. Spośród pacjentów z "Francuskiej Góry" rekrutowali się Rosjanie, którzy w biały dzień napadli na pociąg Namysłów-Kępno, a potem w sylwestra 45 roku zastrzeli pierwszego namysłowskiego starostę. Po tych wyczynach miasto opustoszało.
  Tych ruskich duchów długo jeszcze bały się kobiety z "Obuwianki", które nocą wracały do domu. Zapomniano jednak, że duży tymczasowy cmentarz Armii Czerwonej znajdował się na drugim końcu miasta, przy Oławskiej. Zapomniano, bo po niedbałej ekshumacji i wywiezieniu ciał do Kluczborka - posadzono tu las. W latach sześćdziesiątych w pocmentarnym młodniku przy Oławskiej zbierano już borowiki.Zresztą amatorów grzybów "na ruskich kościach" nie brakuje i dzisiaj. Kiedy smakują takie borowiki, to możliwe są i inne historie.
   Kto wie, ilu pochowanych nago bez nieśmiertelników żołnierzy Napoleona z "Francuskiej Góry" zaliczono w poczet tych "wyzwolicieli", których ciała przewieziono na cmentarz żołnierzy radzieckich w Kluczborku ?
Ciekawe, ilu z nich przewraca się w grobach, bo gniecie ich beton z czerwoną gwiazdą ?
   Ale takie pytania mogą zadawać sobie namysłowianie dopiero po 1989 roku. Wówczas w Warszawie  krzyczano: "Wasz  prezydent,  nasz  premier !", a w Namysłowie wydano pierwsze broszurowe wydanie niemieckiej "Kroniki Miasta". Dopiero w 1997 udało się prawidło zlokalizować tajemnicze i przeklęte "Piaskowe Wzgórze", które po 1813 roku nazwano "Francuską Górą".

***

  Bonifratrzy wrócili na swoje w 1947. Przyjechali do Namysłowa  z Krakowa. Na krótko, bo co oddano, szybko im odebrano, a na górze przeklętej rozegrał się kolejny dramat. W 1950 roku namysłowscy zakonnicy stanęli przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu. Kamery Polskiej Kroniki Filmowej rejestrowały jeden z najgłośniejszych procesów stalinowskich. Ważne epizody "t e j  sprawy" rozegrały się w małym powiatowym mieście. O tym opowiada pani Colette Dąbrowska-Zawartko, niegdyś nauczycielka przy Konwencie oo. Bonifratrów. Oddajmy głos żywemu świadkowi tych zdarzeń.

 - Zakład oo. Bonifratrów

  - Uruchomiony w połowie 1947 roku Zakład Leczniczo-Opiekuńczy dla Epileptyków był wówczas jedyną tego rodzaju placówką w Polsce. Pod koniec lat czterdziestych przebywało w nim ponad 200. wychowanków. Umieszczano tu chłopców w wieku od 5 do 25 lat. Byli wśród nich przeważnie epileptycy, często młodzieńcy o inteligencji kretyna, ale i jednostki wrażliwe i nieprzeciętne. Zdarzało się, że kierowano tu również nieepileptyków. Na przykład taki Jurek Krawczyk trafił do nas, bo był strasznym jąkałą. Nasz zakład przypominał sierociniec. Najczęściej trafiały do nas wojenne sieroty, przygarnięci przez wojsko synowie pułku. Chłopcy bardzo zdemoralizowani. Oni klęli jak szewcy. W języku rosyjskim, niemieckim, polskim, a nawet węgierskim. To zależało od tego, jakiej narodowości byli żołnierze, którzy usynawiali wojenną znajdę. Przekleństwo bywało często jedynym słowem, które umieli wymówić. Do szkoły chodziło jednak siedemdziesięciu paru wychowanków. Reszta nie nadawała się do nauki. Część pacjentów placówki była tak kaleka lub wyniszczona epilepsją, że leżała obłożnie chora na dwóch salach. Byłam tam parę razy u nich, w tych salach. To było straszne (...).
  - Przy zakładzie działała siedmioklasowa szkoła, w której uczyłam od 1947 roku. Część wychowanków przysposabiano do zawodu niezbędnego przecież w dorosłym życiu. W osobnym budynku mieściły się warsztaty szkolne, a w nim zakłady: szczotkarski, wikliniarski, szewski i krawiecki. W pracowniach przyuczano rozważnie selekcjonowaną młodzież. Na praktykę zawodową mogli trafić tylko ci podopieczni, którzy z  wyprzedzeniem wyczuwali atak lub mieli lekką epilepsję.
  - Przy Konwencie działało również gospodarstwo rolne - dzisiejszy przyszpitalny folwark. Prócz uprawy 60 ha gruntu, hodowano tam krowy, świnie, konie i zajmowano się ogrodnictwem.
  O Konwencie oo. Bonifratrów nie mogę powiedzieć zbyt wiele, bo ojcowie zakonni i siostry zakonne żyli tak jakby odrębnie. Przeorem Konwentu był o. Aleksy - Wincenty Florczak. W Namysłowie przebywało chyba ośmiu zakonników, w większości Ślązaków. My - kresowcy traktowaliśmy ich jak Niemców, bo ich język z poważną domieszką germanizmów, był dla nas raczej niezrozumiały. Ale dwóch, trzech Bonifratrów mówiło ładnie po polsku. W zakładzie przebywały jeszcze dwie zakonnice, jedna z nich (Zofia Dorsz) była księgową.

 - Praca

  - Była rzeczywiście trudna, czasami niebezpieczna. Jednemu z wychowawców chłopcy odgryźli palec, innego tak skopali, że połamali żebra. Kiedy dyrektor zatrudniał mnie, przypominał, aby cały czas czuć plecami ścianę i nigdy nie odwracać się tyłem do wychowanków. Nie bałam się w czasie okupacji Niemców, Moskali, ale bałam się chłopców.
  - Lekcje trwały trzydzieści minut, przerwy piętnaście. Na arytmetyce usiłowałam początkowo używać pomocy dydaktycznych. Kiedy przyniosłam patyczki, mające ułatwić rachowanie, moment nieuwagi, i jeden drugiemu, wsadził do nosa i rozerwał przegrodę. Nie sprawdziły się kasztany, którymi chłopcy rzucali w siebie i oczywiście we mnie. Surowa fasola znowu została przez nich zjedzona. Pozostały tylko palce. Hospitujący lekcje inspektorzy byli szybko sprowadzani na ziemię - demonstracyjnie wypiętym gołym tyłkiem lub stekiem najgorszych przekleństw. Przypominam sobie Wandę Odolską, protegowaną dziennikarkę, przyjaciółkę Bieruta. Była również u mnie na lekcji, bo wówczas komentowała w "Trybunie Ludu" proces namysłowskich Bonifratrów. Z klasy wygnał ja smród - bijący od nie panującego nad zwieraczami chłopca. Bucik wybiegającej z sali pani Wandzi, taki elegancki z wężowej skóry, pośliznął się na czymś rzadkim i śmierdzącym.
  - Często chłopcy mówili tylko - tak lub nie. Sukcesem pedagogicznym było nawiązanie kontaktu z taką osobą, z którą rozmawiałam jak ze swoim psem Perszingiem. Takim beznadziejnym przypadkiem był na przykład Maniuś. Po wielu miesiącach pracy Maniuś wypowiedział swoje pierwsze zdanie: "Pa... ma... dzi... mymy... sa..." (Pani, Maniuś dzisiaj mył się sam). Tak, chłopcy umieli kląć, ale często nie potrafili mówić. Zapisałam oczywiście Maniusowi to pierwsze zdanie w zeszycie. I to był nasz wielki sukces.
  - Innym razem, po dwóch latach, taki na przykład Władziu Papierkarz powiedział mi po raz pierwszy: "Pani". Po moich wielo- , wielokrotnych upomnieniach powiedział mi: "Dobrze, ty kurwo! Będę ci mówił Pani !".   I to był też mój wielki dzień, bo od tego momentu mówił mi już zawsze Pani.

 - Proces

  - Akt oskarżenia zarzucał przeorowi Wincentemu Florczakowi znęcanie się nad wychowankami, taki sam zarzut postawiono woźnemu, Ignacemu Michałowskiemu, podoficerowi armii Andersa. Przeora oskarżono ponadto o wykorzystywanie seksualne chłopców. Wobec wychowanków, wpadających czasami w furię, trzeba było stosować niekiedy przemoc fizyczną. Tę zdemoralizowaną młodzież, zwracającą się zwykle do nauczycieli i wychowawców: ty k... !, ty ch... !, i jeszcze piękniej, trzeba było trzymać krótko. UB do składania zeznań wybierało przede wszystkim niedorozwiniętych umysłowo. Można nimi było łatwo manipulować. Zeznania wyglądały zwykle tak:
-    Wołał cię ojciec do swojego pokoju ?
-    Ehee!
-    I kazał ci ściągać portki ?
-    Ehee !
-    I zgwałcił cię ? Tak ?!
-    Ehee !

"Ehee" - znaczyło dla niedorozwiniętego chłopca tyle co potwierdzenie słowa zbił.

Proces namysłowskich Bonifratrów we Wrocławiu (24-28 stycznia 1950 r. ). Na ławie oskarżonych: o. Wincenty Florczak, siostra Zofia Dorsz, o. Mieczysław Redel, Ignacy Michałowski (woźny), Jadwiga Śmieja (pielęgniarka). Fotografia z "Wężowych studni" Kazimierza Koźniewskiego. Skan "Namislavii".

  - Drugim, podobnego typu, zarzutem Sądu było oskarżenie młodej wychowawczyni o wykorzystywanie seksualne nieletnich.W rzeczywistości ci nieletni obezwładnili ją ... i ... zgwałcili.
  Byłam ostrożna. Chłopcy byli pobudzeni seksualnie. Na lekcjach zdarzały się przypadki jawnej masturbacji.
  - Głodzenie wychowanków ? To, absolutnie, nieprawda ! Pomagała nam UNRRA. Była przecież żywność z gospodarstwa. Ale te dzieci wojny miały syndrom głodu. One chomikowały jedzenie. Bały się, że im jutro zabraknie. Sprawa wyżywienia nie była tak prosta. Nie wolno im było jeść ostrych przypraw i ostrej włoszczyzny. Pamiętam, dodano kiedyś w kuchni zbyt dużo cebuli i soli. Skończyło się masową serią ataków. Zresztą, oni byli łobuzami, którzy często forsowali płot i zwykli niszczyli duże ilości jarzyn w gospodarstwie. Sądzę, że pozostałych zarzutów w ogóle nie warto komentować.

Proces namysłowskich Bonifratrów. Fotografia: Zakony w Polsce Ludowej, cz. VII cyklu Przez morze czerwone, dodatek IPN do "Gościa Niedzielnego", 12 VII 2009, s. 5.

  - Kłamstwem były również oskarżenia o karanie karcerem tych, którzy chodząc do liceum i szkoły zawodowej, chcieli zapisać się do ZMP lub wziąć udział w pochodzie pierwszomajowym. Za popołudniowe zajęcia Hufca Służby Polsce nikogo nie karano odebraniem obiadu. Chłopcom nie było wolno wychodzić z zakładu bez pozwolenia. Tych, którzy chodzili do szkół średnich, było niewielu. Nie przypominam sobie, aby karano ich za te rzeczy. Innych zaś się nie puszczało. Był u nas taki syn lekarza z Wałbrzycha, który wymiotował, a potem jadł te wymiociny. Nie wszyscy z zewnątrz mogliby to znieść. Karceru w ośrodku nigdy nie było. Były oczywiście dwie zamykane sale, wyłożone materacami, gdzie umieszczano chłopców mających ataki. Drzwi w klasach i pokojach nie miały, ze zrozumiałych względów, klamek. W salach, w których przebywali wychowankowie, były okratowane okna.

"BONI-FRATER". W 1950 r. czasopismo satyryczne "Mucha" zamieściło po procesie namysłowskich Bonifratrów karykaturę "najprawdopodobniej autorstwa J. Zaruby, zatytułowaną "Boni-frater": otyły zakonnik bije dyscypliną przerażone i wychudłe do granic możliwości dziecko. Zaznaczona granica światła i cienia nawiązuje do oskarżeń o przetrzymywanie wychowanków w piwnicy. Równiez "Szpilki pokusiły się o komentarz [do] odbywającego się procesu, zamieszczając 6 lutego 1950 r. karykaturę J. Lenicy "Ciemnogród" - cytat i karykatura za Zofią Heppner "Kościół katolicki i kler w karykaturze", "Mówią Wieki", luty 1996 r.


 - Wychowankowie

  - Najmłodszego z nich, Władzia, nazwaliśmy "Papierkarz". On całymi dniami zbierał, prostował i gładził papierki. Łaził za papierkami po całym ośrodku. Kiedy włączano "kołchoźniki", takie głośniki centralnego radia miejskiego, nieruchomiał, potem zmieniał wyraz twarzy. Piękniał i tańczył niczym baletmistrz. Miał niezwykłe poczucie rytmu... Często mówił, że jego mama była tancerką.
  - Drugi, Stefuś Lotnicki, również został przez nas nazwany. Przybył do Namysłowa z Lasek pod Warszawą. Stefuś pamiętał, że jego tatuś był lotnikiem. Opowiadał, że tato biegł z mamą, trzymając go na ręku. Nagle coś huknęło - tatusia już nie było, mamusia już się nie ruszała. Czy była to prawda ? Nie wiem. Z jego teczki osobowej dowiedzieliśmy się, że kiedy w 1945 roku odwiedziła Laski grupa żołnierzy, Stefuś wybrał mężczyznę w mundurze lotnika i z krzykiem: "Tatuś, tatuś !" - rzucił mu się na szyję.
  - Trzeci, Jasiu Zielone Ucho - wspaniała chłopczyna ! Dotarł do nas z tak zapisanym imieniem i "nazwiskiem". I został już Jasiem Zielone Ucho.
  - Inny z wychowanków, stając na baczność, zwykle meldował: "Ja jestem generał, Władysław Sikorski !". Gdy któryś z chłopców mówił, że jest tylko kapralem, Władziu bił go zwykle w twarz. Po tych incydentach nadaliśmy Władziowi to generalskie nazwisko.
  - Kolejny, Jasiu Żarówkarz, obsesyjnie wykręcał - przy każdej nadarzającej się okazji - żarówki. Często wymykał się z zakładu i robił sobie wycieczki po Namysłowie. Pukał do drzwi domów, wzbudzał zaufanie i litość namysłowian. Gdy gospodarze krzątali się, by przygotować sierocie coś do zjedzenia, Jasiu wykręcał wszystkie dostępne mu żarówki. Szarówkasz, tak prześmiesznie wymawiał swój przydomek, umiał robić również "bezpieczne" dla siebie zwarcia. Jak opowiadał mi dyrektor szpitala psychiatrycznego w Branicach, Jasiu spowodował całą serię zwarć w pobliskiej stadninie koni. Nie spodziewano się, że sprawcą tych awarii jest dziecko, stąd też wszczęto śledztwo, które miało ujawnić reakcyjnego sabotażystę z Branic.

Manuel Gomez-Moreno, Św. Jan Boży ratuje chorych z płonącego szpitala.

- Likwidacja zakładu

  - Dalsze losy wychowanków od Bonifratrów były straszne. Najpierw przyszła taka komisja wojskowa i oglądała budynki. Zakładem kierował wówczas Wurzellbaum - kapitan, może major. To był Żyd. Miał amputowaną do kolana nogę, chodził z protezą. Chciał mi zawsze pokazywać ten swój kikut. Na szczęście udało mi się uniknąć tego przykrego widoku. Tenże Wurzellbaum otrzymał służbowe polecenie nakazujące potajemną likwidację ośrodka. Pamiętam, my - nauczyciele przychodzimy pod koniec czerwca do pracy, do szkoły. A na dziedzińcu stoją już okratowane ciężarówki z Branic. Dzieciarnia biegnie ufnie do samochodów. Powiedziano im, że jadą na wycieczkę. - Jak to ? - myślę. Przecież nie mają żadnych rzeczy ! Najstarszych, przeczuwających najgorsze, zapakowano na dwa specjalne samochody. - Tam będzie jedzenie - zapewniano. Na szczęście kilkunastu, już podleczonych chłopców, pod koniec roku szkolnego zabrali rodzice. Kiedy te dwa samochody, z najmądrzejszymi i najstarszymi, minęły bramę z napisem: "Szpital Psychiatryczny w Branicach", wpadli w szał. W stanie furii wyrywali listy z drewnianych ławek ciężarówek. - Epileptycy są piekielnie silni w rękach. Po otwarciu drzwi rozpoczęła się regularna bitwa z pielęgniarzami.

Fotografia z procesu namysłowskich Bonfratrów, drukowana w "Wężowych studniach" Kazimierza Koźniewskiego techniką typograficzną. Przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu (24-28 stycznia 1950r.) zeznają wychowankowie. Skan "Namislavii".

Ja o tym wszystkim dowiedziałam się od kierowcyz Branic, który wrócił do Namysłowa po rzeczy chłopców. Przekazał mi to nieoficjalnie. Była to prośba chłopców. Nazajutrz byłam już w kuratorium w Opolu. Szybko przekonałam odpowiedzialną za sprawy naszych dzieci wizytatorkę, panią Janinę - niestety, nazwiska już nie pamiętam, o konieczności interwencji. Przyjechaliśmy do Branic z pijanym kierowcą, który po drodze zatrzymywał się przy każdej budce z piwem. Przyjął nas dyrektor szpitala, doktor Urban.
  Tłumaczę: - Dzieciom stała się krzywda. I słyszę: "Chłopcy są zbuntowani i agresywni, mieszkają w pałacyku, nie są umieszczeni w blokach dla umysłowo chorych". Idziemy do chłopców. Za mną podążają sanitariusze, nieco w tyle dyrektor i pani Janka. W pałacyku wszystko okratowane z góry na dół. - Widzę ich. Trzymają się siatek. - Niech oni nie idą za mną ! - krzyczę do dyrektora. Mówię chłopcom:  - Od waszego zachowania zależy, czy stąd wyjdziecie. (Część z nich leżała ze strzaskanymi obojczykami, posiniaczona, w izolatkach. W kaftanach bezpieczeństwa).
  - Tydzień robiłyśmy z panią Janką z Opola selekcję. Zbierałyśmy adresy rodzin wychowanków. Zjeździłyśmy całą Opolszczyznę, by upchnąć chłopców po dwóch, trzech w domach dziecka. W Branicach pozostali najciężej chorzy. No i takie łobuzy jak Burbula i Jasiu Papierkarz, którzy stopniowo włączali się do prac w kuchni i pralni. Później często otrzymywali przepustki z Branic i przyjeżdżali do Namysłowa. Zresztą oni tam nieźle łobuzowali. Pewnej nocy spuścili na sznurkach białą kukłę i stukali nią o szyby oddziału dla ciężko chorych. Powstał nie do opisania rwetes i hałas. Widząc kołaczącego do ich okien "ducha", pacjenci wpadli w histerię. Mówił mi o tym doktor Urban.
  - Tak, wtedy udało się nam uratować prawie wszystkich podleczonych już chłopców przed długim pobytem w Branicach.

                                                                          ***
  Elewacja południowa namysłowskiego szpitala. Dzisiaj szara i zaniedbana. Tutaj na słonecznych, żelbetowych werandach leżakowali przed laty młodzi epileptycy, chorzy, kalecy i ranni. Od 1913 roku czuwał nad nimi św. Jan Boży, założyciel i patron zakonu Bonifratrów. Aby go zobaczyć, trzeba nie tylko podnieść głowę, ale i wyjść poza ogrodzenie szpitala. Na dobrze widocznej płaskorzeźbie, ponad poziomem mansardowych okien, błogosławi on trzech chromych. Prawa ręka spoczywa na głowie klęczącego i podpartego o kule młodzieńca. Wszystkich unosi jakby kamienna chmura. Po 1945 ktoś w pośpiechu skuwał duży napis pod płaskorzeźbą. Drażniło go tylko jedno słowo - Caritas.

 

temat / lokalizacja

Dodanych komentarzy: 131

Po latach w Suplemencie "Leksykonu duchowieństwa represjonowanego w PRL-u" (Śląskie Studia Historyczno-Teologiczne 2008, t. 41, z. 1, s. 137–176, Ks. JERZY MYSZOR, S. AGATA MIREK) ukazały się krótkie noty poświęcone siostrze Zofii Dorsz, przeorowi Wincentemu Florczakowi, ojcowi Mieczysławowi Redlowi i woźnemu Ignacemu Michałowskiemu.

Dorsz Zofia − Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Dziewicy Niepokalanej (służebniczki dębickie), ur. 15 II 1911 r., zamieszkała w Namysłowie, ul. Oleśnicka 10, księgowa zakładu dla nieletnich epileptyków w Namysłowie. Stanęła przed sądem apelacyjnym we Wrocławiu najprawdopodobniej 24 I 1950 r. Prokuratorem był dr K. Cincio; na mocy wyroku z 28 I 1950 r. została skazana za przestępstwo z art. 286 § 1 KK na 2 lata więzienia. Uzasadnienie wyroku brzmi: „została uznana winną niedopełnienia obowiązku należytego prowadzenia księgowości, co uniemożliwiło kontrolę i wprowadziło kompletny chaos w rachunkowości zakładu.
Pomagała Florczakowi okradać dzieci i państwo”. Przebywała w więzieniu we Wrocławiu. W więzieniu otrzymywała paczki i widzenia, korespondencję prowadziła z rodziną. W ocenie władz więziennych w czasie odbywania kary w więzieniu Wrocław I nie wykazywała poprawy. Była karana dyscyplinarnie za nieprzestrzeganie regulaminu więziennego. Do przełożonych odnosiła się arogancko, była niezdyscyplinowana.

Bibliografia: AIPN Warszawa, sygn. 01283/845, mf V14-26A-1/-4, Wykaz więźniów karnych i śledczych księży, zakonników i zakonnic przebywających w więzieniu Wrocław I z dnia 28 XII 1950 r.; tamże, Wykaz na 1 I 1951 r. księży, zakonników i zakonnic przebywających w więzieniach; Trybuna Ludu nr 24 z 24 I 1950; nr 28/29 z 28-29 I 1950.

Florczak Wincenty – ur. 1 VII 1909 r., przeor konwentu bonifratrów w Namysłowie, skazany w 1950 r. na 7 lat więzienia „za czyny nierządne”; kierownik zakładu dla nieletnich epileptyków w Namysłowie;ławiu. Oskarżał prokurator K. Cincio; wyrok ogłoszono 28 1950 r. w czasie zorganizowanej akcji prowadzonej przeciw Związkowi Caritas. Został skazany z art. 246 i 286 § 2 KK na 12 lat więzienia (w innym źródle – 7 lat). W uzasadnieniu wyroku: nie dopełniał powierzonych mu obowiązków, nie dbał o stan sanitarny zakładu dla nieletnich epileptyków, bił chłopców, zamykał do karcerni i ciemnicy (urągających wszelkim zasadom higieny), zmuszał ich do nadmiernej i szkodliwej dla ich zdrowia pracy fizycznej. Także rzekomo dopuścił się (uznano go tza winnego) gwałtu na niedorozwiniętych umysłowo wychowankach zakładu: T. Stankiewiczu, A. Krawczyku, K. Pawłowskim, nie mających żadnych możliwości obrony. Także przywłaszczył kwotę 66 tys. złotych, stanowiących własność zakładu (chciał korzyści
majątkowych dla siebie i konwentu ojców bonifratrów w Namysłowie), nie dbał o prawidłowe prowadzenie księgowości zakładu, uniemożliwiając kontrolę i ocenę gospodarki. Według Trybuny Ludu w konwencie krakowskim w czasie okupacji miał się wytworzyć podział na uprzywilejowanych volksdeutschów urządzających ciągle orgie i libacje oraz na tych zakonników, którzy nie wyrzekli się polskości i byli wydawani w ręce gestapo albo wegetowali, żebrząc o pożywienie wśród pacjentów szpitala, którym konwent się opiekował. O. Florczak miał należeć do uprzywilejowanych volksdeutschów i dlatego po wojnie wyjechał z Krakowa do Namysłowa, gdzie został mianowany przeorem konwentu i administratorem zakładu dla nieletnich epileptyków. Od hitlerowców miał zapożyczyć brutalne metody „wychowawcze”, zastosowane w zakładzie w Namysłowie. Przebywał w więzieniu we Wrocławiu „[…]widzenia i paczki otrzymuje od siostry zamieszkałej na terenie woj. wrocławskiego;

Bibliografia: Lista Janusza Stefaniaka; Trybuna Ludu nr 24 z 24 I 1950; nr 28 z 28 I 1950; nr 29 z 29 I 1950. AIPN Warszawa, sygn. 01283/845, mf V14-26A-1/-3, Wykaz z dnia 12 II 1951 r.księży, zakonników i zakonnic aresztowanych w 1950 r. na terenie Wrocławia i woj. wrocławskiego tamże, sygn. 01283/845, mf V14-26A-1/-4, Wykaz z dnia 28 XII 1950 r. więźniów księży, zakonników i zakonnic przebywającychw wiezieniu Wrocław I; tamże, sygn. 01283/845, mf V14-26A-1/-5, Wykaz z dnia 1 I 1951 r. księży, zakonników i zakonnic przebywającychw więzieniach.

Redel Mieczysław − ur. 23 I 1910 r., brat zakonny, bonifrater, przed aresztowaniem zamieszkały w Iwoniczu (pow. Krosno),pracujący w zakładzie dla nieletnich epileptyków. Stanął przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu, najprawdopodobniej 24 I 1950 r. Prokuratorem był dr Cincio. Skazany na 2lata więzienia. W uzasadnieniu wyroku: „nadużywając władzy, bił wychowanków kijem, gumą i rękami, zamykał ich do karceru i ciemnicy, urządzał im nocne „apele”. Skazany na karę 2 lat więzienia z art. 246 i 286 § 2 KK. „Widzeń nie otrzymuje. Paczki i korespondencję otrzymuje od matki. Podczas pobytu w więzieniu Wrocław I karany nie był. Za popełnione przestępstwo nie wykazuje skruchy i żadnej poprawy. Do przełożonych odnosi się z szacunkiem, chce zaskarbić sobie ich władzę”.

Bibliografia: AIPN Warszawa, sygn. 01283/845, mf V14-26A-1/-4, Wykaz z dnia 28 XII 1950 r. więźniów księży, zakonników i zakonnic przebywających w wiezieniu Wrocław I; tamże, mf V14-26A-1/-5, Wykaz z dnia 1 I 1951 r. księży, zakonników i zakonnic przebywających w więzieniach; Trybuna Ludu nr 24 z 24 I 1950;nr 28 z 28 I 1950; nr 29 z 29 I 1950. Patrz: FlorczakWincenty, Dorsz Zofia.

Michałowski Ignacy − zamieszkały w Namysłowie, aresztowany przez Wydział V WUBP we Wrocławiu, oskarżony o bicie dzieci, skazany na 5 lat więzienia.

Bibliografia: AIPN Warszawa, sygn. 01283/845, mf V14-26A-1/-3, Wykaz z dnia 12 II 1951 r. księży, zakonników i zakonnic aresztowanych w 1950 r. na terenie Wrocławia i woj. wrocławskiego.

W 1996 r. nagrałem i później przepisałem fragment ścieżki dźwiekowej Polskiej Kroniki Filmowej  z 1950 r., która w kinach całej Polski nagłaśniała propagandową wersję procesu namysłowskich Bonifratrów z 1950 r. Autorem komentarza był znany polski publicysta, Karol Małcużyński. Uniesionym głosem materiał zdjęciowy komentował lektor Andrzej Łapicki, później wybitny aktor polski:

Budynek Zakładu Wychowawczo-Leczniczego w Namysłowie. To ojcowie Bonifratrzy wychowywali i leczyli dzieci chore na epilepsję.

Wychowywali i leczyli - takie były pozory. A  oto, co się kryło za biało lakierowanymi drzwiami... Ponure cele...Brudne barłogi... Liczne ślady krwi na drzwiach izolatek... To była katownia, a nie zakład wychowawczo-leczniczy.

Przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu dzieci wychowywane i leczone w Namysłowie oskarżały swoich katów. Były to zeznania straszliwe - jak gdyby żywcem przeniesione ze średniowiecznych kronik.[...] Zofia Dorsz - prowadziła fałszywą księgowość, pomagając Florczakowi okradać zakład subwencjonowany przez państwo. Mieczysław Redel, zakonnik Konwentu Bonifratrów, jeden z głównych pomocników Florczaka.

Zarzuty zawarte w akcie oskarżenia potwierdził świadek, ksiądz Gamoń, zastępca Florczaka. Zeznania obciążające złożył również świadek, ksiądz [Antoni] Szczepański, kapelan zakładowy. Za torturowanie chorych dzieci i przestępstwa seksualne ksiądz Florczak został skazany na 7 lat więzienia. Inni oskarżeni, zakonnicy i wychowawcy, otrzymali również kary więzienia w rozmiarze od lat dwóch do czterech.

Ale najbardziej obrzydliwy paszkwil na namysłowskich zakonników ("Wężowe studnie") napisał Kazimierz Koźniewski - pisarz i dziennikarz przez lata związany z "Polityką" i harcmistrz ZHP, agent bezpieki. Sprawa Bonifratrów wymaga wyjaśnień. W śledztwie i procesie złamani zostali namysłowscy wychowankowie i duchowni. Mam wrażenie, że Kościół chce tę sprawę zamieść pod dywan. Cytowane w pierwszym poście hasła osobowe Suplementu głęboko rozczarowywują. Próbowałem kiedyś rozmawiać z namysłowianinem-wychowankiem Bonifratrów składajacym w 1950 r. fałszywe zeznania przed sądem - spotkałem się nie z człowiekiem, ale  ze ścianą milczenia. Wyjaśnienia wymaga również postawa ks. Antoniego Szczepańskiego, póżniejszego szanowanego proboszcza parafii Włochy. Jeszcze w 1996 r. zostałem telefonicznie napadniety przez innego szacowanego i nieżyjacego już obywatela ziemi namysłowskiej, Bronisława Mikluszkę. On ostro protestował przeciwko mojemu reportażowi,  bo twierdził, że proces był sprawiedliwy.

Witaj Tady, wstrzasajaca historia. Uspione male miasteczko na Opolszczyznie z tak odrazajacym watkiem. Dziwi mnie fakt, ze oprocz Ciebie nie znalazl sie nikt inny, kto by sie juz wczesniej zajal ta sprawa. Ja o tym nawet nie slyszalam a zaluje. Czas nagli i dopoki zyja ostatni swiadkowie moze udaloby sie Braci Bonifratow zrehabilitowac. Z uwaga przeczytalam oparta na znalezionych dokumentach w archiwach IPN ksiazke Ks. Isakowicza-Zaleskiego "Ksieza wobec bezpieki na przykladzie archidiecezji krakowskiej". Szokujace sposoby lamania ksiezy nie byly odosobnionymi przypadkami w PRLowskiej rzeczywistosci. Z osobistych rozmow z ksiedzem wiem, ze IPN dysponuje wieloma dokumentami na ten temat. Duze zbiory wydzialu IV SB odpowiedzialnego za inwigilacje i lamanie ksiezy znajduja sie w Krakowie. Nie wiem czy pomoge, ale sprobuje skontaktowac sie z osobami z krakowskiego oddzialu IPN. Gdybys mial czas mozesz poprobowac dotrzec do dokumentow we Wroclawiu. Mysle, ze wroclawski oddzial bedzie rownie zyczliwy dla poszukujacego prawdy. Zycze powodzenia. Reakcje mieszkancow mnie nie dziwia. Grzechy zaniedbania i biernosci ciezko jest odkupic. Wtedy albo sie milczy jak sciana lub obrzuca dazacych do prawdy obelgami. TYLKO PRAWDA NAS WYZWOLI

Sąsiadko40, też uważam, że to wstrząsająca historia. Nadająca się na scenariusz filmowy. Obiecałem sobie, że do tej historii Bonifratrów kiedyś wrócę. Nie chciałem oceniać, drążyć tego problemu, ale chyba będę musiał. Ktoś to musi zrobić. Jestem tylko "emerytowanym" polonistą. Chyba się nigdy nie doczekam na ruchy namysłowskich historyków.

Obiecałam, więc popytałam. Dokładne odpowiedzi uzyskam za kilka dni. Rozmawiałam z osobami interesującymi się PRLowskimi procesami przeciwko Caritas. W związku z tym, że centrum nagonki było w Krakowie i najprawdopodobniej proces wrocławski był odłamem tej całej nagonki materiały powinny być właśnie w krakowskim oddziale IPN. Mam nadzieje, że za kilka dni będę mogła przekazać Tobie bardziej konkretne informacje. Te wszystkie procesy, niestety pokazowe i manipulowane, doprowadziły do przejęcia majątku Caritas przez PRLowskie władze. Wielu fałszywie osądzonych księży i wielu księży tzw złamanych było owocem tej nagonki. A cel przecież tylko jeden: posiąść te majętności. Myslę, że niedługo więcej szczegółów pomoże nam
naświetlić tą mroczną sprawę bo przecież TYLKO PRAWDA NAS WYZWOLI

Tekst reportażu z krótką korespondencją przesłałem Bonifratrom w Krakowie i we Wrocławiu - żadnej odpowiedzi. Przyjechali do Namysłowa tylko windykować swoją własność - szpital powiatowy. Od starostwa dostali w zamian piękny budynek ośrodka zdrowia, przedwojenny szpital powiatowy. Od lat budynek straszy pustką i postępującą degradacją. Po i o namysłowskich Bonifratrach ani śladu, ani słuchu.

Bezpieka i komuniści  kierowali się z pewnością niskimi pobudkami - zawłaszczenie majątku. Chciałem tylko napomknąć, że słowo caritas oznacza również ludzką miłość. Zdeptano więc materię i ducha.  Pachnie to wszystko czerwoną mafią. Operację namysłowskich Bonifratrów musieli rozgrywać najlepsi  "bezpieczniacy". Skoro z Warszawy przyjechała gwiazda "Trybuny Ludu", Wanda Odolska", kochanka Bieruta oraz agent bezpieki o kryptonimie "33" Kazimierz Koźniewski to w Namysłowie w 1950 r. działały inne kwiaty PRL-owskiej bezpieki. W akcji brała udział cała lokalna namysłowska utajniona agentura.  Sztab pewnie mieścił się w "Betanii" - również własności kościelnej, chrześcijańskim przedwojennym domu starców. Po Niemcach i AK-owcach, przyszła kolej na chłopców i zakonników.

Nikt z namysłowskich ubeków nie został nigdy pociągnięty do odpowiedzialności, choćby potępiony jakąkolwiek publikacją. Żadnej o nich  pamięci. PRL-owskie powiatowe szambo. Pływamy w nim od lat, ściek się wyklarował i nie cuchnie, ale ciągle trudno mi przełykać wodę z takich historycznych wężowych studni.

No to dzieki pracy magisterskiej choinki znamy wszystkich zakonników z Konwentu o.o. Bonfratrów, przebywających w Namysłowie w lutym 1946 r.:

Paweł Christella (ur. 1875)
Kosmos Kurpanek (ur. 1904
Franciszek Gonachorowski (ur.1891)
Konstanty Miller (ur.1893)
Józef Plichta (ur.1877)
Juliusz Metzner (ur. 1877)
Andrzej Thiedry (ur. 1870)

Trzech pierwszych zakonników znało język polski, ale wszyscy byli narodowości niemieckiej Co ciekawe, przeor Wincenty Florczak przybył do Namysłowa z Krakowa już 28 grudnia 1945 r. Ogrodnictwo Bonifratrów to 6 mórg ziemi i "cieplarnia". Koźniewski w swoich "Wężowych studniach" łże - pisze, że Bonifratrzy powrócili do Namysłowa z Krakowa dopiero w 1947 r. No i ja wspólnie z moją rozmówczynią powieliłem ten błąd za Koźniewskim.
 

K[C]osmo[a]s Kurpanek to niemiecki przeor, poprzednik  o. Wincentego Florczaka. No i co również ciekawe, przybyly z transportem zabużan 19 kwietnia 1946 r. ksiądz Michał Milewski początkowo – wobec nieżyczliwego przyjęcia przez niemieckiego proboszcza [Roberta Stoschka (Stośka)] – zamieszkał w Konwencie o.o. Bonifratrów.

Choinka jest bardzo skrupulatny, zapisał, że gospodarstwo o.o. Bonifratrów w Wilkowie miało 56 ha. Z panią Zofią Sołtys ustaliliśmy, że znajdowało sie ono tuż za szkołą po przeciwnej stronie drogi i było zapisem, darowizną na rzecz klasztoru.

Warto zwrócć uwagę że Bonifratrzy, podobnie jak reszta ludności niemieckojęzycznej / autochtonów, podlegali weryfikacji narodowościowej. Z tego co pamiętam większość z nich zostało wysiedlonych wraz z pierwszymi transportami Niemców, niemiecki kler i "ojcowie " - traktowani byli przez władze jako zagrożenie ideologiczne i narodowościowe (szczególnie niemieckie kazania), stąd pozbywano się ich w pierwszej kolejności. Ci którzy pozostali i starali się udowodnić że mają polskie korzenie także nie mieli łatwego życia. Nie każdy przeszedł pozytywnie akcję weryfikacyjną. Ślady tych  wydarzeń można uchwycić w moich notatkach (to do Entedego). Możliwe jest więc że "polscy" Bonifratrzy przejmowali majątek po swych niemieckich ojczulkach dopiero w lutym 1946 r. 1947

 

Patrząc na daty być może można stwierdzić czy niemieccy zakonnicy rezydowali w Namysłowie na początku 1946, 1947

Choinko, ja z kolei chciałem  zwrócić uwagę na taki fragment wypowiedzi nauczycielki szkoły działającej przy Konwencie Bonifratrów, p. Colette Dąbrowskiej-Zawartko:

Przeorem Konwentu był o. Aleksy - Wincenty Florczak. W Namysłowie przebywało chyba ośmiu zakonników, w większości Ślązaków. My - kresowcy traktowaliśmy ich jak Niemców, bo ich język z poważną domieszką germanizmów, był dla nas raczej niezrozumiały. Ale dwóch, trzech Bonifratrów mówiło ładnie po polsku.

Choinka, wg Twoich notatek, z osób zamieszkałych w Konwencie Bonifratrów - adres ul.  Oleśnicka 25 - weryfikację z lutego 1946 r. - pozytywnie przeszło kilka osób:

Nowak Szymon(1884)

Liwowski Maksymilian(1874)

Gąsiorowski Franciszek(1891)

Cosmas Adolf (1875)

Świtala Paweł(1863)

To, czym dysponujemy,  nie pozwala nam na  ustalenie, kto z zakonników, namysłowskich Bonifratrów - obywateli niemieckich - przeszedł pozytywnie weryfikację. Może jednak wszyscy, bo byli oni potrzebni w działalności charytatywnej w Namysłowie. Bonifratrzy nie odprawiali otwartych mszy dla namysłowian - byli więc ideologicznie bezpieczni. Poza tym ogrodnictwo przyklasztorne i gospodarstwo w Wilkowie znajdowało się co najmniej do marca 1946 r. w rękach radzieckich. Byli więc potrzebni Rosjanom do pracy w polu i szklarni. Może z  formalnego punktu widzenia przekazanie mienia niemieckich Bonifratrów polskim Bonifratrom za pośrednictwem powojennych władz Polski następuje w 1947 r., ale przecież oni są tu cały czas. Nie wiem, czy opuszczają Namysłów w czasie przymusowej styczniowej ewakuacji. Jeżeli opuszczają (najprawdopodobniej tak) Namysłów w styczniu 1945 r. , to z pewnością szybko tu wracają. Kościelny desant o. Wincentego Florczaka z Krakowa następuje już w grudniu 1945 r. Świadczy to o tym, że Bonifratrzy wrócili do Namysłowa dość szybko. Polski rezydent - przyszły przeor działa tu już w  1945 roku, dlatego napisałem o łgarstwie agenta "33" - Kazimierza Koźniewskiego.

P>S>

Dopiero teraz zauważyłem, że nie zgadzają mi się adresy. Konwent Bonifratrów - tak wynika z akt procesowych - ma adres Oleśnicka 10. Ta grupa wymienionych wyżej i pozytywnie zweryfikowanych autochtonów zamieszkiwała przy Oleśnickiej 25. Czy to adres gospodarstwa pomocniczego Bonifratrów? I sa to pracownicy rolni zatrudniani przez zakonników? Nie wiem.

 

Jest jeszcze jedna krótka relacja dotycząca likwidacji Zakładu dla Dzieci Kalekich i Epileptyków o.o. Bonifratrów, o której nigdy namysłowianom nie pisałem. O likwidacji kaplicy w Konwencie Bonifratrów opowiedziała mi na kilka lat przed śmiercią pani Józefa Korzeń, moja sąsiadka, jedna z najstarszych pielęgniarek namysłowskiego szpitala. Duża kaplica mieściła się w starym budynku oddziału dziecięcego powiatowego szpitala. Tam, gdzie dzisiaj planuje się przeniesienie całej administracji szpitala. Po procesie w 1950 r. pewnej nocy "ubecy" załadowali piękny neogotycki ołtarz Bonifratrów na ciężarówkę i wyładowali  potajemnie przed głównymi drzwiami wejściowymi kościoła pw. ŚŚ. Ap.Ap. Piotra i Pawła. Być może jeden z ołtarzy bocznych kaplic jest ołtarzem z kaplicy Bonifratrów. Trzeba wziąć tylko starą widokówkę z fotografią tego ołtarza - a taka istnieje - i porównać z ołtarzami kościoła. Odnalezienie ołtarza Bonfratrów byłoby ciekawy odkryciem.

Ale się napowtarzałem z tym ołtarzem, ale nie znajduję synonimów dla tego słowa.

ołtarz - brakuje określeń w słownikach - więc wymyślam sam: liturgiczny mebel;) stół pański, ofiarny stół - żadno wyrażenie synonimiczne nie nadaje sie do mojego postu.

Okazuje się, że w proces namysłowskich Bonifratrów były zaangażowane późniejsze PRL-owskie elity prawne. Prokurator oskarżający w 1950 r. Bonifratrów, dr K. Cincio, to przyszły profesor dr hab. Karol Cincio, twórca Katedry Postępowania Karnego Uniwersytetu Wrocławskiego. O jego roli w procesie ani śladu, bo należał on do wrocławskiej i uniwersyteckiej elity. Jak wrocławski IPN za prof. Leona Kieresa miał zająć się badaniem procesu Bonifratrów, które zniszczyłoby naukowy autorytet starszego kolegi z UWr?

Namierzyłem [późniejszego] szefa PU BP Namysłów , a wcześniej [ wtedy] zcę komendanta KP MO Namysłów z czasów śledztwa, procesu i likwidacji Zakładu oo. Bonifratrów. To Leon Brandel.  Jego portret wisiał na opolskim Rynku. Na wystawie " Twarze oplskiej  bezpieki". Ciekawe imię matki - Złata. Miejsce urodzenia też - Podwołoczyska, przedwojenne woj. tarnopolskie, miasteczko nad Zbruczem.

No to nasz "ubek" został napiętnowany przez IPN  Ś.P. Janusz Kurtyki. Dzisiaj wreszcie wiemy za co. Przeczytajcie sobie dyskusję na forum NTO. Te głosy oburzenia, spowodowane publiczną prezentacją twarzy funkcjonariusz UB i SB. Po namysłowskim śledztwie szybki awans na szefa UB w Kłodzku, potem w samym Wrocławiu. Ciekawa kariera i postać. Jeszcze jeden "zasłużony" dla miasta Namysłowa i Dolnego Śląska:))

P>S> Proces Bonifratrów rozpoczął się w trzeciej dekadzie stycznia 1950 r. Wtedy Leon Brandel byl tylko zcą szefa KP MO Namysłów. Potrzeba jeszcze dwóch nazwisk - szefów PU BP i KP MO Namysłów.

Entedy, wiem, że moja kolejna prośba nie powinna znaleźć się pod powyższym tekstem. Nie bardzo jednak mam pomysł, gdzie ją umieścić (to prośba skierowana też do innych, jak choćby Sz.P. chestera czy choinki146). Będąc małych łebkiem pamiętam komin na terenie namysłowskiego browaru, który przez kilka tygodni zasłynął pewnie dużo dalej niż sięgała moja ówczesna wyobraźnia. To był początek lat 80-tych, a na kominie, o ile dobrze pamiętam, ktoś z dnia na dzień (tu w nocy) nagle wysmarował napis: "PRECZ Z ZSRR, PRECZ Z HUNTĄ" (tak go zapamiętałem, bo wydaje mi się, że juntę napisano właśnie przez H, a może jednak J?). Mieszkałem wtedy w 6-klatkowcu przy ul. Reymonta i był on stamtąd doskonale widoczny. Pamiętam, że przez pierwsze dni od pojawienia się napisu lokalna milicja pojawiała się na naszym podwórku tak często, jak nigdy wcześniej, ani później ;-). Niewiele wówczas z tego rozumiałem, ale nie zapomnę, że gdy kilka razy stałem przy zamkniętym przejeździe kolejowym obok browaru (uczyłem się w "Jedynce", więc codziennie śmigałem trasą przy browarze), to widok okien pociągu był dla mnie niesamowity (a wtedy kolej, to był środek transportu mnóstwa ludzi, nie to, co dziś). Dosłownie wszyscy przyklejeni byli do szyb, zadzierając głowy w kierunku napisu na kominie. Chyba nawet w pierwszych dniach po "zdarzeniu" milicja nie pozwalała ludziom chodzić tamtymi okolicami. Przez kilka tygodni był to temat nr 1 w Namysłowie. Sąsiedzi na ławkach o kominie gadali szeptem. Ale nie wiem, czy dlatego szeptem, że mieszkał w naszym bloku (co najmniej jeden) "ormowiec".
Chciałem zapytać, czy ktoś zna może całą historię i plan powstania napisu? Kto się podjął jego wykonania, i jak się to dla niego skończyło?
Może mógłbyś entedy wrzucić tę historię w formie osobnego wpisu, aby i inni mogli dopisywać do niej swoje spostrzeżenia czy też wiedzę, którą na ten temat posiadają? W wolnej chwili oczywiście, np. pod koniec września, czy też później. Jakby nie patrzeć, to też kawałek namysłowskiej historii . Akurat historii związanej z czasami stosunkowo bliskimi (nie pamiętam, czy był to akurat rok 1981). Komin ten można śmiało nazwać namysłowską cegiełką (a był ceglany :-)) w walce o obalenie komuny.

Napis wymalowali moi koledzy, właściwie bardziej mojej starszej siostry. Adam Tułacz i Romek Ciesielski. Starzy namysłowscy "antykomuniści". To były zresztą niezłe łobuzy. Dowiedziałem się o  tym dopiero w latach 90. Ja konspirowałem od 13 grudnia we Wrocławiu. Przyjechałem do domu po miesięcznym strajku studenckim na UWr., nazajutrz usłyszałem naszego Pinocheta w ciemnych okularach, spakowałem plecak, wsiadłem w pociąg. Do domu wróciłem po miesiącu. Ja widziałem napis już zamalowany. Dla mnie nie byl on takim mitem. Szkoda, że nie pociągnąłem ani jednego, ani drugiego za język. Oni maja zreszta taki wewnetrzny żal, że dzisiaj nie pamięta się o napisie ani o tych, co napis wymalowali. Może pisał o nich Romek Rączy - nie wiem. To są dzisiaj panowie po pięćdziesiątce. Warto o nich napisać reportaż hisoryczny. Trzeba to nadrobić.

RedNacz powinien z nimi przeprowadzić wywiad. To nieznani bohaterowie namysłowskiego podziemia.

Malował zdaje się jeden - Romek Ciesielski. Nie znam detali. Na taki napis poszło dużo farby. Jeden musiał chyba dźwigać wiaderko, drugi malować? Romek mówił mi, że żołnierz, który odważyl sie wejść na komin i zamalować napis dostał tydzień urlopu.

Domyślam się, że mówimy o żołnierzu służby zasadniczej. To pewnie z Jastrzębia? A może ktoś wie, jak wobec tego wyglądał ciąg dalszy żołnierza, który zamalował napis? Bo zakładam, że skoro odważył się na taką przysługę władzy, to pewnie nie miał już wstępu do namysłowskich lokali (czy w ogóle do Namysłowa) podczas przepustek...

To przykre ale też nie pamiętam szczegółów,Romek Rączy na pewno o nich pisał.Być może jeszcze gdzieś mam Jego powielaczowe biuletyny w domowym archiwum ale to będzie trudne do "odkopania".
Entedy ma rację,warto by z nimi porozmawiać, też mam taki apel i prośbę do RedNacz. Adama Tułacza doskonale pamiętam,to mój wychowanek z podstawówki(jedynki),niezły był z niego łobuziak ale go lubiłem i On to doskonale wyczuwał, też darzył mnie sympatią na swój sposób, w sumie mieliśmy dobry kontakt,ratowałem go parę razy z opresji jak narozrabiał w szkole.
Po moim odejściu ze szkolnictwa,kontakty się urwały.
Namislaviak masz ciekawy pomysł,warto by przypomnieć i szerzej naświetlić ten ciekawy i niezwykły wątek walki namysłowian z komuną i bezpieką.Temat bardzo na czasie a tego wrażenia jakie wywołał ten napis, gdy pojawił się na kominie, nigdy nie zapomnę.
Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na dalsze równie ciekawe pytania,tym bardziej,że entedy odgraża się,że musi zwolnić na blogu tempo(szykuje się Mu dużo pracy a wysoka pozycja LO Namysłów zobowiązuje) a więc Ktoś musi go zastąpić.Nie tylko starzy wyjadacze i emeryci jak ja ale właśnie młodzi namysłowianie,którzy chcą i mają coś do powiedzenia.

No to jeszcze jeden temat w pewnym stopniu związany z likwidacją Konwentu Bonifratrów w 1950 r. i przestrzenią wokół szpitala powiatowego. Zasygnalizowałem go w części reportażu pt. "Góra przeklęta".  Zaczęło się od artykułu "Tajemnica Piaskowego Wzgórza". W tym tekście zwróciłem się do namysłowian z apelem, aby zdali relacje z odkrytych za Konwentem masowych grobów w czasie budowy "Obuwianki" w latach 50. Zakład obuwniczy stawiano na gruntach należących niegdyś do Bonifratrów. Wysunąłem wówczas hipotezę, że  były to być może masowe groby żołnierzy Wielkiej Armii, którzy w latach 1812-14 zostali pochowani podczas epidemii tyfusu w Namysłowie, a zostali oni potraktowani jako żołnierze Armii Czerwonej.

Nie odezwał się właściwie nikt z namysłowian. Jeden tylko artysta-plastyk, nieżyjący już pan Nykiel,  zwrócił uwagę, że na boisku Bonifratrów byli jednak niegdyś pochowani również żołnierze radzieccy. Tam też znajdował się w latach 50. betonowy pomnik z czerwoną gwiazdą. I tam właśnie w Dzień Zwycięstwa i w rocznicę Rewolucji Październikowej cały Namysłów składał wieńce i kwiaty. Stąd też powojenna nazwa ulica Braterska, bo chodziło o braterstwo polsko-radzieckie. Zreszta nazwa polska ulicy nawiązywała w "jakimś sensie" do niemieckiej przedwojennej Bruederstrasse.

Ja z kolei wiedziałem od syna autochtonki, p. Kabata, że właściwy parohektarowy cmentarz żołnierzy radzieckich znajdował się tuż po wojnie przy ulicy Oławskiej. Uznałem więc te groby z Braterskiej za Szpitalem za komunistyczną propagandową "ściemę". Nikt nie potwierdzał tej PRL-owskiej manipulacji. Dopiero wspomnienia harcerskie Kazimierza Kulińskiego przywołane przez "madzika" utwierdziły mnie w przekonaniu, że tak było jak myślałem. Dh Kuliński potwierdził jako drugi namysłowianin, że pod koniec lat 50. sadził po ekshumacji na byłym dużym cmentarzu żołnierzy radzieckich sosnowy młodnik - las za rozdzielnia wysokiego napięcia, tzw "Elektrownią", ciągnacy się aż po Nowy Cmentarz przy ulicy Oławskiej.

Pisząc tekst reportażu "Wzgórze Dobrych Braci" ("Stalinowski proces namysłowskich Bonifrtarów"),  zastosowałem pisarską prowokację. Myślałem, że jak uderzę w stół, odezwą się jakieś PRL-owskie nożyce. Nikt się nie odezwał, choć setki namysłowian chodziły tam na propagandowe spędy, by złożyć radzieckim braciom hołd, wieńce i czerwone kwiaty.

P>S> Dzisiaj juz wiemy dzięki historykom z forum www.napoleon.org.pl, że pozukujemy masowych mogił nie tylko Francuzów, ale również żołnierzy VIII Korpusu księcia Józefa Poniatowskiego, bo to oni po zdradzie - wysadzenie mostu na Elsterze -  odcinającego odwrót,  byli także pędzeni jako jeńcy po Lipsku  przez Namysłów do Rosji. Pisałem o tym w tekście:

 Tablica pamiątkowa na Piaskowym Wzgórzu - czy tylko dla Francuzów?

 

 

Jest jeszcze jeden aspekt sprawy, skąd za Szpitalem na Braterskiej, namysłowianie z wykrywaczami metali znajdują sporo guzików wojskowych z  orzełkiem bez korony? Są to na pewno ślady obecności w Namysłowie żołnierzy 2 Armii Wojska Polskiego. Musieli być leczeni w namysłowskich radzieckich szpitalach. Dlaczego wykrywacze nie znajdują guzików z sowiecką gwiazdą? To też ciekawe. Lekko ranni żołnierze byli zawsze podejrzewani przez NKWD o uchylanie się przed walką, zwykle stawali przed sadem i traktowani byli jak dezerterzy. Może skazywano ich w Namysłowie? Nago bez munduru, bez prawa do imiennej mogiły? Po bitwie pod Budziszynem zaginęło lub zdzerterowało ponad 2000 tysiące Polaków. Wędrowali jako maruderzy chyłkiem i przez Namysłów do ojczyzny. Nie każdemu udało sie wrócić.

Co do pochówków czerwonoarmistów na terenie "Obuwianki".
Przypomniała mi się otóż informacja, którą powiedział mi dziadek bodajże jakieś 5 lat temu. Przechodząc chodnikiem, między Placem Targowym, a gmachem Urzędu Miejskiego dziadek wskazał na skwer koło urzędu i powiedział, że "tam chowano ruskich". Spróbuję dzisiaj potwierdzić tę informację, czy to prawdziwe wspomnienie, czy moja pamięć płata figle ;) Dziadek przyjechał do Namysłowa bodajże 27 czerwca 45' roku z Kosowa, więc musiałby pamiętać ten 'cmentarz' najwcześniej z lata 1945.
A co do cmentarza na Oławskiej... Gdyby była znana dokładna lokalizacja to możnaby było coś wypatrzeć... Jest miejsce w lesie ogrodzone drutami i kamiennymi słupami (młodzi i "troszkę starsi" pewnie kojarzą "Brzózki" ;p ). Może to tylko pozostałość szkółki leśnej, jakiejś własności prywatnej, a może jednak jakiś ślad naprowadzający... Sam teren lasu wydaje się być zadrzewiony jeszcze "za Niemca", co widać na mapie z 1938 r (łatwa do znalezienia w google, pochodzi bodaj z biura kartograficznego ziem północno-zachodnich w Poznaniu), ale część mogła być zalesion później...

...stale opiekowaliśmy się grobami żołnierzy radzieckich na dwóch cmentarzach, przy ul. Braterskiej i Oławskiej, istniejących tu od początków lat pięćdziesiątych(...) W szeregach organizacji „Służba Polsce” harcerze uczestniczyli w zasadzeniu l5-hektarowego nieużytku przy ul. Oławskiej, gdzie dzisiejszy już las jest terenem spacerowym i dziecięcych zabaw.

[Kazimierz Kuliński, Harcerstwo w moim życiu]

Madzik, gmatwasz wszystko. Nie chodzi o pojedyncze groby żołnierzy radzieckich, bo te były rozsiane po całym mieście, wg wspomnień p. Zofii Sołtys kilka grobów znajdowało się w 1945 r. nawet na placu Rynku, ale o dwa zorganizowane instytucjonalnie cmentarze - przy Oławskiej (duży i zapomniany przez wszystkich) i przy Braterskiej (pamiętany i hołubiony, choć mały). Do tego sie ograniczmy.

Dzisiaj dowiedziałem się,że napis zamalował,nie żaden żołnierz ale profesjonalista,bo zawodowy dekarz,nieżyjący już p. Michał Dępniak z Wilkowa(będziemy jeszcze sprawdzać tę informacje),wątek jest cały czas badany i weryfikowany..

Chester rozpracowuje wnikliwie i detalicznie kwestie napisu na kominie. Wychodzi na to, że jest zupełnie inaczej niż ja to kiedyś usłyszałem z ust dwóch namysłowian. Oni  jeszcze w latach 90. rozmawiali dość tajemniczo, jeszcze w konspiracyjnym stylu, posługiwali się półsłówkami. Z tych rozmów nie tylko odniosłem wrażenie, że jeden i drugi maczał w tym palce. Dzisiaj jeden z nich wycofuje się z akcji napis na kominie Browaru. Sam nie wiem, co mam o tym sądzić. Legendy zawsze mają wiele wariantów. Czas wreszcie, aby niejasną legendę o antykomunistycznym napisie na kominie Browaru zamienić w pisaną historię. Chyba się pospieszyłem z odpowiedzią na pytania "Namislaviaka". Słowa można różnie rozumieć. Tak to jest z tymi relacjami ustnymi - trzeba je weryfikować, bo w legendarnych opowieściach sporo kwestii się nie zgadza. Nie wydaje mi się, abym wyskoczył z tymi dwoma nazwiskami jak filip z konopii. Coś mi się po kilkunastu latach tu nie zgadza.Czyżby przyznanie sie do autorstwa napisu nawet po blisko 30 latach było nadal kłopotliwe?

Poznałem dzisiaj ciekawego gościa z lewej strony politycznej sceny Namysłowa i okolic. Był bardzo zainteresowany wystawą "Namysłów na starej widokówce". Mowa o Antonim Płócienniczaku, współwłaścicielu przedsiębiorstwa rolnego PAGRO w Pągowie, w poprzedniej kadencji radnym i przewodniczącym Rady Powiatu z listy SLD. Tym, co poległ w ostatnich wyborach w wewnętrznej SLD-owskiej rywalizacji z dyrektorem Półrolniczakiem z Wilkowa.

Najbardziej zaskoczył mnie, kiedy podszedł ponownie pod stojaki z  widokówkami na wystawie i z satysfakcją i dumą powiedział: Ja to kupiłem. Stał przed gospodarstwem Konwentu o.o. Bonifratrów - mieszczącym się tuż za Szpitalem, po drugiej stronie szosy. Wyjaśniał: Tego okna już nie ma.Te drzwi są zamurowane. Brakuje też pięknych okienek strychu. Gospodarstwo Bonifratrów "poszło" - jak twierdzi - dopiero w trzecim przetargu. Dzisiaj jest starannie remontowane przez ojca i syna.

Chesterze i Namislaviaku, napis na kominie Browaru w stanie wojennym wymalował jednak Romek Ciesielski sam. Ma zachowaną fotografię komina z napisem!  Rozmawiałem z nim dzisiaj w drodze do pracy. Potwierdził również, że jego napis zamalował zawodowy dekarz z Wilkowa, nieżyjący już pan Michał Dępniak.

Adam Tułacz w okresie stanu wojennego także malował napisy antykomunistyczne, ale  na namysłowskich drogach. Jak powiedział dzisiaj ze znana sobie ironiczną swadą  Romek  Ciesielski, Adam był już wtedy za ciężki, aby wejść na komin:)

Dziękuję "entedy" za kolejne krzepiące i sprecyzowane wieści (myślę tu o śp. osobie, która zamalowała napis - zatem nie żołnierz). A skoro wspomniałeś, że rozmawiałeś z Panem Romanem o "akcji" i o zdjęciu, to teraz z niecierpliwością czekam, kiedy zeskanujesz fotkę i zamieścisz link do niej! Dla mnie to już wydarzenie dnia, w którym po latach będę mógł znów zobaczyć komin, który przeszedł do namysłowskiej legendy.

Ja z kolei po południu rozmawiałem z mamą p.Romana Ciesielskiego(byłem u Nich w domu,p.Romana nie było,bo był w pracy) i też wiem,że to On malował napis.Mama p.Romana,Pani Irena Ciesielska opowiedziała mi wiele ciekawych szczegółów z dnia w którym malował jak i z okresu po namalowaniu napisu.
Widziałem też słynne zdjęcie komina z namalowanym napisem i datą 27 kwietna 1983r.,a więc napis musiał być wykonany 2-3 dni wcześniej.Zdjęcia do skopiowania p. Irena nie chciała mi udostępnić,myślę,ze nie mogła tego zrobić bez uzgodnienia z synem,tj p.Romanem.Mówiła z pewną obawą,że to jedyne zdjęcie jakie posiada i jest z nim związanych wiele dramatycznych wspomnień,było jeszcze inne, drugie zdjęcie komina ale zaginęło.
To zdjęcie wg. informacji Pani Ireny Ciesielskiej wykonał p.Mariusz Łupiński(być może posiada On jeszcze jego odbitki?)
Jeszcze jedna istotna informacja,sprawę napisu a zwłaszcza jego zamalowania i tego co się działo wtedy w browarze ,wg. Pani Ireny doskonale zna i może ciekawie o tym opowiedzieć p.Józef Czarnecki z Namysłowa,emerytowany pracownik Browaru Namysłów.
Co do sprawy wykonania kopii zdjęcia,to sprawa jest otwarta..
Sądzę,że tych zdjęć może być więcej,czytaj różnych ujęć,ze słów Pani Ireny wynika,że posiadała dwa różne zdjęcia komina z napisem.
Namislaviak masz rację, treść napisu dobrze zapamiętałeś,to "PRECZ Z ZSSR PRECZ Z JUNTĄ", junta jest napisana prawidłowo.
Jeżeli RedNaczowi uda się zrealizować wywiad z bohaterem(i osobami znającymi kulisy tych wydarzeń)a następnie zmontować i wyemitować jako audycję w Radiu Opole,to dla namysłowian i nie tylko,może to być spora sensacja.

Dziękuję i "chesterowi" za kolejne sprecyzowanie wątku (właściwie to z góry przepraszam wszystkich, do których piszę per "Ty", podczas gdy mnie od Panów "entedy'ego", "chestera" i "choinki146" dzieli pewnie spora różnica wieku, ach ta niepoprawna "netykieta"...). Wiemy więc, że to nie rok 1981, a 1983. To o tyle istotne, że nie mogłem (gdzieś w podświadomości) powiązać kominowego napisu z brakiem dobranocki w TV ;-). Wychodzi na to, że rocznikowo dobijałem wtedy 8 lat. Przyznacie Panowie, że to musiało być sporo wydarzenie w naszym miasteczku, skoro nawet 8-latek, zamiast kojarzyć I komunię czy inne przyjemne wydarzenia (prezenty), do dziś pamięta treść napisu (junta jednak przez przez J) :-). Mimo wszystko liczę, że Pan Roman weźmie pod uwagę chęć poznania tejże historii przez młodsze pokolenie i zechce udzielić nam więcej informacji (vide robota dla RedNacza ;-)). Oczywiście z unikalnym zdjęciem!

Romek Ciesielski jest dopiero dzisiaj gotowy mówić o akcji napis na browarnianym kominie, bo zupełnie niedawno przeszedł zawał serca. Wcześniej podejrzewany przez znajomych o namalowanie antykomunistycznego napisu ironicznie zaprzeczał. O akcji wiedziała tylko najbliższa rodzina - pierwszy domyślił się jego ojciec. Odnalazł pochlapany farbą cepeenowski kombinezon po starszym bracie i kazał go natychmiast spalić. Romek malował napis nocą. Miał tylko białą farbę. Puszkę przewiesił na sznurku przez pierś i ramię. Kiedy schodził z komina miał omdlałe mięśnie. Pnąc się do góry opukiwał nieufnie każdą klamrę, ale wszystkie wygięte grube pręty były solidnie zacementowane.

Jak mówił, kolejarze i kierowcy PKS bodajże przez kilka tygodni odprawiali rytuał popularyzowania napisu. Kolejarze nocą podświetlali komin, a kierowcy PKS-u wybierali specjalnie trasę przez przejazd, obok komina, a potem Reymonta, by jak najwięcej ludzi mogło krzepić się buntowniczym hasłem. Romek Ciesielski, kiedy malował napis, miał 25 lat.

Namislaviak:

(właściwie to z góry przepraszam wszystkich, do których piszę per "Ty", podczas gdy mnie od Panów "entedy'ego", "chestera" i "choinki146" dzieli pewnie spora różnica wieku, ach ta niepoprawna "netykieta"...)

He...he...he...  No -  tu na blogosferze spotykają się co najmniej trzy pokolenia. Chester  jest moim nauczycielem i wychowawcą z podstawówki. Ja jestem nauczycielem RedNacza:)) Co do "choinki" to się "namislaviak" pomyliłeś. On jest od Ciebie nieco młodszy:))

Mnie interesuje, jaką wysokość miał browarniany komin? Dysponując tymi danymi i  fotografią, da się ustalić, ile metrów nad ziemię, "na których piętrach wirtualnego wieżowca" był wymalowany napis. To powinno dać dobra skalę namysłowskiego wyczynu Romka.

Myślę,że ustalenie wysokości nieistniejącego już komina da się załatwić.Spróbuję jutro zadzwonić do zaprzyjaźnionego pracownika Browaru i poprosić go o pomoc w tej kwestii,sądzę,że mają jakąś dokumentację w archiwum na ten temat. Starsi pracownicy Browaru też mogą to pamiętać,trzeba tylko popytać.
Natomiast sprawa zdobycia zdjęcia jest nadal otwarta..
Dobrze by było dotrzeć do Pana MARIUSZA ŁUPIŃSKIEGO,bo zdjęcie,które widziałem u Pani Ireny Ciesielskiej było zrobione profesjonalnie,widać,że to była odbita(tych zdjęć musiało być więcej).Jutro rozpocznę poszukiwania p.Mariusza,pomoc mile widziana,zapraszam namysłowian do współpracy.

Okazuje się,że ustalenie wysokości komina nie jest takie proste,dochodzę do wniosku,że bez dotarcie do dokumentów źródłowych nie da się precyzyjnie określić jego wysokości.Relacje różnych osób mówią o wysokości od 48m. do ponad 84m., co tylko potwierdza tezę,że na relacjach ustnych i pamięci pracowników browaru,nie zawsze można polegać.No,cóż pamięć jest zawodna i lubi płatać figle.
Wg relacji p.Jana Kamińskiego b.pracownika browaru komin miał wysokość 68m.(będę jeszcze weryfikował jego parametry),najciekawsze zaś jest to,że wg. Niego były trzy wejścia na komin,zanim napis został zamalowany.Pierwsze wejście miało na celu pobranie próbki farby,w celu ustalenia rodzaju farby,którą napis wykonano(nie pamięta,kto wchodził,pamięta tylko,że wchodzący dotarł do pierwszej litery od dołu,czyli "Ą" i stamtąd pobrał próbkę farby oraz,że litery miały ok. 1 metra wysokości).
Drugiego wejście dokonał wymieniany już dekarz p.Michał Depiak z Wilkowa,który zmywał litery roztworem sody kaustycznej,niestety zmywanie było nieskuteczne,gdyż napis był nadal dobrze widoczny. Tu uznanie dla p.Romana Ciesielskiego, wybrał tak dobrą farbę,że "fachowcy" z opolskiego SB(i MO),mieli duże trudności z wyborem sposobu usunięcia czy też zamalowania napisu.
Dopiero trzecie wejście, wg. p.Kamińskiego i zamalowanie liter odpowiednio dobraną farbą dało wymierny efekt ale nie do końca,bo jak mi opowiadał,przy dobrym słonecznym oświetleniu napis "przezierał" spod kryjącej go białej farby(nie pamięta kto wchodził i zamalowywał napis ani kiedy to było,czy jeszcze w kwietniu,czy już po 1 Maja 1983r).Jeżeli napis został zamalowany,po 1 Maja 83r.,to mieliśmy arcyciekawe obchody święta 1 Majowego w Namysłowie, pod antykomunistycznymi hasłami "Precz z ZSRR Precz z Juntą".Może jednak SB-ecja sprężyła się i doprowadziła do zamalowała napis przed obchodami święta 1 Maja?!.Kto to pamięta,to trudne pytanie? Czekamy na reakcję,prosimy o pomoc naszych forumowiczów i odwiedzających ten portal.

Spotkaliśmy się w czwartek - chester, RedNacz, ja i główny bohater, Roman Ciesielski. Rodzi się dzięki dużemu wysiłkowi chestera, blogosferze i namislaviakowi duży reportaż radiowy. Chester spotkał się z wieloma osobami. Na temat akcji buntowniczy "napis antypaństwowy" wiemy coraz więcej. Nie będę jednak podawał informacji zebranych przez chestera. Myślę, że zrobi to sam. Zobaczymy, co zmontuje z tego RedNacz. Może to być głośny reportaż. Chester będzie jego narratorem - nadaje się do tej roli, bo jest świetnym gawędziarzem

Dzięki entedy za pochwały,Twoja zasługa w tej historii,też jest znacząca.Ty wiedziałeś kto namalował napis i to był prawidłowy trop.No i wielkie uznanie dla namislaviaka,bo to On wywołał temat i zadał inspirujące Nas pytanie.Ja tylko podjąłem temat i zacząłem go dalej drążyć.
Obecnie spisuję wszystkie informacje,które udało się nam ustalić,coś w rodzaju wstępnego streszczenia,materiału wyjściowego do scenariusza przyszłego reportażu radiowego.
Mam jeszcze planowane kolejne dwa spotkania; liczę na dodatkowe i uzupełniające informacje.
Co do sprawy narracji,to wydaje mi się,że to jest jeszcze być sprawą otwartą..
Pożyjemy,zobaczymy? Chwała i uznanie dla naszego RedNacz,że podjął temat.Zapewne decyzję wkrótce zapadną.
Jak zakończę badanie sprawy,oczywiście wtedy napiszę więcej.
Pozdrawiam Wszystkich czytelników blogosfery i zapraszam do zadawania równie ciekawych i inspirujących pytań,zostało jeszcze tyle spraw do wyjaśnienia a ludzie tak szybko odchodzą.

Dorzucę jeszcze swoje 3 grosze w kwestii komina. Być może podsunę chesterowi, entedy'emu i RedNaczowi kolejne pomysły do kompleksowego wyjaśnienia sprawy. Poniżej podaję zestaw pytań, które nasunęły mi się w trakcie kolejnych wpisów w temacie (zakładam, że niektóre – może wszystkie? – zostały już wstępnie głównemu bohaterowi zadane):
1. Skąd pomysł namalowania napisu akurat na kominie?
2. Czy brano pod uwagę inną opcję (napis na innym obiekcie w mieście, inna akcja)?
3. Ile dni, tygodni, miesięcy wcześniej padł pomysł akcji „komin”?
4. Ile osób brało udział w akcji (czy brano pod uwagę większą liczbę osób do pomocy)?
5. W jaki sposób dwaj Panowie biorący udział przy tworzeniu napisu weszli na teren browaru (czy pomagały im osoby trzecie)?
6. O której godzinie weszli na teren zakładu?
7. Ile godzin trwała cała operacja?
8. Jak wysoki był komin?
9. Czy po farbę, którą malowano napis, osoba malująca napis musiała schodzić, by uzupełnić wiadro (ile razy)?
10. W jaki sposób na wysokim kominie zabezpieczył się malujący napis?
11. Co zrobiono z dowodami rzeczowymi (ubrania, farba, pędzle, kubeł, itp.)?
12. Skąd wzięto farbę (czy napis malowano wałkiem czy pędzlem)?
13. Kiedy napis zamalowano (i kto, co dziś się z tą osobą dzieje)?
14. Jakich technik do zamalowania napisu użyto (już wiemy, że okazała się trudna w usunięciu)?
15. Czy w związku z pojawieniem się napisu pociągnięto do jakiejkolwiek odpowiedzialności (dyscyplinarnej?) osoby funkcyjne w browarze (prezes, kierownik zmiany, dozorcy, etc.)?
16. Kiedy komin został rozebrany i jaki był powód rozbiórki (stan techniczny, inny)?
17. Czy komukolwiek postawiono zarzuty związane z napisem?
18. Czy osoby związane z namysłowską opozycją odczuły na własnej skórze zwiększone zainteresowanie ze strony organów ścigania?
19. Czy istnieje możliwość sprawdzenia archiwalnej dokumentacji naszej milicji, związanej ze interesującą nas sprawą (podjęte działania operacyjne, zdjęcia, ustalenie wstępne, końcowe, zakończenie sprawy, etc.)? Zakładam, że dotarcie do milicyjnych archiwów byłoby ciekawą konfrontacją wiedzy, którą mogą podzielić się autorzy napisu, z punktem widzenia (i działania) władz.
20. Czy o kontrowersyjnym kominie pojawiły się jakiekolwiek oficjalne informacje bądź komunikaty w mediach (pewnie nie, ale profilaktycznie może byłaby możliwość sprawdzenia)?
21. Czym zajmowali się wówczas i co dziś porabiają autorzy napisu?
22. Czy z perspektywy czasu autor (autorzy) podjęliby się akcji raz jeszcze, czy może zdecydowaliby się na akcję o innym charakterze?
23. Czy w planach autorów był inny, równie spektakularny pomysł do realizacji?
24. Kiedy autorzy zaczęli o swojej akcji mówić otwarcie, nie bojąc się już represji (bo zakładam, że w ’89 było jeszcze za wcześnie)?
25. Jakim echem w Polsce (regionie) odbił się napis na kominie? To może być trudne do weryfikacji, niemniej podziemie przekazywało sobie pewnie informacje o tego typu działaniach i zakładam, że jakaś wiedza zwrotna pewnie do Namysłowa spłynęła.

Chętnym, którym przychodzą do głowy inne pytania, również proszę o wpisy. W końcu chodzi o interesujący wątek z było, nie było, najnowszej historii naszego Namysłowa.

Dziękuję Ci Namislaviak za rzeczowe i bardzo szczegółowe pytania dotyczące sprawy napisu.Już inspirują mnie one do dalszej pracy i poszukiwań.Właśnie je wydrukowałem i od jutra będą mi służyć pomocą podczas prowadzonych rozmów z b.pracownikami browaru.
Z niektórymi pytaniami będę miał problem,nie jestem zawodowym historykiem,takie sprawy jak sporządzenie kwerendy archiwalnej i faktograficznej stanowi dla mnie trudność.Po pierwsze z powodu oddalenia od archiwów(Opole,Wrocław) a po drugie z powodu braku doświadczenia w poruszaniu się i badaniu zasobów archiwalnych.Bardzo by mi się tu przydała pomoc kogoś obeznanego z archiwami i mającego wprawę w przeszukiwaniu akt i zbiorów archiwalnych.Oczywiście nie odcinam się od prowadzenia poszukiwań w archiwach ale wymaga to czasu i dla jednej osoby stanowi duży kłopot.
Dlatego będę wdzięczny i zobowiązany każdemu,kto chciałby i mógłby pomóc w tej kwestii.
Szukam od wczoraj,np. "podziemnego"(tzw. wydawnictwo drugiego obiegu) egzemplarza biuletynu wydawanego w Namysłowie, w okresie stanu wojennego pn."Obserwator Namysłowski"(pisany na maszynie do pisania a następnie drukowany na powielaczu) z kwietnia,maja i czerwca 1983r.Tam powinien być art. na temat browaru i napisu.
Redaktorem i wydawcą tego biuletynu był nieżyjący już p.Roman Raczy,pisało też do niego kilka innych osób będących w opozycji do ówczesnych władz komunistycznych.To też jest ciekawy wątek w historii namysłowskiej walki z komuną,a biuletyn i zawarte w nim nieocenzurowane wiadomości wnosiły ożywczy powiew w lokalnej zastraszonej namysłowskiej społeczności.
Być może ktoś z nich lub starszych namysłowian posiada archiwalne egzemplarze tego biuletynu,będę bardzo zobowiązany za pomoc w jego zdobyciu.Wydawnictwo to było kontynuowane, również w późniejszym okresie jako legalne pisemko o lokalnym charakterze. Pan Roman Rączy jako wydawca swymi celnymi i krytycznymi artykułami naraził się nie jednemu urzędnikowi i włodarzowi miasta.Ale to już zupełnie inna historia.

Dzięki gondolier za info,takiej wysokości jeszcze nie miałem zarejestrowanej.Jak na razie jest to najwyższy parametr jaki mi podano.
Drążę ten temat i wypytuję moich szacownych rozmówców,często są to namysłowscy seniorzy,którzy 20 a nawet 30 lat temu odchodzili z Browaru Namysłów na emerytury(po przepracowaniu 40 i więcej lat w browarnictwie).Stąd cały kłopot z tą wysokością,bo pamięć jest zawodna a dokumentów nie ma albo nie umiem do nich dotrzeć.Ostatnio dowiedziałem się,że istniała Książka Techniczna kotłowni i maszynowni browaru,powinna ona być w archiwum browarnianym ale nie można jej odnaleźć.Obawiam się,że bez dostępu do dokumentacji technicznej i sprawdzenia w tym źródle,nie da się jednoznacznie ustalić wysokości komina.
Jeszcze wrócę do tej sprawy w odpowiednim momencie,dodam także,że każda taka informacja jak Twoja jest dla mnie cenna i proszę o dalsze posty w sprawie komina i jego historii wszystkich,którzy coś na ten temat wiedzą albo mogą wypytać o to swoich przyjaciół,znajomych i rodziny.
Pozdrawiam Cię serdecznie i zapraszam do dalszej współpracy,do miłego..

Drogi "chesterze". Bardzo cieszę się na myśl o pojawieniu się w bliżej nieokreślonym czasie (najważniejsze, że to już postanowione!) gruntownej analizy tematu browarnianego komina (wspominasz o audycji radiowej, dla mnie bomba!), bo jak wiesz, dla mnie ma on wymiar dziecięcej mistyki ;-). Zachęcony jednak przez Ciebie drążeniem kolejnych namysłowskich wątków, zastanawiam się czy moje "nowe" zagadnienie zostanie przyjęte ze zrozumieniem i akceptacją. Tym razem nie mam na myśli budowli, czy konkretnego wydarzenia związanego z naszym kochanym miastem. Myślę natomiast o człowieku blisko związanym z Namysłowem, którego nagła śmierć w styczniu 2009 roku mocno mnie zasmuciła. To Pan Tadeusz Szymków, aktor filmowy i teatralny kojarzony z Wrocławiem, choć w latach młodzieńczych związany z Namysłowem. Mniej zorientowanym podpowiem, że to charakterystyczna postać, którą ja kojarzę z kultowymi filmami lat 90-tych (że wspomnę tylko "Psy", "Kroll" czy "Demony wojny wg Goi"). Wiem, że urodził się w naszym miasteczku. Słyszałem, że mieszkał (?) w niedoległej Bukowie Śląskiej i podobno uczęszczał do namysłowskiego LO. Wiem też, że jego rodzony brat jest lekarzem i pracuje w namysłowskim szpitalu. Ale... to właściwie wszystko, co wiem o Panu Szymkowie. Ilekroć widzę go na ekranie, ogarnia mnie sentyment. Choć nigdy nie miałem okazji poznać go osobiście, to jednak jest dla mnie aktorem na swój sposób szczególnym, bo związanym z naszą ziemią.
I tu moje pytanie. Czy wg Ciebie szanowny "chesterze" jest szansa, że postaci Pana Tadeusza Szymkowa przyjrzymy się bliżej (już wspólnie, w gronie zainteresowanych tym tematem, z góry zapraszam!)? Bo chyba nie ulega wątpliwości, że to najbardziej znana postać miasta w branży filmowej i warto byłoby uświadomić ten fakt choćby młodszemu pokoleniu, wychowanemu już na kinie XXI w., ale i wszystkim tym, którzy tej świadomości nie mają (nie mieli do dziś). Zastanawiam się w tej chwili, czy byłaby szansa dotrzeć np. do rodziny aktora, poprosić ją o wspomnienia związane z aktorem i Namysłowem, poprosić namysłowskich znajomych aktora o zwierzenia, etc.? Temat pozostawiam pod rozwagę, bo być może ktoś miałby inny (bardziej kompleksowy) pomysł na realizację tematu?

Dziwne ale prawdziwe,w życiu zdarzają się różne niespodzianki.Nie przypuszczałem,że ktoś może zadać takie pytanie,masz Namislaviak interesujące pomysły.Dobrze trafiłeś, Pan doktor Ryszard Szymków jest moim sąsiadem w następnej klatce i znamy się jak to sąsiedzi, od kilku lat.Mogę porozmawiać z Panem doktorem przy nadarzającej się okazji o jego bracie Tadeuszu,myślę,że nie odmówi swej pomocy i udzieli nam kilku cennych informacji a być może udostępni jakieś fotki z młodzieńczego okresu życia Pana Tadeusza Szymkowa(to mogą być nieznane fotografie,na razie to tylko pomysł i sprawa jest otwarta..).Wiem,że w necie można znaleźć informacje o aktorze Panu Tadeuszu Szymkowie,gdybyś chciał się tym zająć i "wrzucić" jakieś linki na portal,to mogłoby zacząć temat i pobudzić innych forumowiczów do działania i dyskusji.Oczywiście,to jest propozycja..Ucieszyłbym się bardzo,gdybyśmy mogli znaleźć chętnych do przeprowadzenia rozmowy,czy też wywiadu z p. doktorem Szymkowem,podejmuję się ułatwić i udzielić pomocy w nawiązaniu ewentualnego kontaktu.Co tym sądzisz Namislaviak?
Jestem obecnie b. zajęty sprawą komina a obiecałem RedNaczowi sporządzić streszczenie dotychczasowych ustaleń i przeprowadzonych rozmów.Sprawa reportażu nabiera realnych kształtów ale nie chcę przedwcześnie ujawniać faktów, ponad to lepiej jak w odpowiednim czasie wypowie się w tej kwestii RedNacz,gdyż to On trzyma główne atuty w ręku.
Pozdrawiam Cię i do miłego..

P.S.Tak więc w tej chwili nie podejmę wątku ale chętnie udzielę wsparcia i pomocy.

Rozmawialem dzisiaj z jednym z założycieli NSZZ "Solidarność" Browaru. Pamięta doskonale historię "antypaństwowego napisu" na kominie. Wg jego relacji napis był zamalowywany 3-krotnie, bo biały chlorokauczuk wciąż na nowo przeświecał spod czerwonej minii. Jak wspomina, w pierwszej kolejności oficerowie SB przesłuchiwali członków "Solidarności". On sam był przesłuchiwany - ok. 2 godzin. Poza tym rozmowy śledcze prowadzono z wieloma innymi pracownikami Browaru. Po akcji Romka ubecy i ormowcy pilnowali wszystkich namysłowskich kominów. Jak  pamięta - zamalowywaany napis był widoczny ok. miesiąca. Pan P. jest gotowy dać krótką relację w reportażu radiowym. Mówi bardzo barwnie i ciekawie.

 

Chesterze, nie mogę kopać się ze zranionym koniem, ponadto jak dowiodły badania, wirus Creutzfeldta -Jacoba może łatwo przenosić się na ludzi.

Dzięki entedy za informację,pokrywa się ona z moimi ustaleniami.Sądzę,że musimy je skonfrontować,oczywiście nie na kominie(jak to niektórzy szydząc z naszych historycznych dociekań zarzucają,że tam jest nasze miejsce) ale w stosownym do tego miejscu i czasie.

A może by tak jedną z ulic w naszym mieście nazwać imieniem Tadeusza Szymkowa? O ile się orientuję to chyba żaden znany namysłowianin nie ma "swojej" ulicy. Chyba lepsza ulica Szymkowa niż ppor.Sworowskiego o którym jak większość namysłowian nic nie wiem.

Pomysł z tą ulicą Tadeusz Szymkowa bardzo dobry. Nie powinno być z tym klopotu, bo burmistrz Krzysztof Kuchczyński, podobnie jak Teresa Ceglecka-Zielonka,  to kolega klasowy aktora. W 1995 r. , podczas zjazdu absolwentów z okazji 50-lecia LO, byłem w swojej klasie opiekunem m. in. tego rocznika. Ś.P. Tadek Szymków i Staszek Młynarski śpiewali i bawili towarzystwo najdłużej w całej szkole - do 22.00. Potem udali się do sali bankietowej lokalu przy Placu Wolności. Stamtąd trafili zaproszeni do "salki myśliwskiej" młyna na Starym Mieście. Na bal dla absolwentów LO w Arcadii trafiliśmy z Tadeuszem Szymkowem ok. 1.00. Wyszliśmy z imprezy w ostatniej grupie. O 6.30 Ś.P. Waldek Chańko poprowadził wszystkich na piwo - do "Drewutni":))

Wydaje mi się, że powinna to być ulica bardziej "reprezentatywna" niż Sworowskiego :) Jest parę ulic, których nazwa nadaje się do zmiany i można nad tym pomyśleć :D
Jak to jest ze zmianami nazw ulic? Ilu mieszkańców musiałoby podpisać taki projekt?

Wracam do tematu i sprawy upamiętnienia przedwcześnie zmarłego znakomitego aktora Tadeusza Szymkowa,głównie dlatego,że niedawno mieliśmy obchody 1 Listopada tj. Święto Wszystkich Świętych.Jakoś nikt nie podjął tego wątku i chyba zapomnieliśmy o ś.p.Tadeuszu Szymkowie,a szkoda i jest mi przykro z tego powodu. Nikt nie chciał się zająć tym wątkiem,tym bardziej,że deklarowałem chętnemu(-ej) udzielenie pomocy i wsparcia, zaczęliśmy zapominać o tej sprawie. Widocznie nie ten czas i pora nie odpowiednia a może przed wyborcza gorączka zaćmiła Nam pamięć i umysły?!

W odpowiedzi na post Madzika z 1 października, mogę podać parę konkretnych informacji. Byłem w Urzędzie Miasta i przy okazji ustalania szczegółów nazwy ulicy oraz kim był ppor St.Sworowski, dowiedziałem się,ze są obecnie złożone trzy wnioski o nadanie nazw i patronów nowym ulicom i tak w rejonie ulic "kwiatowych" jeden wniosek i w rejonie "pisarzy i poetów"(rejon stadionu,tj. przed i za stadionem) dwa wnioski. Sądzę że w tym rejonie nazwisko aktora byłoby jak najbardziej właściwe a zwłaszcza aktora związanego z Namysłowem. Wnioski mają być rozpatrywane na bieżącej,ostatniej już XLII sesji Rady Miejskiej(w starym składzie),w pkt 4 porządku obrad jest podpunkt"nadanie nazwy ulicy"link: http://www.namyslowianie.pl/wydarzenia/xlii_sesja_rady_miejskiej_w_namys%C5%82owie, czyli miało to być wczoraj, 10 listopada br.,nie byłem na sesji i nie wiem czy uchwała zapadła? Myślę,że tak ale chyba też nic nie stoi na przeszkodzie aby "odkręcić" sprawę i na pierwszym posiedzeniu nowej Rady(po wyborach) zmienić jedną z nazw pisarskich na nazwę aktorską tj. ś.p. Tadeusza Szymkowa (póki co, tablice z nazwami nowych ulic nie zostały jeszcze zamówione a i ich wykonanie też zajmie trochę czasu).

Co o tym sądzicie Namysłowianie? Co zaś do samego wniosku o nadanie nazwy ulicy,to jak mi powiedziały życzliwe Panie z UM,to nie ma żadnych formalnych wymogów jakie miałby on spełniać. Wniosek ma być podpisany,najlepiej przez kilku mieszkańców miasta,porządnie uzasadniony a następnie złożony w Urzędzie Miasta(lub wysłany pocztą na adres Urzędu), i to wszystko.Urzędnicy nadadzą mu bieg a Rada Miejska rozpatrzy i podejmie stosowną uchwałą. Korzystając z okazji podaję linka do ostatniego wywiadu,jakiego udzielił ś.p.Tadeusz Szymków na kilka miesięcy przed śmiercią,tytuł znamienny i jakże teraz wzruszający "Wieczny chłopiec z pocerowaną duszą".Zapraszam, ciekawa i pouczająca lektura: http://www.stopklatka.pl/wywiady/wywiad.asp?wi=44101 Aktor zmarł 10 stycznia 2009r na chorobę nowotworową,nie doczekał swych 51 urodzin, pochowany jest na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu. P.S.Proszę webmastera o uaktywnienie linków.

nie byłem na sesji i nie wiem czy uchwała zapadła?

Tak, uchwała - zdaje się, że jednogłośnie - została przyjęta.

Jestem za projektem nadania jednej z namysłowskich ulic im. Tadeusza Szymkowowa.

Dziękuję Panu RedNacz za informację,również jestem za wnioskiem, popieram i nadal deklaruję pomoc oraz wsparcie.
Mam nadzieję,że odezwą się w tej sprawie Namislaviak i gondolier.
Zapraszam Ich obu do współpracy.
Coś długo Was Panowie nie było na portalu.
Proszę również o wsparcie projektu i pomoc w zebraniu pod nim podpisów,tych Wszystkich,którym leży na sercu sprawa uczczenia pamięci s.p.Tadeusza Szymkowa.

Miałam ten zaszczyt znać śp. Tadeusza Szymkowa. Nie wchodząc w szczegóły jestem bardzo za uczczeniem pamięci Tadka i znam wiele osób, ktore myślą tak samo.

Przepraszam Pana Madzika,zapomniałem dodać,że On również wykazał zainteresowanie sprawą nadania nazwy ulicy imieniem i nazwiskiem ś.p.Tadeusza Szymkowa.
Sądzę,że Nam pomoże,a jeżeli zostanie radnym,to dopiero mielibyśmy mocne wsparcie w Radzie Miasta,czyż nie tak Panie Madzik?
A jeżeli nie zostanie(bo konkurencja duża),to trudno,wtedy Jego pomoc też bardzo się przyda.
Pozdrawiam Go serdecznie i zapraszam do współpracy.

Chester, ja startuję do Rady Powiatu :) Ale poparcie moje jest... Najbardziej znani namysłowianie powinni być honorowani choćby nadaniem ich imienia ulicom czy placom.
Jak już kiedyś mówiłem są ulice których nazwy nadają się do zmiany ;) Wymieniłem wtedy ulice Stefana Okrzei i Mariana Buczka.
Wczoraj oglądałem reportaż o genialnym pianiście i premierze II RP panu Paderewskim - po 1989 zapomnianym i uhonorowanym bodaj jednym pomnikiem. Mamy ulice Chopina i Moniuszki - czemu by nie mieć ulicy Paderewskiego? (tutaj pasowałaby ulica Okrzei położona w pobliżu tych dwóch ulic).

Madzik przepraszam Cię za mały lapsus wyborczy,faktycznie startujesz do Rady Powiatu,małe zamieszania z tymi partiami i komitetami powoduje,że czasem się gubię ale mam nadzieję,że nie gniewasz się za to na mnie?
Cieszę się z Twego poparcia i przedstawienia interesującej propozycji z nazwą ulicy, której patronem byłby Jan Paderewski(jako Premier Rządu II RP nie sprawdził się ale faktycznie pianistą był genialnym i położył dla Polski wielkie zasługi na niwie międzynarodowej).
Tak przy okazji przyszedł mi do głowy pomysł,że można nadawać nazwy i imiona patronów tj.zasłużonych namysłowian nie tylko ulicom,skwerom i placom ale również obiektom użyteczności publicznej, w szczególności zaś obiektom kulturalno-oświatowym w mieście i gminie.
Ostatnio mówi się sporo o budowie nowego Ośrodka Kultury w Namysłowie,myślę,że brzmiało by to nieźle Namysłowski Ośrodek Kultury II im. Tadeusza Szymkowa.
Co o tym sądzisz?
Liczę na odzew w tej kwestii innych uczestników portalu i naszej enklawy,każda opinia i zdanie, może wnieść coś interesującego do toczącej się dyskusji.
Pozdrawiam Cię serdecznie i do miłego...

Bardzo interesujący wątek.Szkoda ,ze tak mało namysłowian zabiera głos w tej sprawie
Ale , czy nadanie imieniem Tadeusza Szymkowa ulicy w Namysłowie nie jest zawłaszczaniem tej osoby. Z tego co się orientuję Pan Szymków mieszkał w Bukowie Śląskiej a z Namysłowem był związany tylko przez 4 lata gdy uczył się w LO.Co na to mieszkańcy Bukowy Śląskiej?.Na pewno nie ulega wątpliwości że był charakterystycznym i bardzo cenionym aktorem.Świadczą o tym liczne role filmowe i teatralne, których mógłby mu pozazdrościć niejeden aktor.Pamiętam też spotkanie w NOK-u z okazji 50-lecia LO.Pojawienie sie Pana Szymkowa wzbudziło wielki aplauz, nie tylko wśród jego kolegów klasowych.
A może bardziej godnie dla upamiętnienia tej osoby byłoby nazwanie jakiejś cyklicznej imprezy organizowanej przez NOK.Oczywiście impreza musiałaby być związana z filmem i teatrem.Wydaje mi sie ,że jest tu dośc duży obszar do zagospodarowania biorąc pod uwagę ,że od wielu lat nie ma kina w Namysłowie.Bardzo dobrym przykładem ale w świecie sportu namysłowskiego jest np. coroczny turniej tenisa ziemnego im.Floriana Marcinkowskiego.Sympatykom sportu (nie tylko tenisa)nie trzeba przedstawiać tej osoby.Innym przykładem jest Bieg Namysłowian im. Kazimierz Klimaszewskiego.

Pozdrawiam
Były namysłowianin

Zamieszanie mogło wziąć się stąd, że pierwotnie faktycznie miałem startować do rady miejskiej ;) Ale nastąpiła zmiana planów :) Nie ma problemu, tylu nas startuje, że już nie wiem kto z kim i gdzie :D

NOK II im. Tadeusza Szymkowa na placu jegoż imienia ;) Tylko gdzie miałby on stanąć?

A Tomasz Nowacki zasłużył na co najmniej ulicę (może poświęcić mu tą, na której został postrzelony?)

Dzięki Madzik za zrozumienie,widzę,że masz podobny problem wyborczy jak i ja, co przy takiej mnogości partii,komitetów i kandydatów jest zrozumiałe.
W sprawie NOK II im. Tadeusza Szymkowa,to o ile mi wiadomo są dopiero propozycje i wnioski mieszkańców ale konkretnej lokalizacji raczej jeszcze nie ma?!
Propozycje można a nawet trzeba składać,włącznie z lokalizacją.
Namysłowianie odezwijcie się!
Obecny NOK to stary obiekt i nie spełniający podstawowych standardów,jest pilna potrzeba wybudowania nowego obiektu na miarę XXI wieku
Sądzę,że o tym muszą zdecydować(tj.,czy budować i gdzie?) już nowe władze Namysłowa,czyli po wyborach.
Planowana do uruchomienie w przyszłym roku Izba Regionalna na ul. Szkolnej,tych wymogów nie spełni(to ma być muzeum i archiwum),natomiast mogłaby otrzymać imię znanego Namysłowianina(z wmurowaniem najskromniejszej nawet tablicy upamiętniającej tę postać)
Projekt nadania nazwy ulicy imieniem Pierwszego Starosty Namysłowa (i obwodu Nr 9) Tomasza Nowackiego, jak najbardziej słuszny.Popieram w całej rozciągłości.

DO PANA REDNACZA:

W związku z tymi propozycjami,mam prośbę,czy nie można by przygotować sondy a nawet dwóch sond,tj. w sprawie naddawania nazw ulicom(lub innym obiektom) imienia znanych i zasłużonych Namysłowian(sonda,typu:tak,nie,nie wiem lubpodobna) i drugiej o potrzebie budowy Ośrodka Kultury II w Namysłowie.
Niech się Namysłowianie wypowiedzą,co o tym myślą?
Myślę,że propozycja warta rozważenia?

Co do budynku przy ul. Szkolnej - istnieje groźba zawalenia się go w każdej chwili. Obecnie jest to zdewastowana rudera, za którą nikt nie może (nie chce) się zabrać...

Czy wiemy coś o osobie ppor. Sworowskiego? Jakich ulic dotyczył porządek obrad rady miejskiej? - moje pytanka

Patrząc na zamieszczony na stronie Urzędu Miejskiego plan miasta zauważyłem parę nowych ulic (w porównaniu z moją poprzednią wiedzą). Są to ulice: Stanisława Lema, Piotra Skargi, Orzechowa... Może to te ulice o których wspomina plan posiedzenia.

Tak wiemy,cieszę się Madzik,że ten temat nadal Cię interesuje.
Więcej o ppor.St.Sworowskim wkrótce,powiem tylko,że to niezwykła postać i zapomniany bohater Armii Krajowej w Namysłowie.
W sprawie budynku przy ul.Szkolnej nie będę się wypowiadał,niech to zrobią fachowcy.
Powiem tylko,to co wiem, budynek przewidziany jest do kapitalnego remontu(w ramach programu tzw.rewitalizacji) i po odpowiedniej modernizacji przekształcony będzie w nowoczesną placówkę muzealno-oświatową.
Natomiast kiedy by to miało to nastąpić,nie wiem,o to trzeba będzie już zapytać nowego Burmistrza albo kompetentnych urzędników z Urzędu Miasta.Zresztą jeżeli nas czytają,to może nam odpowiedzą?
Wiem,że trudno ich do tego nakłonić,chyba,że dadzą się sprowokować jakąś celną ripostą albo zrobią to anonimowo.W zaistniałej sytuacji wystąpienie w roli anonima byłoby nawet wskazane i potrzebne,bo przynajmniej byśmy się czegoś konkretnego dowiedzieli.Ale,czy odpowiedzą...?

Madzik, zadajesz ciągle ciekawe pytania ale ja na ostatniej w tej kadencji sesji RM w dniu 10 bm nie byłem,po prostu nie wiem czy, uchwała dotyczyła ulic Orzechowej,St.Lema i Piotra Skarbi,być może tak?
Wprawdzie RedNacz podał krótką informację,że uchwała w sprawie nazw nowych ulic została podjęta ale nie podał ich nazw?
Może Ty, jako kandydat do Rady Powiatu,zaangażowany i umiejący zadawać pytania dotrzesz do źródeł i odpowiesz Nam na nie.
Sadzę,że stać by Cię było na odrobinę wysiłku w tej materii,na pewno też masz swoje kontakty i w komitecie MPP,Urzędzie Miasta a zapewne i w Starostwie?
Będę zobowiązany, jeżeli tym razem ja czegoś się od Ciebie dowiem.
Oczywiście możemy jeszcze, jak zawsze liczyć na Naszego niezawodnego RedNacza ale On też czasami musi odpocząć.Nieprawdaż..

Mam wolny poniedziałek i myślę, że uda się go wykorzystać ;) Takie rzeczy mogą być wiadome powiatowemu wydziałowi geodezji - podejdę i spytam :)
Z kontaktami bym nie przesadzał :D

Tymi nowymi ulicami nie są na pewno ulice Stanisława Lema i Piotra Skargi - ich nazwy zostały ustalone uchwałą XXV/251/09 z dnia 05.02.2009 r.

W czasie trwania kadencji obecnej Rady Miejskiej nazwano następujące ulice:
31.05.2007 - ul. Radosna i ul. Świerkowa,
14.02.2008 - ul. Gabrieli Zapolskiej i ul. Spokojna
30.06.2008 - przedłużono ul. Wileńską i ul. Orląt Lwowskich

Nie są dostępne treści uchwał z ostatniego posiedzenia, dlatego do poniedziałku będzie to nierozwiązana kwestia (chyba, że wypowie się któryś z mieszkańców bądź radnych tudzież inna osoba znająca odpowiedź na pytanie).

Dzięki Madzik, świetna robota.
Sadzę,że sprawa ustalenia nazw ulic, jakie zostały uchwalone na ostatnie sesji RM wyjaśni się w najbliższym tygodniu.
A może jak słusznie zauważyłeś, odezwie się ktoś kto zna treść tej uchwały i wie o jakie ulice chodzi?
Zobaczymy,na pewno RedNacz po powrocie, też zajmie się sprawą i poda Nam jakieś szczegóły.

Cóż to były za dyskusje w 2010 roku? Jakie typowo polskie wolty tematyczne, ale czy nie byly piękne?

- proces namysłowskich Bonifratrów - posty 1 - 12 [choinka146, entedy]

- napis na kominie Browaru "PRECZ z ZSRR, PRECZ z JUNTĄ" - posty 13-18; 22-44 [Namislaviak, chester, entedy]

- cmentarze radzieckie przy Oławskiej i Braterskiej - posty 19-21[entedy, madzik]

- Tadeusz Szymków - posty 45-59 [gondolier, madzik, chester, RedNacz]

- ppor. St. Sworowski i zmiany nazw ulic - posty 60-64 [chester, madzik]

Co do nazw ulic - od 01 lutego mamy w Namysłowie ulice:

- Kresową (boczna Wileńskiej),

- Aleksandra Fredry, Jana Andrzeja Morsztyna i Boleślawa Leśmiana - wszystkie trzy na osiedlu za stadionem.

A Chester chyba nie rozwinął wątku ppor. Sworowskiego jednak :) A szkoda... :D

"Proces Bonifratrów rozpoczął się w trzeciej dekadzie stycznia 1950 r. Wtedy Leon Brandel byl tylko zcą szefa KP MO Namysłów. Potrzeba jeszcze dwóch nazwisk - szefów PU BP i KP MO Namysłów."

Z opracownia IPN dostępnego na stronie internetowej

www1.ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=6008    lub  http://www.ipn.gov.pl/ftp/pdf/inne/Twarze.wroclawskiej.bezpieki.pdf

wynika coś takiego:

Strona 18 i 67

" Leon Brandel
s. Zygmunta
ur. 21 VII 1906
Przebieg służby:
11 VI 1946 referent Referatu III PUBP w Legnicy; 31 XII
1946 starszy referent Referatu III PUBP w Legnicy; 1II 1948
zastępca szefa PUBP w Namysłowie; 1 II 1950 szef PUBP
w Namysłowie; 1 V 1950 szef PUBP w Kłodzku; 1 X 1953
szef PUBP we Wrocławiu; zwolniony 31 III 1955.
Awanse:
starszy sierżant – V 1947; chorąży – VII 1948; podporucznik
– III 1950; porucznik – XII 1951; kapitan – 22 VII 1952."

 

I jeszcze jedna informacja dotycząca namysłowa z powyższego opracownia:

strona 117

" Władysław Kurnik
s. Jana
ur. 12 VI 1926
Przebieg służby:
17 VIII 1945 wartownik PUBP w Namysłowie; 18 I 1946
referent gminny PUBP w Namysłowie; 17 IV 1946 słuchacz
kursu specjalnego przy WUBP we Wrocławiu; 1 X 1947
referent Referatu V PUBP w Namysłowie; "

Zaciekawiła mnie jeszcza taka informacja a własciwe tylko podpis pod zdjęciem zamieszczonym w w dodatku IPN do gazety " Gość Niedzielny" z 12.07.2007 r.

http://ipn.gov.pl/portal/pl/705/10437/Przez_Morze_Czerwone_cz_VII_Zakony_w_Polsce_Ludowej.html

"proces zakonnic z namysłowa na Dolnym Śląsku, oskarżonych w 1951 r. o zabranianie
podopiecznym z ośrodka wychowawczego dla młodzieży wstępowania do zmp"

Czy ta historia jest powszechniej znana? Czego dokładnie dotyczyła i o jaki ośrodek wychowczy chodzi ?

to już ostatni post. :)

Zastanawiam się czy ktoś dysponuje tym nagraniem znajdującym się w zbiorach NAC?

http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/32531/

z opisu nagrania wynika, iż znajduje tam " Sprawozdanie z procesu toczącego się przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu przeciw przełożonym i personelowi Specjalnego Zakładu Leczniczego dla młodocianych epileptyków w Namysłowie. Montaż radiowy - komentarz Wandy Odolskiej, fragmenty zeznań oskarżonych: Mieczysława Redala - zakonnika, pielęgniarza; Wincentego Florczaka, o. Aleksego - przeora konwentu OO. Benedyktynów, kierownika Zakładu; Jadwigi Śmieji - pielęgniarki oraz świadków: Jakuba Kili; Stefana Lotnickiego; Zdzisława Sadowskiego; Janusza Stankiewicza; Tadeusza Stankiewicza; Antoniego Krawczyka; Kazimierza Pawłowskiego - wychowanków Zakładu. Fragment przemówienia prokuratora."

Niestety nagrania nie da się chyba odsłuchać on line (albo ja nie umiem tego zrobić), a jedynie można je zamówić.

Kuba_3a:

"Proces zakonnic z Namysłowa na Dolnym Śląsku, oskarżonych w 1951 r. o zabranianie
podopiecznym z ośrodka wychowawczego dla młodzieży wstępowania do zmp"

Czy ta historia jest powszechniej znana? Czego dokładnie dotyczyła i o jaki ośrodek wychowczy chodzi?

Kubo_3a - zdjęcie jest źle opisane. [Zakony w Polsce Ludowej, cz. VII cyklu Przez morze czerwone, dodatek IPN do "Gościa Niedzielnego", 12 VII 2009, s. 5]. To nie żaden proces zakonnic z 1951 r. z Namysłowa, ale Proces Bonifratrów ze stycznia (24 - 28). Na ławie oskarżonych widzimy nie zakonnice, ale jedną zakonnicę - Zofię Dorsz i trzech mężczyzn - prawdopodobnie o. Mieczysława Redla, woźnego Ignacego Michałowskiego, trzeci nieznany ( może wychowanek?) - niewidoczny, cięty kropem przez IPN-owskiego redaktora jest prawdopodobnie przeor o. Wincenty Florczak. Oskarżonych sadzono wg hierarchii - ciężaru stawianych zarzutów. O zabranianie podopiecznym udziału w popołudniowych zebraniach ZMP byl oskarżony przeor Wincenty Florczak. Siostra Zofia Dorsz - księgowa byla oskarżona o prowadzenie fałszywej księgowości Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego dla Epileptyków, dotowanego prawdopodobnie przez państwo.

Ciekawe, czy ten pierwszy to mecenas-obrońca czy prokurator dr Karol Cincio?

P>S> Kubo_3a, świetnie to wyszukałaś. Brawo! Strzał w dziesiątkę.

Kubo_3a, jeśli chodzi o post 70 i dwa kopiowane nagrania radiowe z Narodowego Archiwum Cyfrowego z zacytowanym przez Ciebie opisem montażu radiowego z komentarzem Wandy Odolskiej:

"Sprawozdanie z procesu toczącego się przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu przeciw przełożonym i personelowi Specjalnego Zakładu Leczniczego dla młodocianych epileptyków w Namysłowie. Montaż radiowy - komentarz Wandy Odolskiej, fragmenty zeznań oskarżonych: Mieczysława Redala - zakonnika, pielęgniarza; Wincentego Florczaka, o. Aleksego - przeora konwentu OO. Benedyktynów, kierownika Zakładu; Jadwigi Śmieji - pielęgniarki oraz świadków: Jakuba Kili; Stefana Lotnickiego; Zdzisława Sadowskiego; Janusza Stankiewicza; Tadeusza Stankiewicza; Antoniego Krawczyka; Kazimierza Pawłowskiego - wychowanków Zakładu. Fragment przemówienia prokuratora".

To on oczywiście zawiera również błędy, bo był to zakład opiekuńczy prowadzony nie przez Benedyktynów, ale Bonifratrów. Nie o. Mieczysława Redala - a Redla.

Obydwa opisy są bardzo cenne, bo wymieniają oskarżonych [brakuje jednak siostry Zofii Dorsz i Ignacego Michałowskiego] oraz świadków(!)

Oskarżeni:

przeor Wincenty Florczak, o. Mieczysław Redel, Jadwiga Śmieja - pielęgniarka

Świadkowie:

Jakub Kila, Stefan Lotnicki, Zdzisław Sadowski, Janusz Stankiewicz, Tadeusz Stankiewicz, Antoni Krawczyk, Kazimierz Pawłowski - wychowankowie.

W opisie brakuje nazwiska prokuratora dra Karola Cincio, choć nagranie zawiera jego przemówienie, przyszłego szefa Katedry Karnistyki Stosowanej UWr. prof. dra hab. Karola Cincio, gwiazdy wrocławskiej nauki.

P>S> Kubo_3a, aby odsłuchać nagrania, trzeba się zalogować. Zaraz to zrobię. Być może zapłacić. Dzięki za bardzo cenne tropy.

 

 

Po zalogowaniu się do Narodowego Archiwum Cyfrowego uzyskałem następująca katalogową informację:

Opis nagrania: Sprawozdanie z procesu toczącego się przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu przeciw przełożonym i personelowi Specjalnego Zakładu Leczniczego dla młodocianych epileptyków w Namysłowie. Montaż radiowy-komentarz Wandy Odolskiej, fragmenty zeznań oskarżonych i świadków, fragment przemówienia prokurarora.

Data wydarzenia: 1950-01-25 - 1950-01-28

Miejsce: Namysłów, Wrocław

Czas nagrania: Brak danych

Osoby słyszane: Wanda Odolska, Mieczysław Redel, Wincenty Florczak, Jadwiga Śmieja, Jakub Kila, Stefan Lotnicki, Zdzisław Sadowski, Janusz Stankiewicz, Tadeusz Stankiewicz, Antoni Krawczyk, Kazimierz Pawłowski,

Hasła przedmiotowe:

Inne nazwy własne:

Producent nagrania: Rozgłośnia Centralna Polskiego Radia

Autor:

Zespół: Zbiór nagrań dźwiękowych

Sygnatura: 33-P-1499

Istnieje jeszcze jedna taśma, ta źle opisana (Zakład prowadzony przez Benedyktynów - zamiast Bonifratrów, prawdopodobnie z surowym materiałem dźwiekowym przed montażem) bo zawiera 506 minut nagrań z przemówieniami, m. in Bieruta, Nerudy... Ale w końcu taśmy są i nagrania z Namysłowa i Wrocławia:

Sygnatura: 33-P-1498

Kubo_3a, to jest raczej Komercyjne - a nie Narodowe Archiwum Cyfrowe. Skopiowanie 1 minuty nagrania radiowego na nośniku cyfrowym kosztuje 10 zł. A emisja publiczna 1 minuty materiału dźwiękowego  - 100 zł. Astronomiczne są również ceny udostępniania fotografii w wysokiej rozdzielczości z prawem do publikacji lub emisji.

Co do zasady jest tak że to adwokat siedzi przed oskarżonym, zakładam więc że widoczni na zdjęciu panowie w togach są adwokatami oskarżonych.

Ps. Czy zauważył Pan, że we wrocławskim opracowaniu IPN Leon Brandel od 1.02.1948 r. do 1.02.1950 r. był zastępcą szefa PUBP w namysłowie a nie jak podaje ogólny katalog IPN zastępncą KP MO

 

 


Jeszcze raz uważnie obejrzałam zdjęcie. Po pierwsze jest to ława oskrżonych więc nie miał prawa znaleźć się na niej żaden wychowanek występujący w procesie jako świadek, a tym bardziej świadek oskarżenia. Dodatkowo oskarżajacym był jeden prokurator nie mógł on siedzieć w jednej ławie z obrońcami oskrżonych. Prokurator musiał siedzieć na przeciwko ławy oskrażonych. Wynika to z zasad procesu karnego.

Ponadto wydaje mi się że ostatnią osobą widoczną na zdjęciu jest kobieta ( ma dłuże włosy związne gumką, a po za tym rysy twarzy wg. mnie są kobiece). Obok Zofii Dorosz jedyną kobietą oskarżoną w procesie była Jadwiga Śmieja - pielęgniarka, wydaje się więc wysoce prawdopodobym że ta kobieta na zdjęciu to właśnie ona.

Kubo_3a, tak zauważyłem tę rożnicę z Leonem Brandlem - raz zcą szefa KP MO, a innym razem zcą szefa PU BP w Namysłowie. Zastanawiałem się, z czego ona wynikła. Teraz Ty już to wyjaśniłaś. Na audycję radiową Wandy Odolskiej z "Procesu Namysłowskich Bonifratrów" będziemy się składać z chesterem. Tylko nie wiemy, ile zapłacimy, bo w katalogu brak danych na temat długości tego I nagrania.

I z prokuratorem, i Jadwigą Śmieją, jako ostatnią oskarżoną na ławie,  masz chyba, kubo_3a,  rację. No to pięknie drążymy sprawę. Wpadnę dzisiaj do biblioteki obejrzeć także zdjęcia procesowe z "Wężowych studni" Kazimierza Koźniewskiego. Kiedyś zaginęła mi kserokopia - jak zwykle w Polsce - ktoś nie oddał.

Odbiegając na chwilę od tematu procesu, pamiętam że jakiś czas temu na forum toczyła się dyskusja nad poszukiwaniem filmu polskiej kroniki filmowej dotyczącej Namysłowa. Nie wiem czy ktoś mnie ubiegł ale jakiś czas temu udało mi sie odnaleźć ten film. Zamieściłam go na you tube.

http://www.youtube.com/watch?v=uRMDs1kSTG8

Fragment dotyczący Namysłowa zatytułowany " Z czego żyje Namysłów" rozpoczyna się w 01:04 minucie filmu i trwa do 02:14 minuty.

 

 

Niestety "Wężowe studnie" - obrzydliwy paszkwil wymierzony przeciw namysłowskim Bonifratrom - napisany przez "pisarza katolickiego", Kazimierza Koźniewskiego, agenta UB i SB o kryptonimie "33" zaginęły w naszej bibliotece. Nie mogę na razie skonfrontować  procesowych fotografii.

Znalazłem jednak w sieci bardzo ciekawy dokument. Zarządzenie Ministra Zdrowia z dnia 30 czerwca 1950 r. o zaliczeniu Zakładu Leczniczego (o.o. Bonifratrów) dla Młodocianych Epileptyków w Namysłowie do zakładów społecznych służby zdrowia.

http://isip.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WMP19500830985

Decyzję o likwidacji zakladu podejmował sam minister Tadeusz Michejda ze zbuntowanej frakcji Stonnictwa Pracy (przedwojenna chadecja), który w 1950 r. przeszedł do SD, przejmując organ SP, "Ilustrowany Kurier Polski".

Z dokumentu wynika, że defnitywna likwidacji zakładu dla epileptyków w Namysłowie mogła nastapić dopiero latem 1951 roku? Chyba, że złamano prawo i wywieziono wychowanków przed rozporządzeniem Michejdy i wejściem jej w życie od dnia 25 lipca 1950 r.

Dodałem do tekstu reportażu karykaturę z takim opisem:

W 1950 r. czasopismo satyryczne "Mucha" zamieściło po procesie namysłowskich Bonifratrów karykaturę "najprawdopodobniej autorstwa J. Zaruby, zatytułowaną "Boni-frater": otyły zakonnik bije dyscyplina przerażone i wychudłe do granic możliwości dziecko. Zaznaczona granica światła i cienia nawiązuje do oskarżeń o przetrzymywanie wychowanków w piwnicy. Również "Szpilki pokusiły się o komentarz [do] odbywającego się procesu, zamieszczając 6 lutego 1950 r. karykaturę J. Lenicy "Ciemnogród"

Wiedziałem, o co prosiłem "Namislavię";) Teraz możemy sobie porównać te dwie fotografie procesowe. Obie pochodzą z procesu namysłowskich Bonfratrów, choć co innego wynikało z podpisu IPN-owskich historyków w przypadku fotografii II.  Wkomponowałem je w tekst reportażu.

Kubo_3a,  zamieszczony w Twoim  poście 83 link do minireportażu PKF 5/64 "Z czego żyje Namysłów?" nie został jak na razie przez nikogo odnaleziony, a tym bardziej zawieszony na YouTube. Dzięki Ci za to. Świetnie oddaje on klimat małego miasteczka. "Piękne" czasy "gomułkowszczyzny" i "małej stabilizacji".

to jedyny artykuł - z ciekawymi uzupełniającymi postami informacyjnymi -  w sieci poświęcony temu ważnemu dla miasta wydarzeniu historycznemu. Dzięki dociekliwości kuby_3a i pracowitości i uprzejmości "Namislavii" uzyskał wreszcie wartościową szatę fotograficzną i graficzną. Dziekuję za owocną współpracę. Idę wreszcie spać. Mówię chyba tylko sobie dobranoc, a pozostałym internautom dzień dobry;)

Chciałem tylko pokazać, co dzieje się w sieci z historią Namysłowa. Ostatni akapit poważnej w światku medycznym strony http://www.panacea.pl/articles.php?id=93 jest zapisany tak:

"Spektakularnym przykładem prześladowań w okresie komunistycznym był głośny, pokazowy "proces" ojców bonifratrów kierujących zakładem dla dzieci epileptycznych we Wrocławiu. Oskarżono ich o złe traktowanie dzieci i zabranianie im wstępowania do ZMP! Rozgłos wokół tego haniebnego "procesu" miał służyć osłabieniu pozycji Kościoła w sferze edukacji, wychowania i zakładów opiekuńczych. Działo się to w styczniu 1950 r."
 

To powielanie fałszywej historycznie informacji, bo chodzi o proces namysłowskich Bonifratrów, a nie wrocławskich  - zakład opiekuńczo-leczniczy i konwent mieścił się w Namysłowie. Tylko rozprawa sądowa odbywała się Wrocławiu - 24-28 stycznia 1950 roku.

hmm ciekawe informację Pan znalazł. Zastanowiam się jeszcze przed jakim dokladnie sądem toczył się proces i czy była to tylko pierwsza instancja. Nie jestem pewna ale chyba gdzieś wcześniej wyczytałam, że był to sąd aplacyjny a jeśli tak to oznaczało by, że był to sąd II instancji.

Kubo_3a, we wszystkich komentarzach filmowych, prasowych, publicystycznych pojawia się informacja, że oskarżeni Bonifratrzy stanęli przed Sadem Apelacyjnym we Wrocławiu. Prawdopodobnie - jak zauważyłaś - była to II instancja, a sprawa pewnie toczyła się najpierw w Namysłowie. Nie jest jeszcze za późno, bo żyją jeszcze ostatni świadkowie pracujący w zakładzie opiekuńczym działajacym przy konwencie Bonifratrów w Namysłowie. Pamiętają jeszcze ten proces. Czas ponadto sięgnąć po relacje zamieszczone w prasie dolnośląskiej i krajowej. Wczoraj dowiedziałem sie o obszernym artykule procesowo-propagandowym  w "Przyjaciółce".

Ze względu na drażliwe kwestie obyczajowe i udział w charakterze oskarżycieli szanowanych duchownych namysłowskich - Kościół nie chce wracać do tej sprawy. Ma to złe skutki. W opracowaniach historycznych pojawiają się błędy, bo proces namysłowskich Bonfratrów jest niezbadany. Dopiero w 2008 r. o.o. Wincenty Florczak, Mieczysław Redel i siostra  Zofia Dorsz pojawiają się w oficjalnych opracowaniach kościelnych (w suplemencie do istniejącego leksykonu) jako osoby duchowne represjonowane. Skompromitowała się inteligencja polska - np. Karol Małcuzyński i Andrzej Łapicki komentujący proces dla PKF, prokurator dr Karol Cincio, późniejszy profesor i szef Katedry Karnistyki Stosowanej UWr. To są nadal trudne sprawy, bo żyją również  w Namysłowie wychowankowie składający obciążające zakonników zeznania. Myślę, że zostali oni tak zmanipulowani propagandą, działaniem służb i agentów, że nawet dziś nie wiedzą, co jest prawdą, a co zmyśleniem.

 

Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej o ustroju sądów w tamtym okresie. Wówczas to sądy obok sądu najwyższego dzieliły się na sądy apelacyjne, okręgowe i grodzkie. W latach nas intersujacych czyli 1949-1950 obowiązywał przedwojenny kodeks postępowania karnego z 1928

http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19280330313

W rozdziale dotyczącym zakresu działania sądów możemy dowiedzieć się o właściwości ówczesnych sądów. I tak zgodnie z art 15 sądy grodzkie rozpoznawały drobne sprawy karne dotyczące przestępstw zagrożonych karą pozbawienia wolnosci do lat 2.

Sądy okręgowe rozpoznawały wszyskie inne sparwy nie zastrzezone do właściowości innych sądów. Jako ciekawostę w kontekście naszego prcesu zwracam uwage na brzmienie art. 20 kpk z 1928 r. Przepis ten stanowi mianowicie iż w pewnych rodzajach spraw sąd okregowy jest sądem przysięgłym ( czyli ławniczym). Do takich spraw należały m.in. sparwy za, które ustwa przewidywała karę śmierci, bezterminową karę pozbawienia wolnosci i karę za którą ustwa przewiduje minium 10 lat pozbawienia wolności.

Sądy apelacyjne rozpoznawały oczywiście odwołania od orzeczeń sądów okręgowych oraz orzekały  w przypadkach określonych w ustawie

Następnie warto byłoby zajrzeć do kodeksu karnego. W tamtym okresie ( 1949-1950) w Polsce również obowiazywał jeszcze przedwojenny kodeks karny Makarewicza z 1932 r. Władza ludowa go zbytnio do lat 50-tych nie zmieniła ( podobnie jak KPK z 1928 r. ) oczywiście tworzyła nowe akty prawne pod swoje podtrzeby ale samego kodeksu w tym okresie nie "ruszała" zbytnio.

http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19320600571

Oskrżeni w procesie skazani zostali, jak podaje cytowany przez Pana leksykon, głównie na podstawie art 246 i 286 par. 1 i  2 kk.

Przepisy te stanowiły:

art 246 " Kto znęca się fizycznie i moralnie nad pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależnosci od sprawcy osobą nieletnią poniżej 17 lat lub bezradną podlega karze więzienia do lat 5"  ( skazani na tej podstawie W. Florczak, M. Redel i prawdobodobnie także I. Michałowski)

art. 286 ( przestepstwa urzędnicze)

" par. 1 Urzędnik, który przekraczajac swą władzę lub niedopełniając obowiązku działą na szkodę interesu publicznego lub prywatnego podlega karze więzienia do lat 5. ( skazana na tej podstawie Z. Dorosz)

par. 2 Jeżeli sprawca działa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej dla siebie lub innej osoby podlega karze więzienia do lat 10" ( skazani na tej podstawie W. Florczak i M. Redel)

Ciekawe jest zaliczenie duchownych prowdzących placówkę jako urzędników.

 

Z uwagi na to zagrożenie karą więzienia do lat 10 za przestępstwo z art. 286 par. 2 pomyśłam że sparwa mogła się odbywac właśnie w składzie ławczym jak wspomiałam o tym wcześniej. Jednkaże kiedy jeszcze raz dokładnie przeczytałam brzmienie art 20 kpk, gdzie jest mowa o karze "od lat 10"  ( czyli 10 lat minimum) to wówczas sąd przysięgły ( ławniczy) jest właściwy to w naszym procesie ten przepis nie miał by jednak zastosowania. Tu jest kara do 10 lat czyli 10 lat to maksium kary. uff :)

I jeszcze jedna ciekawska. Stosownie do postanowień rozporządzenia Ministra Sparwiedliwości z 15. 06. 1949 r. o utworzeniu sądów apelacyjnych i ustaleniu ich okręgów

http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19490360270

par. 72 utworzony został sąd apelacyjny we Wrocławiu. W paragrafie 73 utworzono dla sądu apelacyjnego we Wrocłaiwu sądy okręgowe. Jednym z takich sądów został Sąd Okręgowy w Oleśnicy.

Par. 79 stanowi że tworzy się w okręgu Sądu Okręgowego w Oleśnicy sądy grodzkie w tym Sąd Grodzki w Namysłowie obejmujący powiat namysłowski.

Z uwagi na zapisy kodeksu postępwoania karnego, które przytaczam we wcześniejszym poście nasz proces nie mógł się toczyć w Namysłowie. Najprawdopodobniej proces toczył się w I instancji w Sądzie Okręgowym w Oleśnicy, a potem w II instancji w Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu

 

 

Kubo_3a, Dawidzie, znalazłem w artykule publikowanym na witrynie "Radia Pomost - Arizona" (bardzo ciekawy, raczej nieznany w kraju) tekst "Koń trojański w Kościele", a w nim taki fragment:

23 stycznia 1950 roku władze komunistyczne pod pretekstem rzekomych nieprawidłowości w oddziale we Wrocławiu dokonały przymusowego zajęcia majątku „Caritas” – kościelnej organizacji charytatywnej. Równocześnie powołano zarząd przymusowy z czołowym „patriotą” ks. A. Lempartym na czele (w skład zarządu weszli także: poseł Jan Frankowski (związany z grupą Piaseckiego), Andrzej Micewski, Stanisław Rostworowski, ks. Ludwik Zalewski, ks. Stanisław Krynicki, ks. Stanisław Skórski, prof. Leon Halban oraz Paweł Jasienica). W celu wzmocnienia antykościelnej kampanii propagandowej funkcjonariusze UB zaczęli przeprowadzać rozmowy z proboszczami, których zmuszano do publicznych oświadczeń, że „Caritas” kierowany przez ordynariuszy nie spełniał zadań instytucji charytatywnej. Zostali też uaktywnieni księża patrioci – 24 stycznia 1950 roku „Trybuna Ludu” informowała, iż konferencja księży patriotów z województwa warszawskiego podjęła uchwałę, w której stwierdzano z przykrością i z ubolewaniem, że dotychczasowa działalność kierownictwa ”Caritasu” stała częstokroć w sprzeczności z założeniami i zadaniami miłosierdzia chrześcijańskiego (…) natomiast wykorzystywana była dla celów polityki antyludowej.[Trybuna Ludu, nr 24, 1950 r. - 24 stycznia 1950 r.]

Równolegle toczy się we Wrocławiu proces namysłowskich Bonfratrów. Zwraca uwagę obecność wśród nowych członków "Caritasu" - Andrzeja Micewskiego, Pawła Jasienicy, innych katolickich inteligentów i tzw. "księży patriotów". To ciekawy kontekst historyczny.

Autoryzowany wywiad z panią Colette Dąbrowską-Zawartko przeprowadziłem we wrześniu 1995 roku. Dziś ma dużą wartość historyczną i symboliczną. Moja rozmówczyni zmarła przed dwoma tygodniami. W poniedziałek (10 października 2011 roku) na cmentarzu przy ulicy Jana Pawła II grono najwierniejszych przyjaciół, sąsiadów i znajomych żegnało ją na pogrzebie.

Witam,
Entedy, jeżeli jest taka możliwośc to proszę o kontak jakiś ze mna poniewaz jestem studentka historii i mam zamiar napisać swoją prace magisterską na temat właśnie tego procesu, Poszsukuje wszystkich dostępnych materiałów na ten temat. Wszelka pomoc mile widziana od każdego :)

pozdriawiam

Oczywiście pomogę. W Namysłowie żyją jeszcze dwaj żywi świadkowie tych zdarzeń - chłopiec obciążający zeznaniami zakonników, młoda wówczas pracownica kuchni szpitalnej. Masz w postach sporo tropów, adresów bibliograficznych, nierozwinietych wątków. Zapowiada się pasjonująca praca magisterska. Pomyśl od razu o publikacji książkowej. To może być hit - nie tylko na rynku namysłowskim.

tak, wiem. szukam, drąże te zaczęte tematy na forum. Na razie muszę skupić się na zebraniu jakiś konkretnych materiałów i zferywikowa, czy jest tego na tyle aby można było spokojnie napisac pracę.
Mam prośbę, niezbyt wychodzi mi odczytywanie wiadomości które niektórzy przesyłają mi na konto, więc proszę o kontakt na prywatnego:

pozdrawiam

kolejne numery

1) Słowo Ludu 1950 nr 27 z dnia 27 stycznia 1950

http://sbc.wbp.kielce.pl/dlibra/docmetadata?id=9784&from=&dirids=1&ver_id=149885&lp=1&QI=!55BBC4AE54DC03203419E4F84E5F939A-16    - strona druga,  relacja z drugiego dnia procesu

2) Słowo Ludu 1950 nr 28 z dnia 28 stycznia 1950

http://sbc.wbp.kielce.pl/dlibra/docmetadata?id=9785&from=&dirids=1&ver_id=149886&lp=1&QI=!55BBC4AE54DC03203419E4F84E5F939A-16 - strona druga, trzeci dzień procesu

3) Słowo Ludu 1950 nr 29 z dn. 29 stycznia 1950

http://sbc.wbp.kielce.pl/dlibra/docmetadata?id=9786&from=&dirids=1&ver_id=149887&lp=1&QI=!55BBC4AE54DC03203419E4F84E5F939A-16     - strona druga, czwarty dzień procesu

4) Słowo Ludu 1950 nr 30 z dn. 30 stycznia 1950

http://sbc.wbp.kielce.pl/dlibra/docmetadata?id=9787&from=&dirids=1&ver_id=149888&lp=1&QI=!55BBC4AE54DC03203419E4F84E5F939A-16 - druga strona - wyrok

Kronika filmowa juz była poruszana wcześniej w tym temacie :-)

Jeżeli chodzi o mnie to do swojej pracy będę za dwa tygodnie wybierać się do wrocławskiego IPN-u - może coś uda mi się odnaleźć. Temat ten jest ciekawy i intrygujący :)

Dlaczego nigdzie nie ukazały się chociaż krótkie wzmianki na ten temat w różnych opracowaniach wybitnych profesorów historyków?! Przecież ten proces miał duży rozgloś w prasie krajowej (Trybuna Ludu, gazeta robotnicza), powstał nawet krótki reportarz do KF. No i dlaczego nikt z Namysłowa nie zajął się dokładnie tą sprawą? Czy wydazyło się coś takiego, że przemilczano to? Jak mieszkańcy zapatrują sie na tą sprawę? Czy cos wiedzą na ten temat? Czy jest to jakoś ujęte w historii miasta?

Mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć do dokumentów procesowych, może partyjnych i chociaż troche przybliżyć tą sprawę:)

 

iwona.szto: "No i dlaczego nikt z Namysłowa nie zajął się dokładnie tą sprawą? "

No trochę Pani przesadziła. Wątek "Procesu Namysłowskich Bonfratrów" jest prowadzony na Forum NTO od dwóch lat. To najbardziej rozbudowanych temat historyczny na "Blogosferze <<Namysłowianie.pl>>". Mnóstwo tu informacj i tropów. Sam reportaż był publikowany w Chicago - w miesieczniku polonijnym "Kontra", a i ukazywał sie odcinkami w "Gazecie Ziemi Namysłowskiej". Nie-historycy zrobili w tym temacie już bardzo dużo  -  zwłaszcza entedy i kuba_3a.

Pretensje należy mieć do zawodowców - historyków zajmujacych się powojenną historia Kościoła. Ja jako "literat" zrobiłem tyle, ile mogłem. Jeśli chodzi o PKF dotyczącą procesu - to przepisałem ją z taśmy magnetofonowej i jej fragm. umieściłem w poście # 2. Video jeszcze wtedy nie miałem. Takie są realia życia młodego malżeństwa nauczycielskiego  z poczatku lat 90. XX w. - bieda. Wtedy  I kolorowy telewizor marki "Royal" kupiliśmy dzięki Jackowi Kuroniowi - ministrowi pracy - dał nam wyrównanie inflacyjne.

Z ciekawością będziemy przyglądali się Pani pracy archiwalnej. Na razie nikt nie przeprowadził kwerendy w archiwach. I to jest dla Pani zadanie nr 1 jako historyka. Nie lekceważyłbym również IPN-u w Katowicach, bo z tym pogranicznym Namysłowem to dzieją się archiwalne cuda. Skąd IPN Katowice miał procesowe zdjęcia z Namysłowa? Nie wiem.

Kubie_3a dziekuję za fantastyczne linki do artykulów procesowych ze "Słowa Ludu" z 1950 r. z opisem - jak zwykle, świetna robota:).

 

to fakt, że jest tylko garstka osób, która zainteresowała sie tą sprawą - tutaj ukłony w szczególności dla Pana. Najbardziej interesujące i zadziwiające jest to, że w żadnych opracowaniach, artykułach i różnych kwerendach historycznych nie spotkałam sie jeszcze z tą sprawą. Tylko przypadek skierowal mnie na ten trop - mianowicie jeden mój wykładowca mi o tym powiedział, ale on sam sie tym szerzej nigdy nie zajął.

Sama jestem ciekawa tej sprawy. Mam nadzieję, że uda mi się wszystko ogarnąć i dotrzeć do najważniejszych dokumentów. Czeka nie żmudna praca, siedzenie w archiwach i poszukiwanie czegokolwiek. Mój promotor twierdzi, że powinnam jeszcze przeglądnąć archiwa komitetu powiatowego partii w Namysłowie, UB, Rady Narodowej i Komitetu Wojewódzkiego. 

 

Pani Iwono jak pokazuje przykład Pani ukrywającej się pod loginem kuba_3a i innych, tych osób wcale nie jest w Namysłowie tak mało a wrażliwość i dociekliwość kuby_3a jest godna najwyższego uznania. Podobnie jak entedy gratuluję jej dotarcia do tak rewelacyjnych i ciekawych źródeł faktograficznych, podziwiam Ją i jestem ogromnie ciekawy wyników Jej dalszych poszukiwań. Publikowane przez Nią artykuły z dzienników tamtego okresu są dla mnie ciekawym źródłem wiadomości o tych czasach;  pamiętajmy, że rok 1949 i początek lat roku 1950-tego charakteryzują się ogromnym nasileniem represji za  jakiekolwiek próby opozycji, czy nawet niezależności poglądów politycznych wyrażanych publicznie, ogromnej, posuniętej wręcz do absurdu  indoktrynacji komunistycznej a także niszczenia za wszelką cenę i wszelkimi sposobami pozycji i niezależności kościoła katolickiego w Polsce(oraz wszystkich organizacji i stowarzyszęn katolickich z Nim powiązanych)  Artykuły i notatki dotyczące opisu  przebiegu samego procesu namysłowskich bonifratrów, to rewlacyjne źródło wiadomości o tym jak niszczono i likwidowano struktury organizacyjne Kościoła, w tym także w Namysłowie.

Dodam jeszcze, że przez wiele lat  sprawy niszczenia Zakonów( nie tylko Bonitratrów) ale też  "Caritasu" i innych, były utajnione i w mediach nie nagłaśniane. Co tu zresztą dużo mówić skoro jeszcze w 1984r. a więc prawie 25 lat późnie mordowano księży, vide: Ks. Jerzy Popiełuszko zamordowany 19.10 1984r. we Włoclawku i inni zmarli w tajemniczych okolicznościach.

Od conajmnie roku planujemy z entedym zakup archiwalnyc materiałów z nagrań radiowych procesu namysłowskich bonifratrów toczęcego się w Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu w dniach 24-28 stycznia 1950r. Nie jest to to tania inwestycja, więc siłą rzeczy trochę to trwa ale sądzimy, że warto je kupić i trzeba "ściągnąć" do Namysłowa.

Pisałem też Pani o pewnej sprawie związanej z Zakładem Leczniczo-Opiekuńczym dla Cłopców w Namysłowie, ta sprawa jest cały czas aktualna i na pewno do niej wrócimy.

Przypominam się także w sprawie obiecanych prze zemnie materiałów prasowych zawartych w roczniku z 1950r. tyg. p.t. "Przyjaciólka", wtedy to było b. mocno upolitycznione wydawnictwo i nie tylko czasopisma dla Pań. Do tej pory Pani nie odezwała się do mnie.

Pozdrawiam serdecznie i do miłego...           

Pani Iwono,  ta sprawa musiała być wielką operacją UB. Mieć swój kryptonim. Działała tu agentura krajowa i lokalna. Może kryptonim tej sprawy kryją teczki agenta "33" Kazimierza Koźniewskiego, który, jako pisarz niby-katolicki, napisał obrzydliwy paszkwil na namysłowskich Bonifratrów pt. "Wężowe studnie"?

Jak widzimy, proces byl ściśle związany z  likwidacją niezależnego od państwa "Caritasu". Może to ten ślad w kartotekach IPN? Najwazniejsze to znależć nić, która zaprowadzi do kłębka.

No wlaśnie i Kazimierz Koźniewski i AP we Wrocławiu, to bardzo dobre tropy, jak piszą Panowie entedy i Stawiarski. Od czegoś trzeba zacząć, do dzieła więc Pani Iwono! Kierunki ma Pani podane nieomal na tacy, włącznie z kryptonimami i nr akt.

Pozdrawiam i do miłego...

Proponuję skontaktować się z Joanną Siedlecką, autorką ksiażek o współpracy polskich pisarzy z UB i SB:  "Bezpieka wobec literatów. Kryptonim <<liryka>>" oraz o pisarzach represjonowanych przez UB i SB: "Obława. Losy pisarzy represjonowanych". Ona może podpowiedzieć, gdzie zbajduja sie meldunki Kazimierza  Koźniewskiego z procesu Bonifratrów. "Weżowe studnie" to z pewnościa publikacja powstala na zamówienie UB.

Kazimierz Koźniewski miał kilka kryptonimów: TW "SZcz",  "Szczotka",  "Harcmistrz", "konsultant 33", "K.K"., "Kazik", "K. Koź.".

dziekuje Panu za tą ostatnia informację, która wydaje mi się być kolejnym tropem z wielu w tej jakże zaplatanej sprawie. Na pewno odezwę sie do tej Pani tak jak Pan mi poleił.

Co do "Wężowych studni" to książka ta będzie na pewno tez miała swój duży udział w tej sprawie i oniej nie mozna zapominać :) 

Szanowna Pani, pogrzebałem nieco i mam opasłą teczkę pracy agenta bezpieki  "33", czyli Kazimierza Koźniewskiego: AIPN 00208/387. t.1-5. Teczka przacy konsultanta "33". Pięć tomów - efekt blisko pięćdziesięcioletniej współpracy z UB i SB.

Koźniewski został zwerbowany już w 1947 r. Prawdopodobnie przez samą krwawą  Lunę Bristigerową. Rozdział książki "Kryptonim <<Liryka>>. Bezpieka wobec literatów"  [ss.155-201] zatytułowany "Agent <<33>> - na swoich i obcych" zawiera ten adres źródłowy w przypisie na s. 155. Nie znaleziono, jak dotąd, jego teczki personalnej.

Świetna robota entedy, ale nie napisałeś gdzie teczki miałyby się znajdować? Ogromnie mnie one zainteresowały. Domniemywam, że w IPN-nie ale będę wdzięczny jak to potwierdzisz.

Pozdrawiam i do miłego...

I jeszcze jeden koniec poszarpanej nitki, która może pomoże zaprowadzić do kłębka. Kazimierz Koźniewski jest jeszcze autorem jednej haniebnej broszury napisanej 1951 r., a wymierzonej w niszczony bezwzględnie przez komunistów polski Kościół. Mowa tu o paszkwilu TW "33"  - "Biała plebania w Wolbromiu" - rzecz o biskupie Czesławie Kaczmarku:

Polecam w linku "pierwszy z brzegu" tekst o tym skandalicznym procesie

"50 lat po procesie biskupa Kaczmarka"

Niestety, nie wszyscy polscy biskupi i duchowni wytrzymali wywieraną na Kościół i biskupa Kaczmarka presję. Sporo z nich potępiło go publicznie. Podobnie było z procesem namysłowskich Bonifratrów. To jest prawdopodobnie przyczyna zaniechania omówienia tej namysłowskiej historii przez historyków Kościoła. Sprawa trudna i delikatna, bo przed sądem Bonifratrów oskarżał m. in. miejscowy ksiądz proboszcz. Dzisiaj powszechnie szanowany we wspomnieniach i kronice parafialnej. Wtedy na pewno szantażowany bezwzgłędnie przez UB.

 

Chestesterze, nie pojechałem dzisiaj o świcie na żurawie. Poczekają do najbliższej sesji RM. Myślę, że to dobrze, że o procesie namysłowskich Bonifratrów napisze pracę magisterską osoba niezwiązana zawodowo i emocjonalnie z naszym miastem. Będzie jej łatwiej. Ale mam podejrzenia, że sporo dokumentów UB zostało w 1990 r. zniszczonych przez opozycję przejmującą władzę w 1989 r. Skompromitowany w procesie biskupa Kaczmarka był ówczesny premier Tadeusz Mazowiecki. Minister Kozłowski czyścił archiwum UB i SB - i pod tym kątem. Przy likwidacji "Caritasu" umoczeni byli Paweł Jasienica, Andrzej Micewski, Witold Małcurzyński, nawet lektor PKF Andrzej Łapicki. I wielu, wielu innych... Tak samo było w 1950 r. w Namysłowie - np. prof. dr hab.  Karol Cincio. "Świetny tancerz" - szanowany i dzisiaj twórca Katedry Karnistyki Uniwersytetu Wrocławskiego - wówczas dr prokurator-oskarżyciel.

Mała podwójna korekta. Witold Małcuzyński - to brat pianista. Chodziło o słynnego dziennikarza Karola Małcużynskiego - autora komentarzy słownych do PKF-u i twórcy magazynu TV "Monitor". Dodatkowo nazwisko przez "ż", a nie "rz". Pamięć zawodzi. Przepraszam. RedNacz, czy nie można wrócić do możliwości korekty postów? Na "Blogosferze" jest bardzo spokojnie. Nawet za spokojnie. Czasami nawet nudno. A może tak,  RedNacz - nagranie filmowe i fotki z najbliższej sesji RM. Zapowiada się wyjątkowo ciekawie. Kiedy to ona ma się odbyć?

Właśnie wróciłem z Opola i zacząłem czytać Blogosferę. Dzięki sntedy za ciekawe informacje i odpowiedz na moje pytania.

Popieram Twoją prośbę entedy do RedNacza o zainstalowanie funcji edytowania postów w celu ich poprawy czy też uzupełnienia a także o możliwość zamieszczania fotek i zdjęć. Czsem mi dokucza brak takich możliwości. Czyż nie tak entedy ? Tak więc drogi RedNaczu, bardzo prosimy o korekty w oprogramowaniu, czy też wprowadzenia edytora postów i wpisów na cudzych blogach ale tylko dla tych blogerów, kyórzy mają takie uprawnienie i prowadzą własne blogi. Bedę bardzo zobowiązany za spełnienie tej prośby.

Sesja Rady Miejskiej odbędzie się jutro, czyli 1 marca 2012r. na dużej sali UM, jak zwykle rozpoczęcie o godz. 12,00;  też się wybieram.Jeżeli planujesz swój udział entedy, to zapewne spotkamy się. Faktycznie może być ciekawie i warto wybrać się z aparatem, fajnie jakby RedNacz zrobił fotoreportaż i "wrzucił" go na blogosferę, nie wiem tylko. czy obowiążki służbowe Mu na to pozwolą?!

Pozdrawiam serdecznie i do miłego...

Jednak materiał PKF z 1950 r wyłowił(a) w sieci już 24 lutego 2012 r. kuba_3a i podał(a) link z materiałem filmowym. Dopiero teraz zauważyłem. Repozytorium Cyfrowe Fimoteki Narodowej - do którego podałem link powyżej - zawiera bardzo ciekawy opis. Autorem komentarza był bardzo znany i ceniony polski dokumentalista Jerzy Bossak (właściwie Burger-Naum), a nie Karol Małcużyński - jak to skomentowałem w dwóch postach. Zasugerowałem się czołówką PKF 6/50, na której jako autor komentarza figuruje K. Małcużyński. Pewnie komentował on pozostałe reportaże propagandowe PKF 6/50.

Trochę poszukałem w sieci i w pracy magisterskiej Tamary Włodarczyk "OSIEDLE ŻYDOWSKIE NA DOLNYM ŚLĄSKU W LATACH 1945–1950 (NA PRZYKŁADZIE KŁODZKA)" znalazłem na str. 76 opracowania postać Leona Brandla - od 1 V 1950 r. był szefem PUBP w Kłodzku. Jak się domyślałem, był on funkcjonariuszem UB pochodzenia żydowskiego i do tego byłym żołnierzem Armii Czerwonej. Po 17 września musiał przyjąć obywatelstwo sowieckie, a po 1945 r. ponownie polskie.
Po procesie Bonifratrów (24-28 stycznia 1950 r.), wtedy w Namysłowie pełnił funkcję zcy szefa PUBP, następuje awans z chorążego na podporucznika (marzec 1950 r.) i objęcie funkcji szefa PUBP w Namyslowie (1 II 1950 r.). W Namysłowie Brandel pokonuje najważniejsze szczeble kariery zawodowej, która jednak załamuje się w 1955 r.
Już od 1 V 1950 Leon Brandel jest szefem PUBP w Kłodzku. Został skierowany do ważnej placówki. Z powiatu kłodzkiego prowadzono od 1946 r. do 1948 r. kontrolowany transfer ludności pochodzenia żydowskiego do Palestyny. Późniejsze próby przekraczania granicy polsko-czeskiej w celu dotarcia do Izraela były już nielegalne. W powiecie kłodzkim momentami przebywało ok. 4000 Żydów, imigrantów nie tylko z dawnych ziem II Rzeczpospolitej, ale i z głębi ZSRR. Początkowo cieszyli się oni sporymi swobodami autonomicznymi. Brandel przyjechał do Kłodzka po to, aby zakończyć proces likwidacji tych swobód dla Żydów osiedlających się na Ziemiach Zachodnich i kontrolować nielegalne oficjalnie wyjazdy swych ziomków do Izraela.

Kiedy czyta się, jakimi metodami przez 2 lata i 8 miesiecy aresztu ks. bpa Czesława Kaczmarka, UB łamała biskupa kieleckiego, nie powinniśmy dziwić się, że duchowny przyznał się jesienią 1953 r. podczas procesu do "agenturalnej współpracy z wywiadem amerykańskim i watykańskim". Wobec biskupa kieleckiego stosowano konwojer (trwające 30-40 godzin przesłuchania z biciem i maltretacjami przy zmieniających się ekipach śledczych), pozbawienie prawa do korespondencji i widzeń, duchownemu nie pozwolono nawet na udział w pogrzebie matki, która zmarła wskutek ataku serca po aresztowaniu syna, stosowanie środków psychotrpowych i odurzających w śledztwie, przyznanie obrońcy z urzędu, który współpracował z UB, głodzenie, wielodniowe pobyty w zimnym karcerze w samej bieliźnie...
Jak czytamy w relacjach prasowych, w procesie Bonifratrów przeciwko przeorowi Florczakowi zeznawali inni złamani duchowni lub konfidenci namysłowscy w sutannach.
Warto więc przeczytać IX część cyklu "Przez morze czerwone. Kościół w Polsce pod rządami komunistów", czyli zeszyt "Gościa Niedzielnego" i IPN-u pt. "Agentura w Kościele". W nim dwa interesujące nas ze względu na czasy stalinizmu teksty: "Inwigilacja Prymasa Polski - str. 5, czyli rzecz o agenturalnej działalności kapelana i spowiednika kardynała Stefana Wyszyńskiego, ks. Stanisława Skorodeckiego oraz "Prowokacja przeciwko biskupowi Kaczmarkowi" - str. 8, tekst o agenturalnej działalności kanclerza kieleckiej kurii biskupiej, ks. dra Leonarda Świderskiego.

"Agentura w Kościele":

http://ipn.gov.pl/__data/assets/pdf_file/0019/60139/1-21000.pdf

Ciekawe są rozmiary współpracy duchownych polskich z UB i SB. Wg badań z "bezpieką" wspólpracowało 10-15% polskich duchownych.

Cierpliwość jednak popłaca. W jednym z postów zadałem pytanie, kto był szefem PUBP w Namysłowie w okresie poprzedzajacym proces Bonifratrów? Lektura tomu 1 "Aparatu bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza - 1944-1956" - str. 346 pozwala na ustalenie, że etat szefa - po śmierci p.o. tę funkcję chor. Jana Kolasy (22 lipca 1949 r.) nie był obsadzony. Wobec tego obowiazki te wypełniał wtedy Leon Brandel, który był zastepcą szefa PUBP w Namysłowie od 1 II 1948 r. do 31 I 1950 r. Zresztą od 1946 r. nie wyznaczano etatowego szefa PUBP w Namysłowie, ale tylko p.o.

http://ipn.gov.pl/__data/assets/pdf_file/0015/105432/Aparat_kadra_kier_tom-I.pdf

Nie wydaje mi się, aby śledztwo przygotowujące zakonników, pracowników i wychowanków było pracą autorską Leona Brandla. Nici biegną z pewnością do Julii Brystygierowej i Departamentu V MBP, ale i kogoś z Wrocławia. Kogo?

Komentarza wymaga drażliwy obyczajowo wątek wykorzystania seksualnego niedorozwinietych nieletnich przez zakonników - jeden z aspektów oskarżenia w procesie Bonifratrów. Z relacji prasowych z procesu dowiadujemy się, że żaden z duchownych nie przyznał się do pedofilii. Ojca Wincentego Florczaka oskarżono i skazano za gwałty na nieletnich na podstawie zmanipulowanych zeznań niedorozwinietych umysłowo chłopców.
Jednakże wątek homoseksualno-pedofilski pojawia się w zeznania ojca Mieczysława Redla. Używał on przemocy fizycznej trzy razy, kiedy doszło do gwałtów homoseksulanych wsród chłopców. Skoro starsi zdeprawowani przez wojnę chłopcy potrafili zgwałcić wychowawczynie, mogli to uczynić z młodszymi i niedorozwinietymi umysłowo nieletnimi. W Zakładzie w Namysłowie przebywali chłopcy od lat kilku do dwudziestu. Przypadki pedofilii były wobec tego prawdopodobne i możliwe.

Znalazłem w sieci na blogu Andrzeja Szymona Kozielskiego dwa świetne artykuły, które tłumaczą, jaki majatek został odebrany Kościołowi Rzymskokatolickiemu i innym kościołom i związkom wyznaniowym w 1949 r. i 1950 r. To bardzo dobry kontekst tłumaczący likwidację Zakładu Leczniczo-Opiekuńczego o.o. Bonifratrów w Namysłowie. Tekst pierwszy - "Przejęcie organizacji charytatywnej <> przez [władze komunistyczne w 1950 r.]"

http://lennuszka.salon24.pl/292719,przejecie-koscielnej-organizacji-charytatywnej-caritas-przez-w

A w nim taki cytat:
"Według danych Kancelarii Rady Państwa, Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej oraz Ministerstwa Oświaty, 30 listopada 1948 r. akcja charytatywna „Caritasu” obejmowała m. in prowadzenie: 3 domów dziecka, 24 domów małego dziecka, 19 zakładów specjalnych dla dorosłych, 197 kuchni dla ubogich. W tym czasie „Caritas” zatrudniał 25 765 osób, w tym 21 485 ochotników, pobierając subwencje z kredytów MPiOS w wysokości 21 225, 00 zł (w okresie od 1945 r. do listopada 1947 r.). W ramach akcji opiekuńczej nad dziećmi i młodzieżą prowadzono 728 przedszkoli dla ok. 30 000 dzieci, co stanowiło 13 % ogółu dzieci uczęszczających do tego typu placówek w skali kraju. „Caritas” posiadał ponadto 220 domów dziecka i zakładów specjalnych dla dzieci, w których zapewniał opiekę 11 627 wychowankom (31 % ogółu zakładów, 27 % dzieci). W placówkach „Caritasu” w roku szkolnym 1947/1948 pracowało 1215 wychowawczyń zakonnych, zaś w roku później już tylko od 200 do 400. Ministerstwo Oświaty udzielało sporadycznie drobnych subwencji i to jedynie na remonty w zakładach specjalnych dla dzieci. Subwencji innego typu z resortu oświaty „Caritas” nie otrzymywał, z wyjątkiem dofinansowania wyżywienia dla podopiecznych, skierowanych do jego zakładów przez organy państwowe".

Tekst drugi - "Prawne i faktyczne możliwości funkcjonowania wyznaniowych placówek służby zdrowia w Polsce Ludowej"

http://lennuszka.salon24.pl/110329,prawne-i-faktyczne-mozliwosci-funkcjonowania-wyznaniowych-placow

A z niego drugi cytat, który wylicza 89 szpitali przejętych w 1949 r. bezprawnie przez komunistów:

"Szpital ss. Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo w Pułtusku, Szpital św. Trójcy w Płocku (własność Fundacji Szpital św. Trójcy), Szpital św. Józefa w Głuchołazach (własność Kongregacji Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Trzebnicy), Szpital św. Jacka w Strzelcach Opolskich, Szpital św. Jadwigi w Chorzowie (własność Zakładu św. Jadwigi- Szpital w Chorzowie), Szpital św. Wojciecha w Opolu (własność Fundacji Kościelnej św. Wojciecha), Szpital Sióstr Elżbietanek w Cieszynie, Szpital Prowincji Śląsko- Polskiej Kongregacji Sióstr św. Elżbiety w Katowicach, Szpital Sióstr Boromeuszek w Mikołowie, Szpital św. Józefa w Zabrzu (własność Sióstr Boromeuszek z Trzebnicy), Szpital Sióstr Elżbietanek w Zielonej Górze, szpital św. Elżbiety w Dusznikach Zdroju (własność Sióstr Elżbietanek z Wrocławia), Szpital św. Franciszka w Kłodzku (własność Fundacji Szpitalnej pw. św. Franciszka), Szpital św. Elżbiety w Słupcu (własność Fundacji Szpitalnej św. Elżbiety w Słupcu), Szpital św. Elżbiety w Świdnicy (własność Sióstr Elżbietanek z Wrocławia), Szpital Katolicki pw. św. Elżbiety w Szklarskiej Porębie (własność Katolickiego Zakładu Dobroczynnego pw. św. Elżbiety we Wrocławiu), Szpital św. Józefa we Wrocławiu (własność Sióstr Elżbietanek z Wrocławia), Szpital św. Jerzego we Wrocławiu (własność Sióstr Boromeuszek z Trzebnicy), Szpital Sióstr Elżbietanek we Wrocławiu, Szpital Sióstr Urszulanek we Wrocławiu, Szpital OO. Bonifratrów we Wrocławiu, Szpital Parafii Polskiej Ewangelicko- Augsburskiej „Betezda” we Wrocławiu, Szpital św. Anny we Wrocławiu (własność Fundacji Rycerzy Maltańskich we Wrocławiu), Szpital Fundacji Kościelnej Wspomożenia NMP w Bystrzycy Kłodzkiej, Szpital św. Józefa w Dzierżoniowie (własność Sióstr Elżbietanek z Wrocławia), Szpital Katolicki w Bielawie (własność Parafii Rzymskokatolickiej w Bielawie), Szpital OO. Bonifratrów w Ząbkowicach Śląskich, Szpital św. Ducha w Rawie Mazowieckiej (własność Fundacji Instytutu św. Ducha), Szpital św. Wincentego a Paulo w Lublinie (własność Fundacji Szpitala św. Wincentego a Paulo w Lublinie), Szpital dla Dzieci im. Vetterów pw. Dzieciątka Jezus (własność Fundacji Juliusza i Augustyna Vetterów), Szpital Fundacyjny im. Św. Mikołaja w Chełmie (własność Instytutu im. Św. Mikołaja w Chełmie), Szpital przy Zakładzie św. Boromeusza w Chojnicach (własność Diecezji Chełmińskiej z siedzibą w Pelplinie), Szpital Powiatowy pw. NMP w Wejherowie (własność Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo), Szpital Dobrego Pasterza w Toruniu (własność Zgromadzenia Sióstr Pasterek od Opatrzności Boskiej), Szpital Sióstr Elżbietanek w Tucholi, Szpital Miejski w Pucku (własność Prowincji Pomorskiej Szarych Sióstr św. Elżbiety), Szpital Sióstr Elżbietanek w Starogardzie, Szpital OO. Bonifratrów w Krakowie, Szpital Sióstr Elżbietanek w Poznaniu, Szpital św. Józefa w Poznaniu (własność Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo w Poznaniu), Szpital Sióstr Miłosierdzia w Gostyniu (własność Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo w Gostyniu), Szpital Sióstr Elżbietanek w Warszawie, Szpital św. Zofii w Kościanie (własność Zgromadzenia Sióstr św. Wincentego a Paulo), Szpital św. Józefa w Lesznie (własność Prowincji Polskiej Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek), Szpital Serca Jezusowego w Środzie (własność Zgromadzenia Sióstr św. Wincentego a Paulo), Szpital OO. Kamilianów w Tarnowskich Górach, Szpital św. Józefa w Szamotułach (własność Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Niepokalanego Poczęcia NMP). Na mocy uchwały Rady Ministrów z dnia 21 września 1949 r. w sprawie przejęcia na własność Państwa niektórych szpitali przejęto ponadto nieodpłatnie cztery szpitale Polskiego Czerwonego Krzyża, Lecznicę Ministerstwa Zdrowia w Warszawie (własność Towarzystwa Pielęgnacji Chorych św. Józefa- Przytulisko), Szpital Przemienienia Pańskiego w Poznaniu (własność Zakładu Sióstr Miłosierdzia Przemienienia Pańskiego w Poznaniu) oraz Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych pw. Najświętszej Marii Panny w Branicach na Opolszczyźnie (własność Fundacji Najświętszej Marii Panny w Branicach)."

Wśród wyliczonych w arytkule - odebranych Kościołowi z naruszniem prawa placówek zdrowotnych znajduje się Zakład Opiekuńczo-Leczniczy o. o. Bonifratrów dla Młodocianych Epileptyków - przypis 17. Pokazowy proces miał być alibi usprawiedliwiąjacym skok na potężny majątek, ruchomości i środki pieniężne Kościoła.

Po nitce do kłębka. Znalazłem "Felków" z UB odpowiedzialnych za zwalczanie Kościoła, czyli szefów Wydziału V WUBP we Wrocławiu ze stycznia 1950 r., kiedy odbywał się proces Bonifrtarów. To dwie bardzo barwne postaci polskiej "bezpieki". Pierwszy to szef V Wydziału, kpt. Olko Feliks (1.I 1949 r. - 6 II 1950 r.). Zasłużył się wtedy odkryciem nadużyć we wrocławskim "Caritasie".

http://katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=OL&katalogId=2&subpageKatalogId=2&pageNo=1&nameId=18032&osobaId=55135&

Jego życiorys jest niezwykle "barwny" i bardzo podejrzany.

Druga postać na froncie zwalczania Kościoła w województwie dolnośląskim to kpt. Feliks Dwojak (1 II 1946 - 1 VII 1950 r.), zca kpt. Feliksa Olko. To późniejszy szef (wł. kierownik) WUds.BP w Poznaniu, odpowiedzialny za krwawe stłumienie czerwcowych protestów z 1956 r w stolicy Wielkopolski.

http://wzzw.wordpress.com/2011/06/25/twarze-bezpieki-feliks-dwojak/

Niestety, nie udało mi się ustalić, kto odpowiada za kierowanie Sekcją 5 Wydziału V, nazywaną - cytat dosłowny - "obsługą duchowieństwa".